O ryzyku masowego zawieszania postępowań frankowych DGP poinformował jako pierwszy w drugiej połowie stycznia („Frankowy paraliż. Sprawy zawieszone na 1,5 roku?”, DGP z 20 stycznia 2020 r.). Jak bowiem ustaliliśmy, 30 grudnia 2019 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku zdecydował, że zapyta TSUE m.in. o to, jakie jest znaczenie aneksu do umowy kredytowej, który niweczy niedozwolone postanowienia umowne, oraz czy sąd musi informować kredytobiorcę chcącego unieważnienia umowy o ryzyku bycia pozwanym przez bank (za korzystanie z kapitału).

Przyjęcie pytań do rozpoznania oznacza, że pełnomocnicy banków w krajowych procesach, wnosząc o zawieszenie, będą mogli powoływać się na dane pochodzące wprost z TSUE, a nie jedynie opublikowane w gazecie. Zwiększa to ich szanse na uwzględnienie wniosków.

Przyjęcie pytań

Prawnicy, których pytaliśmy w styczniu o opinie, uważali, że Trybunał Sprawiedliwości UE powinien odmówić przyjęcia pytań do rozpoznania. Powód? Sprawy, o które postanowił spytać gdański sąd, zostały już wyjaśnione w dotychczasowym orzecznictwie. W efekcie oczekiwanie na wyrok może jedynie niepotrzebnie wydłużyć oczekiwanie przez frankowiczów na wyroki w indywidualnych sprawach. Praktyka bowiem pokazuje, że większość postępowań krajowych jest zawieszanych przez sądy aż do czasu wydania orzeczenia przez TSUE. Czyli nawet na półtora roku. Tak było w przypadku sprawy państwa Dziubaków.

Trybunał postanowił jednak pytania polskiego sądu przyjąć. Teraz ma dwa wyjścia: albo wyda dość szybko postanowienie, które zakończy sprawę (może odmówić udzielenia odpowiedzi na pytania), albo zrealizowana zostanie cała długa procedura zakończona wyrokiem. W obu tych wariantach jednak zawieszenie krajowych postępowań jest prawdopodobne.

– Dotychczasowa praktyka polskich sądów powszechnych pokazuje, że istnieje duża szansa na kolejne zawieszenia – przyznaje adwokat Karolina Pilawska, wspólnik w kancelarii TPZ. Chodzi przede wszystkim o sprawy banku, którego dotyczy postępowanie gdańskiego sądu, czyli Banku BPH SA (dawniej GE Money Bank SA).

Taki obrót sprawy korzystny jest przede wszystkim dla sektora bankowego. W ostatnich miesiącach bowiem przytłaczającą większość spraw wygrywają frankowicze. Bankierzy zaczęli podejmować decyzje o tworzeniu większych rezerw. W samym styczniu o takich odpisach na łączną kwotę przekraczającą 600 mln zł poinformowały Santander Bank Polska, mBank i Bank Millennium.

– Zawieszenie chociaż jednej czwartej spraw oznaczałoby, że koszty, które będą musiały ponieść banki, będą bardziej rozłożone w czasie. Z punktu widzenia sektora bankowego – biorąc też pod uwagę prawdopodobną gorszą moralność płatniczą wynikającą z zamieszania związanego z koronawirusem – to informacja bardzo korzystna – wskazuje menedżer w jednym z większych polskich banków.

Drobne korzyści

Prawnicy, którzy reprezentują frankowiczów, uważają jednak, że rodzime sądy powinny orzekać. Doktor Jacek Czabański, adwokat prowadzący kancelarię reprezentującą frankowiczów, uważa, że oczywiście można przyjąć za właściwy model, w którym jakiekolwiek pytania prejudycjalne skutkować będą zawieszaniem postępowań. Pytanie jednak, czy właściwe byłoby czekanie po 10–15 lat na wyrok, bo przecież po tych pytaniach mogą być kolejne.

– W taki sposób sądy nie zapewnią skutecznej ochrony konsumentom, do czego są zobowiązane, a kredytobiorcy będą zmuszeni do zaprzestania spłat prawnie wątpliwego kredytu – uważa prawnik. Zdaniem dr. Czabańskiego sądy pierwszej instancji powinny wydawać wyroki na bazie dotychczasowego orzecznictwa TSUE. Sądy drugiej instancji powinny zaś każdorazowo przeanalizować, czy rzeczywiście w sprawie występuje nowy problem, który wymagałby dodatkowej wykładni prawa unijnego, aby wydać wyrok. Fakt, że do trybunału trafiły pytania prejudycjalne, nie uniemożliwia przecież wydania orzeczenia.

źródło: DGP

Karolina Pilawska przypomina, że TSUE w większości wydaje wyroki korzystne dla frankowiczów. Zatem jakkolwiek istnieje ryzyko wydłużenia czasu oczekiwania na rozstrzygnięcie, to warto, aby kredytobiorcy widzieli też plus w postaci znacznie wyższych odsetek, które będą im się należały po uzyskaniu oczekiwanego orzeczenia.

W ostatnich dniach do trybunału pytania wysłał także Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli. Spytał o postanowienia umowne dotyczące kursu kupna i sprzedaży waluty obcej. W praktyce chodzi o to, czy zapis umowny powinien umożliwiać kredytobiorcy każdego konkretnego dnia precyzyjne określenie kursu (np. na podstawie tabel NBP), czy też – skoro umowy kredytu hipotecznego zawierane są najczęściej na dziesięciolecia – wystarczy sformułowanie ogólne odnoszące się do rynkowej wysokości waluty. 

Frankowe bolączki

orzecznictwo

Sprawa w Trybunale Sprawiedliwości UE, sygn. C-19/20. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia