Wysokie ceny gazu na Starym Kontynencie przy spadających kosztach uprawnień do emisji CO2 negatywnie wpłynęły na opłacalność europejskich elektrowni gazowych. Jak szacuje szwajcarski bank UBS, w najbliższych dwóch latach zamknięte mogą zostać elektrownie o łącznej mocy 10 tys. MW. W Polsce z problemem opłacalności borykają się elektrownie węglowe o łącznej mocy co najmniej 4 tys. MW.

Zdaniem Marcina Korolca, ministra środowiska, europejska energetyka podlega dziś gwałtownym przemianom. Powód – działalność tradycyjnych elektrowni zmienia dotowany i chwiejny sektor odnawialnych źródeł energii, takich jak panele słoneczne czy wiatraki. – Dziś, w dużej części przez regulacje klimatyczne i politykę oraz liberalizację, sektor energetyki w Unii Europejskiej z najbardziej stabilnej gałęzi gospodarki upodobnił się do gry w ruletkę – komentuje Marcin Korolec.

Wyniki polskich siłowni w dół pociągnęło spadające zapotrzebowanie na energię i wysoka cena krajowego węgla. Uprzywilejowana energia z odnawialnych źródeł też zrobiła swoje. To powoduje, że Tauron i PGE chcą zamykać nierentowne bloki energetyczne. Nie zrobią tego, jeśli zarządzająca systemem elektroenergetycznym PSE uzna zgłoszone jednostki za niezbędne dla utrzymania bezpieczeństwa dostaw energii i zwróci im przynajmniej stałe koszty funkcjonowania.

Po pieniądze ustawi się długa kolejka. Zdaniem przedstawicieli branży wkrótce może dojść do awantury, bo będące pod kreską koncerny spróbują wykorzystać okoliczności. – Sytuacja jest patowa – mówi menedżer z firmy energetycznej. Przyznaje, że z punktu widzenia ekonomii utrzymywanie najstarszych bloków węglowych nie ma sensu. – Ale niektóre z nich mogą być potrzebne dla prawidłowego działania systemu. Które? Tu nie ma obiektywnej odpowiedzi. Wiadomo, że dla wszystkich nie wystarczy pieniędzy. Jak pomoc publiczną dostanie jedna spółka, inne też będą chciały – dodaje energetyk.

Z tą diagnozą zgadza się Herbert Leopold Gabryś, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej. – Doświadczenie mówi mi, że gdy dajesz energetyce mały palec, zaraz chce całej ręki – ostrzega były wiceminister przemysłu i handlu. Decyzję o kształcie systemu dopłat do mocy podejmować będzie PSE, ale spółka nie odpowiedziała wczoraj na nasze pytania.