Według naszych informacji dziś projektem ustawy w tej sprawie zająć ma się zespół programowania prac rządu, który decyduje o wpisach do Wykazu Prac Legislacyjnych Rady Ministrów. Jest to zapowiadane od lutego.
Blokada od 2016 r.
Ustawa z 20 maja 2016 r. o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych (Dz.U. z 2016 r. poz. 961), czyli tzw. ustawa odległościowa lub antywiatrakowa, wprowadziła do polskiego prawa tzw. zasadę 10H. Oznacza ona, że wiatraków nie można stawiać w odległości mniejszej niż 10-krotność wysokości wiatraka od zabudowań lub terenów chronionych. Druga kluczowa zmiana wówczas wprowadzona, jak wskazuje mec. Katarzyna Barańska, partner w Kochański & Partners, to możliwość realizowania inwestycji wiatrowych wyłącznie na podstawie planu miejscowego (a nie, tak jak wcześniej, decyzji o warunkach zabudowy).
W praktyce, jak tłumaczy w rozmowie z DGP Anna Kornecka, wiceszefowa resortu rozwoju, 10H wynosi 1,5–2 km, a w takiej odległości trudno w naszym kraju znaleźć teren, który nie jest zabudowany lub nie jest miejscem ochrony przyrody. To zaś skazuje nas na niskie wiatraki, które są mało wydajne.
– Dobre warunki dla lądowych elektrowni wiatrowych w Polsce znajdują się głównie na północy kraju i w środkowym pasie Wielkopolski oraz Mazowsza. Energia wiatrowa jest obecnie najbardziej efektywną pod względem ekonomicznym technologią OZE i nie zrekompensuje nam jej w pełni fotowoltaika, tym bardziej że ma ona znaczne zapotrzebowanie, jeśli chodzi o przestrzeń pod zabudowę. Poza tym fotowoltaika na gruntach rolnych bardzo często utrudnia produkcję rolną niektórych roślin i hodowlę zwierząt (sposoby podwójnego wykorzystania gruntów jeszcze się w tym zakresie rozwijają) – mówi wiceszefowa MRPiT.
Przekonuje, że poluzowanie bardzo rygorystycznych warunków dotyczących lokowania nowych instalacji farm wiatrowych jest potrzebne nam wszystkim, zwłaszcza lokalnym przedsiębiorcom i społecznościom. Chodzi o to, by mogły one produkować energię na własne potrzeby. – Naszym celem jest zatem zapewnienie Polakom bezpieczeństwa energetycznego dzięki ułatwieniu dostępu do czystej i taniej energii – deklaruje Anna Kornecka.
Katarzyna Barańska zwraca uwagę, że zasada 10H ma być utrzymana, ale uelastyczniona. Gminy będą mogły w planie miejscowym dopuścić możliwość lokowania farm wiatrowych w odległości już 500 m od zabudowań.
– Ustawa ma też wprowadzić obowiązkowe konsultacje w tym zakresie już na etapie uchwalania planu miejscowego. To bardzo dobry kierunek zmian, zresztą podobny do prawodawstwa innych państw europejskich, choć diabeł tkwi w szczegółach – tłumaczy mec. Barańska.
Rynek OZE, jak mówi, czeka na precyzyjne mechanizmy prawne, w szczególności dotyczące właśnie konsultacji planów miejscowych. – Jak wynika z praktyki, takie konsultacje są bardzo potrzebne, ale jednocześnie mogą być wykorzystywane w celu przedłużenia prac nad planem, nawet do kilku lat. W takiej rzeczywistości liberalizacja zasady 10H może nie przynieść spodziewanego skutku – zauważa prawniczka.
Biznes się cieszy, ale chce więcej
Przeciw zasadzie 10H od początku protestowali przedsiębiorcy zajmujący się energetyką wiatrową.
– Propozycje złagodzenia przepisów dotyczących zasady 10H to dla nas mały krok w dobrym kierunku – mówi DGP Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW).
Opowiada się za całkowitym zniesieniem regulacji 10H jako nieracjonalnej i nieuzasadnionej. Powołuje się przy tym na badania zlecone przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska, z których wynika, że 85 proc. Polaków popiera rozwój lądowych farm wiatrowych. Zapowiada, że kiedy projekt trafi do konsultacji, PSEW zgłosi poprawki przeciwdziałające nadmiernemu przeregulowaniu.
– Zależy nam na tym, tak jak większości Polaków, by energetyka wiatrowa mogła rozwijać się szybciej. To wymaga uproszczeń w procedurach planistycznych, konsultacyjnych i środowiskowych. Tego typu gwarancje uproszczeń daje nowa, obowiązująca już, dyrektywa RED II dotycząca energii odnawialnej. Będziemy starali się zatem wyegzekwować te uproszczenia. Takie projekty są kosztowne, prowadzi się je latami i nie powinno się dodatkowo przeciągać ich w czasie – argumentuje Gajowiecki.
Gminy wiejskie chcą zmian
Leszek Świętalski, sekretarz generalny Związku Gmin Wiejskich, mówi DGP, że związek popiera liberalizację zasady 10H, bo jest ona niekorzystna dla gmin. Po pierwsze odbiera im dostęp do energii odnawialnej z wiatraków oraz wpływy z podatku od nieruchomości z tego tytułu, a po drugie utrudnia budownictwo mieszkaniowe w sąsiedztwie istniejących już elektrowni wiatrowych.
– Opowiadamy się za tym, by w nowelizacji była wskazana minimalna odległość instalacji wiatrowej od zabudowy i obszarów chronionych. 500 m jest dla nas do zaakceptowania, choć mogłoby to być mniej. Kluczowe jest jednak odejście od szkodliwej zasady 10H. Powrót OZE z wiatru na tereny wiejskie to korzyści dla mieszkańców, co jest szczególnie ważne w sytuacji gwałtownych podwyżek cen prądu, oraz dla samych gmin, którym pozwoli uodpornić się na blackouty spowodowane np. klęskami żywiołowymi – podkreśla.
Co na to mieszkańcy?
Katarzyna Barańska przypomina, że powodem przyjęcia kontrowersyjnej zasady 10H były liczne i narastające konflikty między niezadowolonymi mieszkańcami a władzami gmin dotyczące m.in. emisji hałasu, infradźwięków, wibracji i zanieczyszczenia światłem powodowanych przez wiatraki.
Odpowiedzią na potrzeby lokalnych społeczności ma być kolejna inicjatywa legislacyjna, która umożliwi im korzystanie z takiej energii jako prosumentom, czyli jednocześnie producentom i konsumentom. Według wiceminister Korneckiej niebawem resort złoży wniosek o wpis do wykazu prac rządu stosownego projektu zmiany przepisów. Zmodyfikuje on ustawę o odnawialnych źródłach energii (Dz.U. z 2015 r. poz. 478), w tym przepisy dotyczące prosumenta energii odnawialnej, a także wdroży rozwiązania na rzecz prosumpcji zbiorowej.
– Nowelizacja będzie przewidywała m.in. regulacje dotyczące tzw. prosumenta wirtualnego, np. możliwość przypisania części produkcji z oddalonej instalacji (najczęściej fotowoltaicznej, ale także innych technologii, jak wiatrowej) do danego punktu poboru energii zlokalizowanego np. w mieście, gdzie nie ma możliwości instalacji infrastruktury OZE. Umożliwimy w ten sposób właścicielom nieruchomości mocno oddalonych od takiej instalacji OZE, ale także tym, którzy mieszkają w otoczeniu takiej dużej instalacji OZE, także farmy wiatrowej, korzystanie z energii wytwarzanej przez te instalacje – zapowiada Kornecka.
Dodaje, że zmiana umożliwi wspólnotom i spółdzielniom mieszkaniowym – jako prosumentom zbiorowym – montowanie na dachach bloków i kamienic instalacji fotowoltaicznych, by zaspokoić nie tylko zużycie energii w częściach wspólnych (jak to jest dziś), lecz także w indywidualnych mieszkaniach.
Projekt ustawy, która da możliwość korzystania z energii słonecznej mieszkańcom wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych, zamierza wkrótce złożyć w Sejmie Jadwiga Emilewicz, była minister rozwoju, obecnie posłanka klubu PiS i szefowa Parlamentarnego Zespołu ds. Gospodarki Zeroemisyjnej i Europejskiego Zielonego Ładu. Jako szefowa resortu rozwoju zapowiadała ona prace w tej sprawie, a także w sprawie liberalizacji zasady 10H.
OPINIA
Musi się liczyć zdanie mieszkańców
Anna Frączyk, analityczka prawna Client Earth
Instalacje wiatrowe stanowią obecnie najtańszą technologię pozyskiwania energii elektrycznej, jednak wprowadzona tzw. ustawą odległościową zasada 10H skutecznie ogranicza lokalizację nowych instalacji wiatrowych wykorzystujących dużo bardziej efektywne turbiny nowej generacji na terenie całego kraju. Uwolnienie potencjału lądowej energetyki wiatrowej przyspieszy tempo transformacji energetycznej przez zwiększenie udziału OZE w końcowym zużyciu energii, a w konsekwencji przyczyni się do realizacji celów klimatycznych na poziomie UE oraz obniżenia hurtowych cen energii elektrycznej i zmniejszenia importu energii z krajów sąsiednich.
Odblokowanie inwestycji w lądowe instalacje wiatrowe wymaga zdecydowanych zmian regulacyjnych w zakresie obowiązywania zasady 10H. Procedurze lokalizacji i budowy lądowych elektrowni wiatrowych towarzyszyć powinna pełna i rzetelna realizacja zasady udziału społeczeństwa w postępowaniu planistycznym i środowiskowym. Szczególnie istotne jest przyjęcie skutecznej formy komunikacji z mieszkańcami w celu włączenia ich do dyskusji nad rozwiązaniami przyjętymi w dokumentach planistycznych. Zapewnienie udziału społeczeństwa w procesach dotyczących lokalizacji elektrowni wiatrowych umożliwi zrównoważenie interesów przedstawicieli administracji publicznej, lokalnej społeczności oraz inwestorów.