Co czeka Europę, jeśli chodzi o gaz?
Przede wszystkim należy się zastanowić, czy obecna sytuacja nie jest świetną szansą na to, by zmienić architekturę kontraktów gazowych. Tak, by dostawy z Gazpromu zmienić na te z innych kierunków - Norwegii czy Algierii. Na rzecz tego przemawia to, że jeszcze przed wojną nie wszystkie terminalne LNG w krajach UE były wykorzystywane na 100 proc. Poza tym mamy gazociągi, w których jest jeszcze wolna, niewykorzystana przepustowość - to m.in. Europipe II czy Greenstream. Należy też przeanalizować możliwości zwiększenia efektywności wykorzystania surowca przez poszczególne państwa. Możemy się też spodziewać zwiększenia wykorzystania węgla. Już teraz w Holandii, Austrii i Niemczech zapadły decyzje polityczne na ten temat. Niektóre gospodarki - Francja czy Holandia - będą również przyspieszać rozwój biogazowni. Musimy jednak pamiętać, że nawet gdyby gazu zabrakło, to zawsze będzie on dostarczany do odbiorców wrażliwych - gospodarstw domowych, szkół czy szpitali. Ewentualne braki obejmą przede wszystkim branżę chemiczną czy inne energochłonne, takie jak hutnicza. Często zakłady takie mają jednak możliwości wykorzystywania pieców np. na paliwa ropopochodne.
A widzi pan przestrzeń do oszczędzania surowca?
Reklama
Dr hab. Mariusz Ruszel, profesor Politechniki Rzeszowskiej, prezes Instytutu Polityki Energetycznej im. I. Łukasiewicza / PRz/Materialy prasowe
Można obniżać temperaturę ogrzewania o 1 stopień. Poza tym dużo firm i obywateli decyduje się na inwestycje w pompy ciepła połączone z fotowoltaiką. W innych państwach przyspieszył program elektryfikacji - odchodzenia od kuchenek gazowych na rzecz indukcyjnych czy elektrycznych. Jednak największe oszczędności można wygenerować w przemyśle. Można zatem spodziewać się sezonowego ograniczenia produkcji określonych gałęzi gospodarki - jak branża chemiczna - w poszczególnych państwach. Będzie to z pewnością wpływało na notowania takich przedsiębiorstw. Jeżeli do tego dojdzie, będzie to oznaczało ograniczenie konkurencyjności poszczególnych gospodarek względem innych. Myślę, że w tym obszarze rozgrywa się obecnie rywalizacja geoekonomiczna pomiędzy państwami. Do tej pory Rosja dostarczała niektórym z nich bardzo tani surowiec. Błękitne paliwo z innych źródeł będzie znacznie droższe, co pozbawi je przewagi konkurencyjnej.

Reklama
Co może z tego wyniknąć, jakie decyzje są możliwe, by te przewagi konkurencyjne utrzymać?
Historia ostatnich kilkudziesięciu lat pokazuje, że w wielu przypadkach różnego rodzaju dylematów, przed którymi stawały silne państwa Europy Zachodniej, pragmatyka gospodarcza zawsze brała w nich górę. Przeważała nad duchem solidarności. Obawiam się, że tym razem będzie podobnie. Tym bardziej że mamy trudną sytuację gospodarczą w skali całego świata, która będzie wywierała dodatkową presję na elity rządzące, by - walcząc z inflacją - szukać rozwiązań, które raczej będą gospodarkę podnosić, a nie jeszcze bardziej osłabiać. Przedsmak tego daje nam ostatnia decyzja Kanady w sprawie turbin dla Nord Stream I. Kraj ten znalazł formułę ominięcia sankcji i poszedł na ustępstwa wobec Rosji. Przed podobnymi dylematami w nadchodzących miesiącach mogą stanąć Niemcy. W mojej ocenie mogą one być rozstrzygane w podobny sposób. Celem będzie utrzymanie dźwigni gospodarczej budowanej przez kilkadziesiąt ostatnich lat. Kraje te zainwestowały ogromne pieniądze w rozbudowę swojej infrastruktury gazowej po to, by sprowadzać z Rosji tani surowiec. Najprawdopodobniej zrobią wszystko, by nie utracić tej pozycji.
Czego możemy się zatem spodziewać?
Gdyby gazu zabrakło lub jego cena znacząco by wzrosła, m.in. wskutek giełdowych spekulacji - można spodziewać się politycznej presji na uruchomienie gazociągu Nord Stream II. Wpisanie gazu do taksonomii, choć jest dla nas korzystne, może też być wykorzystywane na rzecz gazu z Rosji. Pamiętajmy też, że Francuzi - firma Total - poczynili duże inwestycje w obszarze rosyjskiego LNG. Stąd można się spodziewać, że i Niemcy, i Francuzi będą prowadzić „nijaką politykę” - nie opowiadając się wyraźnie po żadnej ze stron - która będzie cementowała status quo.
A jeżeli chodzi o Polskę - duże jest ryzyko, że zabraknie nam gazu?
Nie powinniśmy się bać, że gazu zabraknie. Zużywamy go ok. 20 mld m sześc. Rozbudowaliśmy terminal LNG do 6,2 mld m sześc., możemy go docelowo zwiększyć do 10 mld m sześc. Mamy własne wydobycie na poziomie ok. 4 mld m sześc. i zakontraktowaną przepustowość terminalu LNG na Litwie do prawie 2 mld m sześc., kończymy Baltic Pipe - nawet jak nie będzie on w pełni wykorzystywany po otwarciu - na początku będzie to pewnie kilka miliardów metrów sześciennych - to połączenie dostaw z tych różnych źródeł daje nam kilkanaście miliardów metrów sześciennych. Pamiętajmy, że mamy podpisane kontrakty na dostawy z Kataru oraz USA. Mamy też interkonektory, a także magazyny na 3 mld m sześc. Powinniśmy więc sobie w trakcie tej zimy poradzić. Obywatele nie powinni się martwić. Mamy natomiast dobry moment do tego, by powiedzieć, że należy zwiększyć krajowe wydobycie.
Niedawne plany, że będziemy zużywać ponad 30 mld m sześc. gazu rocznie - wymagają jednak redefinicji. ©℗
Rozmawiała Sonia Sobczyk-Grygiel