Ministerstwo Spraw Zagranicznych krytykuje, i to w wielu kluczowych punktach, projekt specustawy wiatrakowej autorstwa posłów Prawa i Sprawiedliwości.
Nieproporcjonalne ograniczenia
Projekt wprowadza sztywne zasady lokalizowania farm wiatrowych (o mocy powyżej 40 kW) względem m.in. budynków mieszkalnych. Dystans, jaki ma dzielić wiatrak od domostw, ma wynosić co najmniej 10-krotność całkowitej wysokości konstrukcji, mierzonej do najwyższego punktu (końca łopaty). W praktyce oznaczać to będzie zakaz sytuowania farm w odległości mniejszej niż 1,5–2 km od zabudowań mieszkalnych. W projekcie wprowadza się również przepis, zgodnie z którym wznoszenie elektrowni wiatrowych odbywać się ma wyłącznie na podstawie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego.
A to budzi obiekcje MSZ. Resort przyznaje, że uzależnienie lokalizacji farm od istnienia zapisów w planie zagospodarowania, samo w sobie nie jest sprzeczne z prawem UE. Wprowadzając taki wymóg, trzeba jednak odnieść się do krajowych uwarunkowań: w Polsce większość planów została sporządzona dla terenów objętych budownictwem mieszkaniowym, na których ma obowiązywać zakaz budowy elektrowni. Efekt? „Przepis ten może zostać uznany za niezgodny z art. 13 ust. 1 akapit pierwszy dyrektywy 2009/28/WE” – stwierdza ministerstwo. Zgodnie z dyrektywą wszelkie krajowe przepisy dotyczące procedur autoryzacji, certyfikacji i licencjonowania elektrowni korzystających z odnawialnych źródeł energii oraz związanej z nimi infrastruktury muszą być proporcjonalne i niezbędne. A „dostępne na stronach sejmowych uzasadnienie projektowanej ustawy nie zawiera żadnych informacji mogących wskazywać na konieczność ustanowienia projektowanego ograniczenia, a także na jego proporcjonalność” – zwraca uwagę MSZ.
Reklama
Nierówne traktowanie

Reklama
Zdaniem resortu propozycja budzi wątpliwości jeszcze pod innym względem. Zgodnie z prawem UE rozwiązania dotyczące OZE nie mogą mieć charakteru dyskryminującego. Tymczasem względem wiatraków mają zostać wprowadzone ostrzejsze kryteria funkcjonowania niż np. w przypadku fotowoltaiki. Zgodnie z art. 7 ust. 8d prawa energetycznego (Dz.U. z 2012 r. poz. 1059 ze zm.) elektrownie wiatrowe – tak jak inne źródła OZE – mogą dziś do wniosku o określenie warunków przyłączenia do sieci dołączać wyrys z planu miejscowego, a gdy takiego nie ma – decyzję o warunkach zabudowy. Specustawa to jednak zmienia. „Spowoduje to, że w przypadku braku miejscowego planu (...) inwestycja w zakresie elektrowni wiatrowych będzie niemożliwa do zrealizowania, możliwa będzie za to realizacja inwestycji w jakiekolwiek inne źródła energii” – zwraca uwagę MSZ.
Poważne wątpliwości sformułowane zostały również wobec pomysłu objęcia farm wiatrowych kontrolą Urzędu Dozoru Technicznego, który wydawać ma zezwolenie na eksploatację wiatraków. Decyzja UDT ważna ma być dwa lata, chyba że wcześniej dokonana zostanie naprawa lub modernizacja elementów technicznych elektrowni. Ministerstwo zwraca uwagę, że projektodawcy w żaden sposób nie wyjaśnili, skąd się wziął akurat dwuletni termin ważności decyzji UDT, powstaje zatem „wątpliwość co do zasadności tego wymagania”. Nie widzi też potrzeby, by każda naprawa wiatraka (niezależnie od jej skali) skutkowała koniecznością występowania do UDT. Tym bardziej, że za uzyskanie decyzji zezwalającej na eksploatację turbiny inwestor zapłaci do 1 proc. kosztu jej wybudowania. Sama możliwość poboru opłaty – szczególnie w okresie przejściowym, kiedy nie zostaną jeszcze określone w rozporządzeniu szczegółowe zasady jej ustalania – również budzi wątpliwości MSZ. W projekcie zastrzeżono bowiem, że do tego czasu UDT pobierać ma opłaty w maksymalnej wysokości. To zaś w ocenie resortu wprost godzi w unijne regulacje nakazujące, by wszelkie opłaty ponoszone przez wnioskodawców były rozsądne i proporcjonalne do kosztów procedur.