PGNiG właśnie uzyskało udziały w czterech nowych koncesjach. Wydobycie za granicą staje się coraz istotniejszą pozycją w bilansie surowcowym spółki.
Surowce PGNiG / Dziennik Gazeta Prawna
Spółka PGNiG Upstream International poinformowała w ubiegłym tygodniu o otrzymaniu udziałów w czterech nowych koncesjach poszukiwawczo-wydobywczych – dwóch na Morzu Norweskim, jednej na Morzu Północnym i jednej na Morzu Barentsa. Na jednej z koncesji na Morzu Norweskim PGNiG, jako właściciel 40 proc. udziałów, będzie operatorem. W pozostałych koncesjach polski koncern ma od 8 do 20 proc. udziałów. „Rozszerzenie działalności PGNiG UI na obszar trzech akwenów morskich jest potwierdzeniem rosnącej pozycji spółki w poszukiwaniach węglowodorów na Norweskim Szelfie Kontynentalnym” – poinformowała spółka w komunikacie. O tym, czy i jaki poziom wydobycia z tych złóż osiągnie PGNiG, dowiemy się nieprędko – partnerzy koncesyjni mają dwa, a w przypadku jednej z koncesji nawet trzy lata, na analizy geologiczne. Dopiero po ich przeprowadzeniu zapadnie decyzja o przeprowadzeniu odwiertów poszukiwawczych.
Reklama

Reklama
Obecnie PGNiG UI ma udziały w 19 koncesjach (wliczając nowo otrzymane) poszukiwawczo-wydobywczych, zlokalizowanych na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. W portfelu aktywów spółki znajdują się koncesje obejmujące udziały w czterech złożach produkcyjnych – Skarv, Vilje, Vale i Morvin, w dwóch złożach będących w fazie zagospodarowania – Snadd i Gina Krog oraz 10 koncesjach poszukiwawczych. A to niejedyna zagraniczna działalność koncernu – od 2005 r. spółka jest obecna w Pakistanie, gdzie pod koniec ubiegłego roku otworzyła pierwszą kopalnię gazu. Prowadzi tam działalność na koncesji Kirthar, w której ma 70 proc. udziałów. Dotychczas wykonano tam trzy otwory poszukiwawcze i odkryto dwa złoża: Rehman i Rizq. W ubiegłym roku PGNiG odkryło złoże niekonwencjonalne typu tight gas o zasobach 4,5 mld m sześc. Niedawno spółka podpisała też porozumienie o poszukiwaniach gazu w Niemczech, a p.o. prezes Piotr Woźniak deklarował w swoich wypowiedziach zainteresowanie złożami w USA i Kanadzie.
Są już efekty tej aktywności. Wzrost wolumenu wydobycia raportowany przez spółkę – w ubiegłym roku padł kolejny rekord – pochodzi z działalności zagranicznej, krajowe wydobycie spada. Z przedstawionych w ubiegłym tygodniu szacunkowych danych operacyjnych wynika, że wprawdzie w 2015 r. PGNiG zwiększyło wydobycie gazu ziemnego do 4,63 mld m sześc. (wzrost o prawie 3 proc.), stało się to jednak dzięki wydobyciu za granicą – wzrosło ono z 0,42 do 0,57 mld m sześc. Jeszcze wyraźniej widać tę tendencję na przykładzie ropy naftowej, której koncern wydobył aż o 18 proc. więcej niż rok wcześniej. Ale wydobycie zagraniczne wzrosło o jedną trzecią z 418 do 664 tys. ton.
A co z krajowym wydobyciem? Część ekonomistów jest zdania, że PGNiG w ostatnich latach nieco zaniedbało tę sferę. W spółce usłyszeliśmy, że celem PGNiG (zresztą zapisanym w strategii) jest utrzymanie krajowego wydobycia na dotychczasowym poziomie, a na przeszkodzie szybszemu zwiększeniu wydobycia stoją warunki geologiczne. Trzeba też dodać, że także spadające ceny gazu skłaniają firmy wydobywcze do rewizji opłacalności niektórych projektów. Przypomnijmy również, że PGNiG wydało kilkaset milionów złotych na poszukiwania gazu łupkowego, co zapewne odbiło się na poszukiwaniach złóż konwencjonalnych. Spółka uważa jednak, że doświadczenia zdobyte przy odwiertach łupkowych zwiększą efektywność eksploatacji złóż konwencjonalnych.
– Takie mamy warunki geologiczne, trudno oczekiwać znaczącego wzrostu wydobycia w perspektywie najbliższych lat – przyznaje Krzysztof Pado, analityk Beskidzkiego Domu Maklerskiego. – Spółka jednak zamierza co najmniej utrzymać obecny wolumen wydobycia, dlatego postawiła na zakup zagranicznych złóż. To naturalny ruch, trzeba jednak pamiętać, że inwestycje w zagraniczne złoża zawsze wiążą się z większym ryzykiem – twierdzi analityk. – Spadające krajowe wydobycie nie jest jednak największym problemem. Znacznie ważniejsza jest zaostrzająca się konkurencja na krajowym rynku gazu i spowodowany tym spadek udziału PGNiG w rynku – dodaje.
Mimo tych dwuznacznych sygnałów spółka zakończyła tydzień w imponującym stylu – w piątek wycena akcji wzrosła o ponad 5 proc. Nie była to jednak reakcja na nowe złoża ani odbicie cen ropy (której PGNiG wydobywa coraz więcej). – Pojawiły się sygnały dające nadzieję, że ceny gazu oferowanego przez Gazprom zostaną powiązane z cenami na rynku zachodnioeuropejskim. Taki scenariusz jest oceniany jako bardzo korzystny dla PGNiG i stąd wynika optymizm inwestorów – ocenia Krzysztof Pado.

Wydobywać razem czy osobno

Kilka ostatnich lat to dla polskich koncernów paliwowych czas zakupów, zwłaszcza jeśli chodzi o zagraniczne złoża węglowodorów. Orlen stawia na złoża amerykańskie, Lotos koncentruje się na Bałtyku i Morzu Norweskim.

Przykłady z ostatnich tygodni: Orlen pod koniec roku sfinalizował (za 1,08 mld zł) przejęcie kanadyjskiej spółki Kicking Horse Energy Inc., zwiększając dziennie wydobycie o ok. 4,1 tys. baryłek ekwiwalentu ropy (boe). Przejął też amerykańską spółkę FX Energy za 487 mln zł. Dwa lata temu kupił również kanadyjską spółkę TriOil za ponad 0,5 mld zł.

Także Lotos nie zasypiał gruszek w popiele i pod koniec ubiegłego roku, niejako rzutem na taśmę, zrealizował (a nawet przekroczył) wydobywcze zapowiedzi ze strategii na lata 2011–2015. Mówiła ona o wydobywaniu 24 tys. boe dziennie. Dzięki sfinalizowanej w ostatnich dniach roku transakcji przejęcia udziałów złóż Sleipner na norweskim szelfie kontynentalnym wydobycie sięgnęło 30 tys. boe/d.

Taki poziom wydobycia nie stawia polskich firm w światowej ani nawet europejskiej czołówce, ale warto pamiętać, że kapitalizacja czołowych koncernów na rynku jest kilkunastokrotnie większa niż naszych spółek, a co za tym idzie większe są również ich możliwości inwestycyjne.

Ministerstwo Skarbu chciałoby wzmocnić polskie koncerny na tym polu – kilka tygodni temu zapowiedziało analizy ws. połączenia Lotosu, Orlenu i PGNIG, co m.in. miałoby pozwolić na większe inwestycje upstreamowe. Ostatnio jednak pomysł uległ pewnej ewolucji – w jedną spółkę miałyby być połączone działy wydobywcze trzech firm. Analitycy oceniają tę wersję fuzji krytycznie – spółki matki straciłyby elastyczność na skutek mniejszej dywersyfikacji przychodów, natomiast spółka wydobywcza nie mogłaby korzystać z całego zaplecza kapitałowego spółek matek.