To, że podaż gazu spada, a ceny energii rosną, berlińczycy odczują na własnej skórze. Dosłownie, bo woda w stołecznych basenach należących do Berliner Bäder-Betriebe (BBB) będzie miała niższą temperaturę: o dwa stopnie w tych otwartych, na powietrzu, a o jeden w tradycyjnych zadaszonych placówkach. – W ten sposób chcemy dołożyć naszą cegiełkę, by bardziej się uniezależnić od rosyjskiego gazu – mówił Johannes Kleinsorg, szef przedsiębiorstwa, na poniedziałkowej konferencji prasowej. Ale to tylko jeden z przykładów – z powodu wojny w Ukrainie za Odrą coraz bardziej popularne staje się oszczędzanie energii, a w mediach są publikowane poradniki, jak to robić. Pojawiają się m.in. pomysły ograniczenia używania saun i obniżenia temperatury w domach do 19 st. C, co stanowiłoby dla dużej części społeczeństwa spore wyzwanie.
Dla Polski odcięcie dostaw gazu z Rosji nie stanowi obecnie większego problemu z powodu dywersyfikacji dostaw. Nasi zachodni sąsiedzi mają ok. pięć razy większe zużycie niż Polska. A przy tym ok. 50 proc. gazu sprowadzają z Rosji. – Kolejne rządy Republiki Federalnej Niemiec przez lata świadomie uzależniały niemiecką gospodarkę od taniego surowca z Rosji. Elity polityczno-biznesowe wierzyły, że to jest obopólne uzależnienie obu krajów. Dziś jest jasne, że jest ono asymetryczne i na niekorzyść Niemiec – tłumaczył na łamach DGP Michał Kędzierski, analityk specjalizujący się w niemieckiej energetyce z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Reklama
Dlatego nie dziwi, że zakręcenie kurka z gazem odnotowano także w Berlinie. – Zamrożenie przez Rosję dostaw gazu do Polski i Bułgarii to kolejna eskalacja Putina, która ma na celu przestraszenie i wpędzenie w panikę Europy oraz zmuszenie państw europejskich do płacenia rachunków za gaz w rublach. Pokazuje też, jak bardzo Rosja jest uzależniona od płatności w rublach – skomentowała wczoraj Claudia Kemfert, ekonomistka z Niemieckiego Instytutu Badań nad Gospodarką (DIW Berlin). – Na razie nie ma to bezpośredniego wpływu na Niemcy, ponieważ dostawy gazu do RFN są realizowane przede wszystkim innymi gazociągami – tłumaczyła. Ale zaznaczyła, że Niemcy muszą się przygotować również na wstrzymanie dostaw na ich rynek.
W Berlinie politycy zdają sobie sprawę, że taki scenariusz jest możliwy i że do tej pory niemiecka gospodarka była na to zupełnie niegotowa. Za 40 proc. zużycia niemieckiego gazu odpowiada przemysł, któremu znacznie trudniej zastąpić to źródło energii. W razie braków szczególnie narażony na zagrożenie będzie m.in. przemysł chemiczny. – Bojkot gazu z Rosji mógłby doprowadzić w Niemczech do największego kryzysu gospodarczego od zakończenia II wojny światowej – przestrzegał Martin Brudermüller, prezes chemicznego koncernu BASF, we „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
Od kilku tygodni zapasy w niemieckich magazynach rosną. Ich pojemność to prawie 25 mld m sześc., czyli ponad 25 proc. rocznego zużycia gazu przez Niemcy. Jak podaje specjalistyczny serwis AGSI, jeszcze 18 marca były one wypełnione w 24 proc., teraz jest to już ponad 33 proc., ale wskaźnik jest o ponad 5 pkt proc. niższy niż średnia z ubiegłych pięciu lat. Część magazynów, w tym największy, była pod kontrolą rosyjską. Dopiero w ostatnich tygodniach kontrolę nad nimi przejęło niemieckie państwo – poprzez wprowadzenie zarządu powierniczego do spółki Gazprom Germania.
Choć Niemcy przygotowują się na przerwanie dostaw z Rosji, to zdania na temat skutków są podzielone. Kanclerz Olaf Scholz i przedstawiciele wielkiego biznesu twierdzą, że będą one katastrofalne. Z kolei analiza Instytutu DIW z początku kwietnia jasno pokazuje, że przy dużym, ale możliwym oszczędzaniu gazu (na poziomie 20 proc.) i imporcie od innych dostawców kolejną zimę Niemcy są w stanie przeżyć bez dostaw tego surowca z Rosji. To by wymagało zwiększenia zakupów z Norwegii i Holandii, a także jak najszybszego uruchomienia pływających terminali LNG. Skutkiem natychmiastowego embarga byłby spadek PKB o ok. 3 proc. i wzrost inflacji o 2 pkt proc. To musiałoby się także negatywnie odbić na gospodarce Polski, dla której Niemcy są największym partnerem handlowym.
Tak czy inaczej na ochłodzenie w domach czy na basenach Niemcy powinni być gotowi przez kolejne dwa lata. Minister gospodarki Robert Habeck już zapowiedział, że „uniezależnienie się w dużej mierze od rosyjskiego gazu jest możliwe do połowy 2024 r.”.