Dofinansowanie dla producentów energii

Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej, podtrzymała wczoraj zapowiedź ograniczenia zysków producentów energii, którzy nie korzystają z najdroższego surowca, jakim jest gaz. Jej zastępca Frans Timmermans kilka godzin później doprecyzował, że maksymalne przychody producentów będą mogły wynieść 180 euro za megawatogodzinę, a nadwyżkę będą pobierały państwa członkowskie. Co istotne, te środki wraz z opłatami solidarnościowymi od elektrowni korzystających z innych paliw kopalnych mają być przeznaczone bezpośrednio na pomoc dla obywateli i przedsiębiorstw, które są szczególnie dotknięte rosnącymi cenami. Tę propozycję uzupełnia pobieranie od producentów energii wykorzystujących paliwa kopalne opłaty od zysków z 2022 r., które wzrosły o ponad 20 proc. względem średniej z poprzednich trzech lat.
Według deklaracji szefowej KE takie ruchy miałyby przynieść ponad 140 mld euro do zagospodarowania. Dla porównania szacowany przychód z podatku od nadzwyczajnych zysków planowanego w Niemczech czy we Włoszech miałby wynieść po ok. 10 mld euro.
Reklama
– Dziś musimy dzielić się zyskami i kierować je do tych, którzy ich najbardziej potrzebują – mówiła von der Leyen.
Nie wiadomo, które kraje i którzy obywatele zostaną uznani za najbardziej potrzebujących, ponieważ cały mechanizm redystrybucji tych środków dopiero zostanie opracowany. Taka interwencja będzie miała jednak doraźny, krótkoterminowy charakter.

Reklama

Oszczędzanie energii

Drugim filarem propozycji Brukseli jest narzucenie obowiązkowego celu redukcji zużycia energii o co najmniej 5 proc. w wybranych godzinach szczytu cenowego (sam szczyt będzie liczony jako 10 proc. godzin z najwyższymi oczekiwanymi cenami przez dany kraj). W dłuższej perspektywie Bruksela – zgodnie z deklaracją szefowej KE – będzie chciała zmienić system merit order, zgodnie z którym cenę energii wyznacza cena najdroższego surowca – dziś gazu.
– Konsumenci powinni czerpać korzyści z niskich kosztów energii wytwarzanej z OZE – akcentowała szefowa KE. O uniezależnieniu cen prądu od notowań gazu UE dyskutuje już od roku, kiedy to rozpoczęły się manipulacje Rosji dostawami, a ceny błękitnego paliwa zaczęły rosnąć. Jak dotąd bez rezultatu, ale popularność tego rozwiązania wzrasta wraz z obawami przed zimowym kryzysem. Dopiero niedawno swój sprzeciw uchylił tradycyjnie sceptyczny wobec interwencji w działania rynku rząd niemiecki, który wraz z Holandią blokował dotąd tego rodzaju reformę unijnego rynku energii.
Bruksela proponuje dodatkowo stworzenie „bardziej reprezentatywnego” indeksu cen gazu niż holenderski TTF. Chodzi o to, by notowania gazu na rynku unijnym w większym niż obecnie stopniu uwzględniały rosnącą rolę gazu skroplonego na rynku UE. Ograniczone mają zostać też dobowe wahania cen. Propozycje uzupełnia też poluzowanie zasad pomocy państw na rzecz przedsiębiorstw energetycznych, żeby wesprzeć ich płynność finansową, co spodziewane jest w drugiej połowie września.
Rynki czekały jednak na najbardziej elektryzujące wieści o wprowadzeniu limitów cen gazu – które, jak się oczekuje, mogą być dla Rosji pretekstem do całkowitego zakręcenia kurków z surowcem dla Europy. Jedyne, czego dowiedzieliśmy się z wystąpienia von der Leyen, co wiemy już od kilku tygodni to: dyskusje będą kontynuowane. To sygnał, że na ten moment w UE wciąż nie ma zgody co do objęcia limitem nawet rosyjskiego gazu, nie mówiąc już o spełnieniu oczekiwań m.in. Polski, żeby pułap obowiązywał wszystkie dostawy.

"Trzeba było słuchać Polski"

Wszystkie te wyzwania i konieczność rewizji polityki energetycznej będą szły w parze z deklarowanym wielokrotnie przez von der Leyen dalszym wsparciem Ukrainy. – To nie tylko wojna rozpętana przez Rosję przeciwko Ukrainie. To wojna o naszą energię, naszą gospodarkę, nasze wartości, to walka o naszą przyszłość – mówiła szefowa KE, której wystąpieniu przysłuchiwała się obecna w PE pierwsza dama Ukrainy Ołena Zełenska. Przyznała też symbolicznie rację krajom bałtyckim i Polsce, podkreślając, że „trzeba było słuchać” naszego regionu, prowadząc politykę wschodnią.
Zapaść rosyjskiego sektora finansowego, odcięcie sektora bankowego od 75 proc. rynków międzynarodowych, odpływ 1000 zagranicznych firm, spadek produkcji przemysłowej – to według von der Leyen bezpośrednie skutki zaangażowania UE w sankcje na Rosję. Nie zapowiedziała jednak żadnych nowych kroków, ale zapewniła o wsparciu Ukrainy. Bruksela w ostatnich tygodniach przyspieszyła w obliczu ukraińskiej kontrofensywy wsparcie makrofinansowe kraju, kierując dodatkowe 5 mld euro z zapowiedzianej puli 9 mld. UE chce iść jednak dalej i – zgodnie z deklaracją szefowej Komisji – w najbliższym czasie Ukraina zostanie przyłączona do strefy bezpłatnego roamingu UE wyasygnowane 100 mln euro na odbudowę szkół oraz, co najistotniejsze, zapewnienie Ukrainie pełnego dostępu do jednolitego rynku – fundamentu Wspólnoty. O tym ostatnim szefowa KE miała zamiar rozmawiać z Wołodymyrem Zełenskim w Kijowie, do którego udała się wczoraj.