Kilka dni temu w Chorwacji zdarzył się precedens, który szerokim echem odbił się na kontynencie i zaniepokoił rynek bankowy w Europie. Otóż sąd w Zagrzebiu uznał, że 100 tysięcy Chorwatów nie zostało właściwie poinformowanych o ryzyku kursowym w związku z zaciągnięciem kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich.

Mało tego, nakazał bankom, aby klienci mogli przewalutować na chorwackie kuny kredyty, zaciągnięte po kursie franka szwajcarskiego, z dnia podpisania umowy.

Sędzia Radovan Dobronic w ostrych słowach skrytykował politykę banków, stwierdził, że nie miały prawy oferować kredytów hipotecznych o zmiennym oprocentowaniu oraz w walucie, która powodowała zmienną wysokość rat kredytu. „Taka kombinacja była absolutnie nie do zaakceptowania przez tak długi okres, dodatkowo w czasie, kiedy kurs wymiany była tak płynny”– grzmiał Dobronic, wskazując na szalejący kryzys w Europie.  Wyrok, dodajmy w pierwszej instancji, o tyle dziwny, że trudno posądzić chorwackie banki o to, że w umowach nie zawarły paragrafów o ryzyku związanym z kredytem w obcej walucie. Sąd jednak uznał, że same informacje o ryzyku, zostały chorwackim klientom przekazane w sposób nieprzejrzysty. Chodzi o osiem banków działających na rynku chorwackim: Raiffeisen, Hypo Alpe Adria, Zagrebacka, Privredna, Erste, OTP, Splitska i Sberbank - podaje balkaninsight.com. Sprawa jest poważna, bo banki, które przegrały mogą stracić na wyroku miliard euro, a może nawet więcej.

O wiele dalej poszedł sąd w Hiszpanii, który nakazał spłatę kredytów udzielonych we frankach po kursie z dnia podpisania umowy.

Czy w Polsce podobne wyroki  byłyby możliwe?

„Podstawą ewentualnych roszczeń ze strony klienta w stosunku do banku jest umowa. To z niej wynikają prawa i obowiązki odnoszące się do obu stron. Co do zasady bank informuje o ryzyku walutowym, ponieważ takie zapisy zawarte są w umowie, którą klient podpisuje. Kwestie sporne wynikające z umów strony mogą rozwiązywać na drodze sądowej” – informuje Maciej Krzysztoszek z KNF. Innymi słowy jedynym wyznacznikiem, czy bank dostatecznie informował, czy też nie jest zawarcie w umowie informacji o takim ryzyku.
„Każdy bank, udzielając kredytu hipotecznego, zobowiązany został do informowania klientów o ryzyku kursowym, jak i o ryzyku zmiennej stopy procentowej. Zgodnie z obowiązującą od 2008 roku Rekomendacją SII przedstawiając aktualną ofertę, bank musiał pokazać także wyliczenia raty kredytowej przy wzrośnie oprocentowania o 400 punktów bazowych, a także, jeśli oprocentowanie wzrośnie w skali odpowiadającej różnicy między najniższym, a najwyższym poziomem stopy procentowej w okresie 12 miesięcy. Taki wymóg obowiązywał w przypadku każdego kredytu, niezależnie od jego waluty” - dodatkowo zauważa Michał Krajkowski, główny analityk DK Notus.

Klienci byli informowani także o ryzyku walutowym. Przede wszystkim bank miał obowiązek w pierwszej kolejności przedstawiać ofertę kredytu w złotych. Dzięki temu kredytobiorca mógł porównać raty kredytów walutowych, jak i złotowych.
Ponadto bank musiał przedstawić wyliczenia, jaka będzie rata, jeśli oprocentowanie kredytu we frankach lub euro będzie wynosić tyle, ile analogicznego kredytu w złotych i to przy założeniu, że kwota zadłużenia będzie wyższa o 20 procent. Ponadto w kolejnej symulacji banki były zobowiązane do przedstawienia zmian raty kredytowej w przypadku osłabienia złotego w skali odpowiadającej różnicy między minimalnym a maksymalnym kursem z ostatniego roku.
Jak widać, zaciągając kredyt, każdy musiał otrzymać taki zestaw informacji. Zatem pakiet danych, różnych symulacji uwzględniających zmiany rynkowe był bardzo duży. To zdecydowanie oddala szanse na powodzenie walki polskich "frankowców" z bankami w przypadku ewentualnego pozwu.

Po całym zmieszaniu z frankami w Polsce KNF zmienił zalecenia dla instytucji finansowych. W ocenie Komisji Nadzoru Finansowego aktualnie kredyt walutowy jest produktem niszowym, na koniec 2012 roku udział kredytów walutowych w strukturze nowo udzielanych kredytów ogółem spadł poniżej 1 proc. Komisja Nadzoru Finansowego zaleca bankom, by kredyty walutowe były udzielane jedynie osobom, które w danej walucie zarabiają. Ma to zwiększyć bezpieczeństwo zarówno w sektorze bankowym, jak i bezpieczeństwo klientów, bowiem łatwiej spłaca się kredyt w tej samej walucie, w której osiąga się dochody.

UOKiK: są dobre strony tego wyroku

Poza kredytobiorcami w Polsce z wyroku chorwackiego banku ucieszył się również urząd antymonopolowy. „Z punktu widzenia polskich konsumentów chorwacki wyrok pokazuje, że przede wszystkim w grupie siła, a konsument w starciu z bankiem nie jest taki bezbronny. Jasny sygnał dla wszystkich udzielających kredyty – żadna z instytucji finansowych działających na rynku nie może wprowadzać w błąd co do ryzyka podejmowanych inwestycji przez konsumenta czy zaciąganych kredytów. Pomijanie ważnych informacji przez bank na etapie podejmowania decyzji przez konsumenta, jak pokazuje wyrok - może wiele kosztować. Daleko jednak do prostej analogii. Ostrożnie podchodźmy do przenoszenia realiów jednego kraju do zasad panujących w innym” – komentuje całą sprawę Małgorzata Cieloch, rzecznik prasowy Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Czy polskie banki jednak nie mają sobie nic do zarzucenia? Przeglądając postepowania UOKiK z ostatnich kilku lat, można odnieść inne wrażenie.  W grudniu 2010 r. Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznał za niedozwolone sześć klauzul stosowanych przez bank Millennium w regulaminach i umowach o kredyt hipoteczny.  Dwie z zakwestionowanych klauzul dotyczą niejasnych kryteriów obliczania kursu walut stosowanych w przypadku rozliczania kredytów indeksowanych w stosunku do waluty obcej. Umowy odsyłają kredytobiorców do kursów ogłaszanych w tabeli walut obcych banku, bez dokładnego sprecyzowania, na jakich zasadach bank ustala ogłaszane w swojej tabeli kursy. Sąd podzielił stanowisko Urzędu, że bank nie precyzując sposobu ustalania kursu walut – może dowolnie ustalać jego wysokość, niekoniecznie w oparciu o obiektywne kryteria, na przykład o cenę wyznaczoną przez rynek walutowy czy średni kurs Narodowego Banku Polskiego.

W innych zakwestionowanych klauzulach bank nieprecyzyjnie określał możliwość zmiany regulaminu świadczenia usług oraz cennika. Wymienione przesłanki, takie jak: zmiana poziomu inflacji czy wprowadzenie nowych przepisów prawnych dają bankowi możliwość modyfikacji warunków umowy w dowolnie wybranym przez siebie momencie. To nie koniec. W skierowanym w marcu 2009 roku pozwie UOKiK zakwestionował postanowienia stosowane przez BRE Bank w umowach o kredyt hipoteczny. Zdaniem Urzędu postanowienie było zbyt ogólne i nieprecyzyjne. Dzięki temu bank miał możliwość kształtowania wysokości oprocentowania kredytu według własnego uznania. Posłużenie się sformułowaniem „może ulegać zmianom w okresie trwania umowy”, powoduje, że bank może dokonywać zmiany oprocentowania według własnego uznania i w dowolnie wybranym momencie, a co za tym idzie, jest uprawniony do wprowadzania zmian wysokości oprocentowania w sposób niekorzystny dla kredytobiorcy. Zdaniem Prezes Urzędu zmiana oprocentowania powinna zależeć od przesłanek obiektywnych, a nie od subiektywnej decyzji banku.

Takie przykłady, decyzje SOKiK, jak i postępowania UOKiK można mnożyć.

Gdzie Polska, gdzie Chorwacja

Jednak Polska to nie Chorwacja. Przede wszystkim bałkański przykład pokazuje umiejętność łączenia się ludzi przeciwko instytucjom. W stowarzyszeniu przeciw bankom zrzeszyło się ponad 100 tysięcy osób. Nie każda z tych osób miała problemy ze spłatą kredytów, ale każdy z nich uważał, że musi wziąć udział w tej akcji.  W Polsce jest 700 tysięcy posiadaczy kredytów we frankach, ale tylko 3 procent ma problemy z ich spłacaniem. Czy jest możliwe, aby nawet wbrew obowiązującym przepisom kilkaset tysięcy Polaków zebrało się w jedną grupę i żądało do państwa, wymiaru sprawiedliwości czy banków zmiany umów kredytowych i powrotu do status quo sprzed 5 lat? Czy polskie sądy, opierając się na prawie bankowym i umowie kredytowej stanęłyby po stronie konsumentów, tylko dlatego, że banki nie odradzały kredytów walutowych sowim klientom?

Skala kryzysu w 2008 r. miała prawo zaskoczyć klientów, skoro zaskoczyła ekonomistów i banki

Kiedy zaczął się boom na franki, ile banków oferowało takie kredyty oraz jak wyglądało informowanie klientów o ryzyku kursowym?

Boom na franki rozpoczął się na początku lat 2000. Liczący się wtedy na rynku gracze posiadali kredyty frankowe. Wraz z rozwojem rynku i rosnącymi wolumenami kolejne banki wprowadzały je do oferty, a finalnie nieposiadanie oferty w tej walucie było wyjątkiem. W 2002 r. udział kredytów walutowych osiągnął 60% w portfelu banków, a w kolejnym roku zbliżył się do 70%. Równolegle wraz ze spadkiem stóp procentowych, udział nowoudzielanych kredytów we frankach spadał na rzecz kredytów złotowych. W 2006 r. było to ok. 50%, w 2007 r. 35%, ale w 2008 r. wzrosło ponownie do ponad 60% w odpowiedzi na wzrost stóp procentowych w Polsce. W praktyce klienci zwracali większą uwagę na to, ile musiałby wzrosnąć kurs franka, aby rata była wyższa niż w PLN. Warto jednak zaznaczyć, że przeważnie kredyty walutowe nie były rekomendowane osobom, które chciałyby szybko spłacić kredyt, ponieważ oszczędność na racie mogła łatwo zostać zniwelowana przez niekorzystną zmianę kursu i to kredytobiorcy, którzy z różnych przyczyn zmienili plany dotyczące kredytu i nieruchomości są najbardziej pokrzywdzeni.

Oprocentowanie kredytu rzeczywiście było tak niskie, że ryzyko kursowe było dla osób biorących kredyty bez znaczenia?

Ryzyko walutowe rosło wraz z umocnieniem złotego. W przypadku kredytów zaciągniętych w 2004 r., gdzie kurs wynosił ok. 3 PLN, wyglądało zupełnie inaczej niż w 2008 r., kiedy spadł poniżej 2 PLN. Inaczej wygląda też dla osób spłacających kredyt i tych chcących sprzedać nieruchomość. W przypadku kredytów udzielonych do 2005 r. oprocentowanie złotowe przekraczało w najkorzystniejszym czasie 7%, a na początku ubiegłej dekady 10%. W czasie niskich stóp w latach 2007 – 2008 wynosiło ok. 5%, ale w 2008 r. zbliżyło się znowu do 8%. Analogicznie oprocentowania w CHF wahało się w okolicach niecałych 3% do powyżej 4%. Przykładowo w 2004 r. rata udzielanego kredytu w PLN była dwukrotnie wyższa niż w CHF, a w 2008 r. ok. 40% wyższa. Przy obecnym najniższym w historii poziomie stóp w złotym wyższa ratę w CHF płacą kredytobiorcy zaciągający kredyt poniżej kursu ok. 2,5 PLN. Należałoby tutaj jednak uwzględnić oszczędności na ratach do 2013 r.

Czy informacja o ryzyku była tylko w umowie, czy dodatkowo w jakiś inny sposób klienci byli o nim informowani?

Wprowadzona w 2007 r. Rekomendacja S ustandaryzowała zasady informowania klientów o ryzyku walutowym poprzez wprowadzenie obowiązkowego formularza pokazującego skutki zmiany kursu. Do czasu wprowadzenia Rekomendacji S instytucje nie miały regulacyjnie ustalonych zasad informowania, obliczano więc np. ile musiałby wzrosnąć kurs franka, aby rata w złotym była niższa. Klienci powinni byli też być informowani o tym, że kredyt walutowy jest z założenia długoterminowy, ponieważ wahania kursu mogą spowodować wzrost zadłużenia.

Na ile klienci frankowi byli świadomi tego, że w każdej chwili cena waluty może gwałtownie wzrosnąć?

Skala kryzysu w 2008 r. miała prawo zaskoczyć klientów, skoro zaskoczyła ekonomistów i banki. Jeżeli klient zamierza spłacać kredyt przez jeszcze wiele lat, tak jak z założenia powinien być spłacany kredyt walutowy, to w takim przypadku mniejszym problemem są różnice na racie, a większym dyskomfort psychiczny związany z powiększonym saldem. W najgorszej sytuacji znajdują się klienci, którzy chcą lub potrzebują sprzedać nieruchomość. Taka sytuacja mogła wyniknąć zarówno z niewiedzy, jak i optymizmu, czy nieprzewidzianej zmiany planów.

Banki po gwałtownym wzroście ceny franka szwajcarskiego proponowały przewalutowanie kredytu?

Banki po wzroście kursu franka nie proponowały przewalutowania. Oznaczałoby ono przeliczenie kredytu po niekorzystnym kursie i płacenie rat przez klientów według znacznie wyższego oprocentowania złotowego. Załamaniu kursu złotego towarzyszył bowiem znaczny spadek stóp w Szwajcarii, który zamortyzował część skutków niekorzystnej zmiany kursu. Przewalutowanie zwiększało więc ryzyko niewypłacalności klientów i pozbawiało możliwości odrobienia straty w przyszłości po ponownym umocnieniu złotego.

Czy tego typu wyroki jak w Chorwacji są wynikiem słabości systemu bankowego i systemu nadzoru?

Do wyroku w Chorwacji należy podchodzić bardzo ostrożnie. Pokazuje on, jak skomplikowana są obecnie rynki finansowe, skoro nawet władze nie radzą sobie z ich poprawną oceną. Decyzja sądu jest korzystna dla kredytobiorców, ale z drugiej strony zagraża stabilności systemu bankowego.