Według opisanych przez Bloomberga planów Komisji Europejskiej państwa UE mają zostać zobowiązane do zabezpieczania minimalnego poziomu zapasów na zimę. Czas na uzupełnienie magazynów będą miały do 30 września każdego roku. To najważniejszy element propozycji, które ujrzą światło dzienne w marcu. Mają one zapewnić odporność na presję gazową ze strony Rosji i problemy z dostawami błękitnego paliwa do Europy.
Takie rozwiązanie obowiązuje już w Polsce. Każdy importer gazu ziemnego jest zobowiązany do utrzymywania fizycznych zapasów surowca na określonym ustawowo poziomie. Nad realizacją przepisów czuwa Urząd Regulacji Energetyki. W efekcie zapełnienie krajowych magazynów jest niemal dwukrotnie wyższe, niż wynosi europejska średnia. Nie jest to jednak równoznaczne z największymi zapasami. Pod względem wolumenów surowca Włochy (8,3 mld m sześc.), Niemcy (7,9 mld), Francja (3,6 mld) i Holandia (3,5 mld) w dalszym ciągu dysponują znacząco większymi rezerwamy niż my (2,2 mld). Zachowanie Gazpromu, który niemal całkowicie wydrenował kontrolowane przez siebie magazyny w Europie, sprawiło, że niezależnie od procesu legislacyjnego na poziomie UE nad podobnymi do naszych rozwiązaniami w zakresie obowiązkowych zapasów pracuje także Berlin.
Reklama
„W obliczu obecnego kryzysu znaczenie składowania gazu stało się szczególnie duże. Ale magazyny mogą odegrać rolę w zakresie bezpieczeństwa tylko wówczas, gdy są zapełnione w odpowiednim stopniu przed sezonem grzewczym, nawet w trudnych warunkach rynkowych i niezależnie od tego, czyją są własnością” – podkreśla KE w dokumencie, do którego dotarł Bloomberg. Z ustaleń agencji wynika, że aby zagwarantować odpowiedni poziom zapasów, Bruksela ma dopuścić zachęty dla dostawców. W zeszłym tygodniu szefowa Komisji Ursula von der Leyen zapewniała w przemówieniu w Parlamencie Europejskim, że UE jest gotowa na dalsze manipulacje dostawami rosyjskiego gazu. Jak mówiła, KE prowadzi rozmowy z wieloma krajami, które są w takim scenariuszu gotowe skierować do Europy dodatkowe dostawy gazu skroplonego, a oprócz tego, wspólnie z państwami członkowskimi, wypracowała pakiet rozwiązań awaryjnych, które mogłyby zostać uruchomione w scenariuszu całkowitego zakręcenia kurka.
– Jedną z lekcji, które możemy już dziś z tego kryzysu wyciągnąć, jest wniosek, że musimy zdywersyfikować nasze źródła energii, aby zerwać z zależnością od rosyjskiego gazu – przekonywała, akcentując, że inwestycje w źródła odnawialne są korzystne nie tylko z punktu widzenia planety, lecz także naszej samodzielności. Niewykluczone, że w unijnych propozycjach znajdzie się miejsce dla wspólnych zakupów gazu realizowanych przez chętne państwa czy firmy. Miałoby to zwiększyć siłę przetargową odbiorców surowca i zmaksymalizować presję na dostawców. Komisja wraz z częścią stolic, na czele z Madrytem, Paryżem i Rzymem, już w zeszłym roku chciała takiego rozwiązania, a także wspólnego magazynowania gazu. Sceptyczny był wtedy jednak m.in. rząd Angeli Merkel, który argumentował, że wspólne zakupy naruszyłyby działanie unijnego rynku.
Według części specjalistów niechęć do projektu wynikała jednak przede wszystkim z przewagi konkurencyjnej uzyskiwanej przez Niemcy dzięki korzystnym warunkom dostaw rosyjskiego gazu. Do końcówki sezonu grzewczego, która przypada zwykle na przełomie marca i kwietnia, UE dobija z historycznie niskim poziomem zapasów gazu. W piątek europejskie magazyny były zapełnione w mniej niż jednej trzeciej. Kryzys dostaw, który przypadł na czas zwiększonego zimą zapotrzebowania na energię i odbijania europejskich gospodarek po pandemicznej recesji, jest najważniejszą przyczyną wzrostu cen prądu i ciepła w całej UE. Według ekspertów podwyższone notowania gazu mogą się utrzymać przez kolejny rok. ©℗
Bruksela wyciąga wnioski z ostatnich działań Gazpromu