Zamówienia rosły po kilkadziesiąt procent dziennie, co łącznie dało prawie podwojenie zapotrzebowania w stosunku do tego, co odbierano w pierwszych dniach września. Gazprom odpowiedział w sobotę w wypowiedzi dla Reutersa, że nie jest w stanie wysyłać tyle, ile byśmy chcieli, nie podając przyczyn.
Reklama
GAZOWE UZALEŻNIENIE OD ROSYJSKICH DOSTAW / Dziennik Gazeta Prawna
Polska chce zwiększać dostawy, podczas gdy Słowacja czy Niemcy je zmniejszają. Zarówno u nas w kraju, jak i w całej Europie magazyny są po brzegi wypełnione z obawy przed ewentualnym spodziewanym pod koniec roku gazowym kryzysem na Ukrainie. Po co zatem PGNiG zamawiało więcej surowca? „Składamy takie zamówienia na gaz, jakie aktualnie mamy potrzeby handlowe, techniczne i inwestycyjne” – odpowiada spółka.

Reklama
– Najwyraźniej koncern miał klienta na to paliwo – mówi Tomasz Chmal, ekspert gazowy z Instytutu Sobieskiego. Przypomina, że działo się to zgodnie z obowiązującym kontraktem jamalskim. Zeszłotygodniowe zamówienia PGNiG – jak zapewniali przedstawiciele koncernu – nie przekraczały dobowych maksimów z umowy. Zgłaszane wcześniej przez spółkę zapotrzebowania były realizowane przez dostawcę, tym razem jednak Gazprom postąpił inaczej – informuje koncern.
– Rosjanie powoli zwiększali przesył, o czym świadczą dane Gaz-Systemu – wskazuje Andrzej Szczęśniak, ekspert gazowy. 8 września do Polski trafiło 25,5 mln m sześc. gazu, a następnego dnia już 27 mln m sześc. – Ponieważ jednak tak ogromne systemy, liczące kilka tysięcy kilometrów, cechują się wielką inercją, Gazprom nie był w stanie z dnia na dzień tak znacząco, jak chciało PGNiG, zwiększyć dostaw – tłumaczy.
Zupełnie inaczej widzi tę sprawę Chmal, który wiąże całą sytuację z faktem, że gaz płynął z Polski na Ukrainę. – Rosja chce kontrolować każdą molekułę gazu, jaką sprzedaje poza swoimi granicami. I dzieli kraje według tego, który z nich jest wobec niej uległy, a który niepokorny – ocenia specjalista z Instytutu Sobieskiego. W jego opinii mamy do czynienia z niebezpiecznym precedensem. – Równie dobrze można sobie bowiem wyobrazić bardzo podobny scenariusz, w którym jednak rozgrywka będzie się toczyła nie na linii Polska – Ukraina, ale na linii Niemcy – Polska. Być może w sytuacji, gdy Niemcy będą chcieli dostarczyć nam gaz na zasadzie fizycznego rewersu, Rosja na tyle zmniejszy im dostawy, by nie byli w stanie tego zrobić – wyjaśnia ekspert.
Fakt, że Gaz-System wstrzymał przesył gazu na Ukrainę, świadczy – zdaniem Chmala – o tym, że rosyjska polityka jest skuteczna. Rosjanie chcą bowiem, by każde państwo troszczyło się przede wszystkim o gaz dla siebie.
Jan Chadam, prezes Gaz-Systemu, twierdzi, że zasadniczą przyczyną zawieszenia dostaw gazu na Ukrainę był spadek ciśnienia, a następnie całkowite wstrzymanie przesyłu z Białorusi do Polski. – Jeśli nie będzie wystarczających ilości gazu w naszym systemie, nie będziemy mieli technicznej możliwości wysłania go na Ukrainę – dodaje.
– Żaden menedżer polskiej firmy bez politycznego błogosławieństwa z najwyższego szczebla nie zdecydowałby się na taki krok. To musiała być decyzja polityczna – uważa jednak Szczęśniak. W jego opinii najgorsza sytuacja, jeśli chodzi o dostawy gazu do Polski, byłaby wtedy, gdyby doszło do kryzysu polegającego na tym, że rosyjski gaz w ogóle przestałby płynąć przez Ukrainę.
Ze wstrzymaniem przesyłu paliwa przez ten kraj z bardziej błahych powodów mieliśmy już do czynienia wcześniej, m.in. w 2006 i 2009 r. Wtedy doszło do ograniczenia dostaw gazu do największych odbiorców przemysłowych – grupy Orlen oraz zakładów w Puławach i Policach.
Zdaniem Jerzego Marciniaka, byłego prezesa Grupy Azoty, do której należą dziś Puławy i Police, nieznaczne, np. 20-proc. ograniczenie dostaw nie będzie miało dużego wpływu na funkcjonowanie instalacji, choć spowoduje ograniczenie produkcji i przez to zmniejszenie przychodów. Większe ograniczenia mogą jednak oznaczać konieczność czasowego wyłączenia linii produkcyjnych.
Grupa Azoty sprowadza z Rosji także inne substancje – m.in. metanol i propylen. W razie wstrzymania ich dostaw firma będzie musiała zaimportować te surowce z innych kierunków, ale wtedy ceny z całą pewnością będą wyższe.