Niecałe dwa lata temu media ekscytowały się konfliktem na linii Krzysztof Kilian (ówczesny prezes PGE) – Donald Tusk (ówczesny premier). Kością niezgody stał się projekt rozbudowy elektrowni Opole. Rząd naciskał, by Polska Grupa Energetyczna zaangażowała się w to przedsięwzięcie, natomiast prezes Kilian oceniał je jako ryzykowne finansowo dla spółki. Dodajmy – spółki giełdowej, a więc poddanej surowym regulacjom. Konflikt między interesem publicznym a obowiązkami wynikającymi z przepisów prawa skończył się dymisją szefa Grupy.

W przypadku PGNiG i realizowanych przez koncern projektów nie ma takiej obawy. Zaangażowanie w projekty ważne dla bezpieczeństwa energetycznego kraju to statutowa misja spółki. Ten zapis przekłada się na praktykę. PGNiG jest jednym z państwowych koncernów, które muszą udźwignąć ciężar inwestycji w poszukiwanie i eksploatację złóż gazu z łupków. To naturalnie projekty bardzo kosztochłonne, a ewentualny zysk należy szacować w długim terminie. PGNiG kontynuuje inwestycje za granicą, obecnie w sposób bardziej przemyślany, niż za poprzednich zarządów. Strzałem w dziesiątkę okazała się inwestycja w złoża gazu i ropy, położone na norweskim szelfie kontynentalnym. Do tej listy strategicznych przedsięwzięć należy dodać kontrakt z Qatargasem na gaz LNG.

Wszystkie te projekty łączy jedno: poważne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Skoro narzekamy na gazowe uzależnienie od Rosji i mówimy o konieczności dywersyfikacji źródeł energii, to musimy przygotować się na poważne inwestycje. Na zyskach PGNiG cieniem kładzie się sprzedaż importowanego ze Wschodu gazu z ujemną marżą. To efekt utrzymywania w Polsce systemu taryf gazowych, który wymusza nierynkowe zasady. Przecież żaden rząd nie pozwoli, by w roku wyborczym (a takie są co i rusz) ceny surowca poszły w górę…

PGNiG – co pokazało głosowanie nad tzw. podatkiem węglowodorowym – nie może liczyć na ulgowe traktowanie ze strony polityków koalicji rządowej. Musi więc szukać środków na własnym podwórku i zacisnąć pasa. Poprawa efektywności całej grupy PGNiG powinna była nastąpić już wiele lat temu, ale lepiej późno, niż wcale. Tym bardziej, że część wchodzących w skład grupy podmiotów funkcjonuje, jak gdyby nie dotyczyły ich zasady gospodarki rynkowej, przynosząc np. permanentne straty. Minimalizowanie tych strat – poprzez likwidację lub fuzję poszczególnych spółek – musi nastąpić jak najszybciej.

Powstaje pytanie: jak zachowają się w tej sytuacji związki zawodowe. Jak na razie prezes Zawisza uniknął znaczących konfliktów z organizacjami związkowymi. Musi jednak przewidzieć, że w państwowych spółkach restrukturyzacja – choćby najmniej bolesna dla załogi – jest okazją do wysuwania przez związkowców roszczeń. Niewykluczone, że tak będzie i w przypadku PGNiG. Zobaczymy, czy Mariusz Zawisza, manager mający doświadczenie w zakresie restrukturyzacji, będzie umiał sobie z tym poradzić. 

Dr Agnieszka Domańska, Instytut Studiów Międzynarodowych SGH, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego - Oddział Warszawski