Nieprzewidywalność sądów w zakresie wypłacanych zadośćuczynień za śmierć osoby bliskiej to mit. Udowodniła to właśnie Komisja Nadzoru Finansowego.
Pieniądze za śmierć / Dziennik Gazeta Prawna
Urzędnicy KNF wykonali tytaniczną pracę – przeanalizowali 1140 prawomocnych wyroków sądowych. Uczyniono tym samym kolejny krok w kierunku standaryzacji wypłat.
Reklama
Wnioski? Po pierwsze, zasądzane kwoty zadośćuczynień są wyższe w stosunku do tego, co oferują zakłady ubezpieczeń. Po drugie, orzeczenia sądów wcale nie są tak rozstrzelone, jak przekonują przedsiębiorcy.

Reklama
Dowód? Porównanie wartości średniej i mediany dla poszczególnych grup. I tak przy zadośćuczynieniach dla rodzica średnia wynosi niespełna 75 tys. zł, podczas gdy mediana – 70 tys. zł. Dzieci otrzymują wskutek wyroków sądowych od ubezpieczycieli średnio 62 tys. zł, podczas gdy mediana wynosi 60 tys. zł. Średnia dla małżonków, których partnerzy zginęli, oscyluje wokół 79 tys. zł, a mediana to 79,5 tys. zł. I wreszcie rodzeństwo otrzymuje średnio 30,6 tys. zł, podczas gdy mediana wypłat wynosi 30 tys. zł.
Awantura o kasę
Co to oznacza? Ano tyle, że polskie sądy orzekają dość stabilnie. Obala to argument zakładów ubezpieczeń, które utyskują od kilkunastu miesięcy, że brak przewidywalności orzekających naraża biznes na straty lub konieczność podwyższania składek. Biznes posiłkował się przykładami, gdy jedna kobieta otrzymała 10 tys. zł, a inna – w analogicznej sytuacji – 80 tys. zł. Jak się jednak okazuje, to skrajności pośród wielu dających się porównać orzeczeń.
„Z walki o «regulację zadośćuczynień» ubezpieczyciele, a konkretnie Polska Izba Ubezpieczeń w ich imieniu, uczynili swój sztandarowy projekt przy awanturze o wzrost stawek OC (...). Musieli wiedzieć, że – przynajmniej przy zadośćuczynieniach za śmierć – wyroki nie są bynajmniej tak nieprzewidywalne, jak to odmalowywali. Po co w takim razie zaprzęgać całą PR-ową machinę do sprawy, która nie jest problemem?” – zastanawia się na łamach „Dziennika Ubezpieczeniowego” redaktor naczelny pisma Marcin Broda.
Komisja Nadzoru Finansowego przygotowuje się do wtłoczenia zadośćuczynień za śmierć w tabele. Zapowiadał to już rok temu ówczesny wiceprzewodniczący KNF prof. Lesław Gajek. Rzecz w tym, że analiza orzecznictwa poczyniona przez komisję wskazuje, iż ubezpieczyciele wcale nie muszą na tym skorzystać. Jak spostrzega Marcin Broda, jeśli regulacja zostanie dokonana na bazie wyroków sądowych, to jak już widać, ubezpieczyciele zapłacą za zadośćuczynienia dużo więcej, niż płacili dotychczas. Przewidywalność będzie więc dla nich kosztowna.
Wystarczy, że przeciętny poszkodowany, który otrzyma propozycję kwoty do wypłaty od ubezpieczyciela, zajrzy do tabeli. Jeśli będzie w niej widniała wartość nawet kilkunastokrotnie wyższa niż zaoferowana, oczywiste jest, że większość osób skieruje sprawę do sądu. I tam wywalczy więcej. Argumenty ubezpieczycieli, że „w sądzie może być różnie”, spalą na panewce.
Arkusz śmierci
Na tabelaryzacji nie skorzystają też bez wątpienia kancelarie odszkodowawcze. Przekonują one od dawna, że ludzkiego cierpienia nie da się wyliczyć w arkuszu kalkulacyjnym. Gdy jednak pojawią się wytyczne co do konkretnych kwot, wielu poszkodowanych zrezygnuje z usług kancelarii. Ludzie uznają, że zadośćuczynienie wywalczą samodzielnie w sądzie, skoro w sprawach bliźniaczych do ich otrzymuje się np. 70 tys. zł.
Aleksander Daszewski, radca prawny w Biurze Rzecznika Finansowego, mówi nam, że należy popierać wszelkie działania zmierzające do orientacyjnego ustalenia przeciętnej wartości wypłat.
– Dzięki temu mniej spraw będzie trafiało do sądów. Dlatego wspieramy tak rozumianą standaryzację, a precyzyjniej rzecz ujmując, zapewnienie przewidywalności w określaniu wysokości świadczeń – wskazuje mec. Daszewski.
Dlatego też jego instytucja uczestniczy w pracach Forum Zadośćuczynień koordynowanych przez KNF.
Rzecznik finansowy za to zdecydowanie sprzeciwia się, by publikowane tabele były wiążące dla sądów. Innymi słowy, nie chce wprowadzenia ustawowo narzuconego limitu wysokości świadczeń czy ograniczania kręgu uprawnionych.
– Każda sytuacja jest inna i nie można ograniczać prawa obywateli do dochodzenia swoich praw w sądach, jeśli uznają, że propozycja ubezpieczyciela nie jest wystarczająca – podkreśla prawnik.