Moc instalacji fotowoltaicznych wkrótce osiągnie w Polsce 5 GW, co stanowi niemal 10 proc. całej mocy systemu. Było to w dużej mierze możliwe dzięki dotacjom na panele dla indywidualnych właścicieli domów – solar na dachu ma już ok. 500 tys. z ok. 5,5 mln domów jednorodzinnych. Trzecia edycja programu „Mój prąd” ruszy od 1 lipca, do rozdysponowania będzie ok. 500 mln zł wobec 1,1 mld w poprzednich dwóch edycjach. Dotacje będą niższe i wyniosą do 3 tys. zamiast do 5 tys. zł. Będą mogli z nich skorzystać ci, którzy nie załapali się na dofinansowanie z poprzedniej puli. Jak tłumaczył dziennikarzom wiceminister klimatu Ireneusz Zyska, będzie to pomost do czwartej odsłony programu, w której zmienią się zasady gry. Od przyszłego roku zniesione mają zostać opusty, dzięki którym użytkownicy mogli odbierać z sieci np. wieczorem 80 proc. wpuszczonej do niej energii. Jak tłumaczyli przedstawiciele resortu klimatu i Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW), opusty powodowały, że sieć energetyczna funkcjonowała jak wirtualny magazyn energii, a ma ona swoją pojemność. – Ta sieć po prostu się tu i ówdzie zatyka. Co z tego, że ktoś jest przyłączony, jeżeli swojej energii wprowadzać już nie może. Musiałby ją wprowadzać przy tak wysokim napięciu, operator już mówi mu „nie” – tłumaczył prezes NFOŚiGW Maciej Chorowski. Odejście od systemu opustów oznacza, że prosumenci muszą zacząć przekierowywać energię na użytek własny albo magazynować.
Na 15-letnie opusty załapią się jeszcze ci, którzy uruchomią swój dotowany panel słoneczny przed końcem roku. – Są to prawa nabyte – podkreślał Zyska.
Zmiana nastąpi dla nowych osób, które wejdą do systemu w przyszłym roku, choć przepisy przejściowe konsultowanej obecnie noweli prawa energetycznego pozwolą starym prosumentom na przejście do nowego modelu. Szczegóły czwartej edycji mają być znane jesienią, ale już dziś wiadomo, że w przyszłym roku, gdy przepisy wejdą już w życie, wszyscy nowi entuzjaści fotowoltaiki zamiast odbioru 80 proc. wpuszczonej przez nich do sieci nadprodukcji energii, będą mogli ją np. zmagazynować we własnym fizycznym magazynie, na który dostaną dotacje.
Reklama
– Dofinansowanie musi być na poziomie, który spowoduje zainteresowanie, będzie impulsem do decyzji inwestycyjnej. Nie może być też za wysokie, bo zepsuje rynek magazynów energii. Myślę, że będzie to od 25 do 50 proc. ceny magazynu – podał wiceminister. Jeśli prosument nadwyżek nie zmagazynuje, będzie mógł je odsprzedać, ale potem odkupi energię, gdy będzie mu potrzebna, po cenie ok. 2,5-krotnie wyższej.
Branża zdaje się godzić, że czas opustów napędzających sprzedaż paneli mija, ale stara się o inne rozwiązania wspierające prosumentów. Niektórzy producenci paneli ostrzegają, że nowe reguły mogą gwałtownie napędzić popyt na instalacje fotowoltaiczne w 2021 r. wśród klientów, którzy będą chcieli załapać się na system opustów. – Zbyt gwałtowne zmiany w systemie wsparcia mogą spowodować wyhamowanie tempa instalacji PV wbrew woli ministerstwa, utrudniając osiągnięcie celów klimatycznych – napisała niedawno w komentarzu spółka Edison Energia.
We wtorek prezes Polskiego Stowarzyszenia Magazynowania Energii Barbara Adamska podkreślała, że jest szansa na zbudowanie nowego elastycznego rynku energii, ale potrzebne są do tego odpowiednie regulacje i zachęty. – Prosumenci, decydując się na własną instalację, zmienili miks energetyczny Polski. Na koniec 2015 r. było 4,5 tys. prosumentów, a na koniec 2020 r. niemal pół miliona – mówiła. Podkreślała, że cena domowych magazynów energii spada wraz ze wzrostem ich produkcji – np. podwojenie produkcji baterii litowo-jonowych oznacza spadek ich cen o 20 proc.
266 tys.- wniosków o dotację z Mojego Prądu wpłynęło do tej pory
211 tys. wniosków uzyskało dofinansowanie
25 tys. wniosków było prawidłowych, ale nie uzyskało dotacji – osoby te mogą ubiegać się o wsparcie od lipca