Spółki energetyczne i Urząd Regulacji Energetyki zapewniają, że ciepła i energii w zimie nam nie zabraknie, branża nie kryje jednak, że wszyscy odczujemy skutki kryzysu na rynku surowcowym. Wpłynie on znacząco na ceny, co dotknie w pierwszej kolejności przedsiębiorców, a w efekcie wszystkich konsumentów.
Dlatego nie dziwią głosy energetyków, żeby zmieniać złe nawyki. „Apelujemy do naszych klientów, by oszczędzali energię” - to wezwanie Wojciecha Dąbrowskiego, prezesa GK PGE, kierującego Polskim Komitetem Energii Elektrycznej, jest głosem całej branży. „Oszczędzać zawsze warto. Warto dmuchać na zimne” - to z kolei apel Rafała Gawina, prezesa URE, który przestrzega przed możliwymi ograniczeniami dostępności surowców dla energetyki.

Potrzebna solidarność

Reklama
Kryzysowa sytuacja na rynku energii to wynik wielu czynników. Większość jest rezultatem agresywnych działań Moskwy. To Kreml pod koniec ubiegłego roku zasiał niepokój na rynku i wywindował ceny gazu. Efektem były pustki w magazynach surowca w Niemczech. Agresja na Ukrainę musiała spotkać się z reakcją Zachodu w postaci sankcji i embarga na węgiel, na co Rosja odpowiedziała wstrzymaniem lub znaczącym ograniczeniem dostaw gazu do wielu państw Unii Europejskiej. Do tego należy dodać takie czynniki, jak decyzja rządu Niemiec o rezygnacji z energetyki atomowej oraz realizacja coraz bardziej wymagających celów klimatycznych Unii Europejskiej.
Głównym środkiem realizacji polityki klimatycznej UE jest ekonomiczny nacisk na koncerny i rządy poszczególnych państw. Instrumentem takiej presji są prawa do emisji CO2, czyli system EU ETS. Sprawia on, że produkcja energii z odnawialnych źródeł (OZE) staje się bardziej opłacalna, gdyż nie jest obciążona kosztami zakupu uprawnień jak energia z paliw kopalnych. Powinno być to dodatkowym impulsem dla rozwoju sektora OZE. Problem jednak w tym, że obciążone kosztami zakupu uprawnień koncerny energetyczne albo muszą ograniczyć zielone inwestycje, albo ich koszt przerzucić na odbiorców końcowych, przede wszystkim przedsiębiorców, ale też samorządy i instytucje publiczne.

Reklama
Polska od miesięcy apeluje o reformę systemu EU ETS, by ograniczyć spekulacje i wzrost cen na tym rynku. Od końca ubiegłego roku koszt uprawnień utrzymuje się na średnim poziomie 80-90 euro za tonę, a dla porównania - na początku 2020 r. cena wynosiła ok. 25 euro za tonę. Opłaty trafiają do budżetów poszczególnych państw i przynajmniej w połowie powinny być przeznaczane na cele związane z transformacją energetyczną. Do czasu zmiany struktury rynku, czyli tzw. miksu energetycznego, powodują jednak wzrost kosztów. „Unia Europejska musi zdać sobie sprawę, że jeżeli nie podejmie odpowiednich kroków, może podważyć całą swoją politykę energetyczną. Zielona transformacja nie może się odbywać kosztem podstawowego bezpieczeństwa” - napisał premier Mateusz Morawiecki na łamach „Financial Timesa”.
Polityka klimatyczna wpływa nie tylko na rynek energii elektrycznej, ale również ciepła. Lokalne ciepłownie, często będące własnością samorządów, szczególnie odczuwają rosnące ceny węgla i wysokie ceny uprawnień. - Nigdzie nie ma tak rozbudowanego systemu ciepłowniczego jak w Polsce. Dlatego apelujemy do UE, aby uwzględniła polską specyfikę przy formułowaniu celów klimatycznych - mówi Wojciech Dąbrowski, prezes PGE.
Wbrew pozorom na wysokich cenach energii elektrycznej nie zarabiają spółki energetyczne. Branża w tym roku za węgiel z polskich kopalń będzie płaciła nawet ponad dwukrotnie więcej niż rok temu. Mimo to niektóre kopalnie nie są w stanie dostarczyć wytwórcom prądu zakontraktowanych ilości węgla. To powoduje konieczność importu jeszcze droższego surowca. Z prognoz PGE wynika, że ceny węgla wzrosną w 2022 r. o ok. 190 proc., gazu - o 210 proc., a uprawnień do emisji dwutlenku węgla - o 140 proc. Energia w tym czasie zdrożeje o 110 proc., co oznacza, że koszty firm energetycznych rosną niewspółmiernie do zysków.
Fot. materiały prasowe

Polska droga do transformacji

Zgodnie z polityką energetyczną Polski docelowo energia elektryczna w naszym kraju będzie pozyskiwana tylko z zero- i niskoemisyjnych źródeł. Wiodącą rolę będą odgrywały OZE, w tym instalacje fotowoltaiczne i farmy wiatrowe na lądzie oraz morska energetyka wiatrowa. Pierwsza farma offshore należąca do GK PGE powstanie już w 2026 r., na kolejne lata planowana jest realizacja następnych inwestycji.
Docelowo w miksie energetycznym energia z OZE będzie uzupełniana przez wytwarzaną w elektrowniach jądrowych i zgromadzoną w magazynach energii. Ma to szczególne znaczenie w związku z uzależnieniem OZE od warunków atmosferycznych. Do czasu realizacji tych inwestycji rolę stabilizatora będzie jednak pełniła energia wytwarzana z węgla.
Rząd zdecydował już o utworzeniu Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego. Trafią do niej wszystkie aktywa węglowe (elektrownie i kopalnie węgla brunatnego) należące do PGE, Tauronu, Enei i Energi. Spółki te będą mogły dzięki temu skoncentrować się na realizacji inwestycji w zero- i niskoemisyjne źródła energii, które - docelowo - będą stopniowo wypychać z rynku energię z węgla. W założeniu transformacja odbędzie się na sprawiedliwych warunkach, a przede wszystkim nie wpłynie na obniżenie bezpieczeństwa energetycznego Polski.

Liczy się energia

Aby zwrócić uwagę Polaków na konieczność zmniejszenia zużycia prądu, Polski Komitet Energii Elektrycznej prowadzi kampanię edukacyjną „Liczy się energia”. W internecie, prasie i telewizji zachęca ona do racjonalnego korzystania z urządzeń elektrycznych i prezentuje sposoby na zmniejszenie rachunku.
Warto zajrzeć na stronę internetową www.liczysieenergia.pl i zapoznać się ze sposobami na ograniczenie zużycia prądu.
Partner
PKEE -Polski Komitet Energii Elektrycznej / Fot. materiały prasowe