Od wczoraj przypominający w dużej mierze sztuczne jezioro obiekt ma ponad dwa tys. ha powierzchni. Wodą wypełniona jest na razie jego starsza część. Zbiornik znajduje się w miejscowości Żelazny Most w pobliżu dolnośląskiego zagłębia miedziowego spółki KGHM. Do zbiornika trafiają odpady będące ubocznym produktem oczyszczania miedzi. To głównie skały, które pozostają po procesie wzbogacania rudy. W postaci zawiesiny razem z wodą są tam transportowane rurociągami. Obiekt pełni też funkcję retencyjną dla kopalń zagłębia miedziowego, z których wciąż trzeba odpompowywać wodę.
Działający już od 1977 r. zbiornik, z racji rozmiarów widoczny z kosmosu, co pewien czas jest powiększany. W przeszłości inwestycja wymusiła m.in. likwidację trzech wsi. Teraz budowę nowej części poprzedziła wycinka lasu. Otwarta właśnie jego najnowsza część – nazywana kwaterą południową – liczy 600 ha. Wokół niej trzeba było zbudować ogromne wały ziemne o długości 6,5 km. Ich wysokość sięga aż 60 m. Objętość nowej części wynosi 170 mln m sześc.
Realizowana od maja 2018 r. przez Budimex inwestycja kosztowała 580 mln zł. – Sama inwestycja nie była bardzo trudna. Największym wyzwaniem była logistyka, bo trzeba było wykopać 30 mln ton materiału i odpowiednio zorganizować pracę sprzętu – mówi Dariusz Blocher, szef rady nadzorczej Budimeksu. Dodaje, że w trakcie prac firma pobiła własny rekord dziennego przerobu ziemi – 100 tys. ton.
Reklama
Tak ogromny obiekt wymaga odpowiednio rozbudowanych systemów bezpieczeństwa. Przy zbiorniku Żelazny Most trzeba drobiazgowo mierzyć przemieszczenia osadzonych skał i sprawdzać oddziaływania górnicze. Wokół obiektu zainstalowanych jest kilka tysięcy punków kontrolno-pomiarowych. Inspekcje wykonywane są też przy pomocy dronów.
Według KGHM razem ze starą częścią w zbiorniku będzie możliwe zagospodarowanie ok. jednego mld m sześc. tzw. odpadów flotacyjnych. Teraz rocznie trafia tam ok. 30 mln ton tego materiału.
Przemysław Nowak, dyrektor Zakładu Hydrotechniki w miedziowej spółce, mówi, że nadal pewne rezerwy ma stary fragment zbiornika. – Teraz będą jednak wypełniane jednocześnie obie części. Cały zbiornik powinien wystarczyć na ok. 20 lat. Ostatecznie to zależy jednak od skali poziomu wydobycia miedzi – mówi Nowak. Na razie KGHM w swojej strategii na kolejne lata zakłada utrzymanie wydobycia na podobnym poziomie. Największe kopalnie spółki to: „Polkowice-Sieroszowice”, „Rudna” czy „Lubin”.
Przemysław Nowak dodaje, że wbrew obawom niektórych mieszkańców obiekt nie jest zagrożeniem dla środowiska przyrodniczego. – Badania pokazały, że w rejonie występuje wiele gatunków flory i fauny, także rzadkich. Do zbiornika nie trafiają żadne szkodliwe substancje. To jedynie woda, skały i sól, która jest wypłukiwana z rudy miedzi – mówi Nowak. Pewnym minusem jest jedynie pylenie z wałów w czasie wietrznych dni. Firma stara się to minimalizować dzięki stabilizacji substancjami polimerowymi.
Na razie nie wiadomo jeszcze, co będzie po całkowitym wypełnieniu zbiornika materiałem skalnym. Według Nowaka teren można np. zagospodarować na cele rekreacyjne. KGHM szacuje, że okoliczne złoża miedzi mogą być wydobywane jeszcze przez ok. 40 lat.
W KGHM przyznają też, że to najpewniej w zagłębiu miedziowym zostaną zlokalizowane nieduże reaktory jądrowe, które spółka chce uruchamiać wspólnie z partnerami ze Stanów Zjednoczonych. Pozyskana energia ma być w dużej mierze wykorzystana do własnych potrzeb, m.in. do zasilania energochłonnych hut miedzi, a także do schładzania kopalni. Dlatego uznano, że te reaktory powinny być zlokalizowane blisko tego zagłębia. – Zakładamy, że pierwszy reaktor stanie do 2030 r. Łącznie ma być ich od 4 do 12 – mówi Lidia Marcinkowska-Bartkowiak, dyrektor ds. komunikacji w KGHM. – To będą bardzo bezpieczne reaktory. W najbliższym czasie będziemy przekonywać mieszkańców, że taka technologia jest całkowicie nieszkodliwa – dodaje.
KGHM zaznacza, że inwestycje w technologie jądrowe mogą być finansowane dzięki dobrym wynikom. Firma w 2020 r. miała 3,3 mld zł zysku. W pierwszym półroczu 2021 r. osiągnął on 3,7 mld zł.