Ustępstwo wobec Polski w sprawie nadpłaty za gaz to zapewne w większym stopniu efekt chłodnej kalkulacji koncernu niż strachu.
Wczoraj PGNiG poinformował o zawarciu aneksu do kontraktu jamalskiego – na jego podstawie Gazprom ma do 1 lipca zwrócić ok. 1,5 mld dol. nadpłaty za gaz kupowany przez Polskę od 1 listopada 2014 r. Epidemia koronawirusa i spowolnienie gospodarcze wywołały spadek popytu na energię i paliwa.
Do tego w ramach Nowego Zielonego Ładu Unia Europejska ma zamiar coraz szybciej odchodzić od paliw kopalnych, a energia z wiatru i słońca staje się coraz tańsza. To wszystko jest tłem dla decyzji Gazpromu, rosyjskiego potentata gazowego, który czuje, że zbliża się czas zmiany. Europa może przestać być dla niego złotym runem, interesy z zachodnimi firmami mogą ucierpieć na skutek regulacji unijnych (np. ograniczenia dla Nord Stream 2) i liczy się każdy klient, a przede wszystkim wizerunek dobrego kontrahenta na rynku unijnym.
Reklama
Dotychczas Gazprom nie wstrzymywał się przed zakręcaniem kurka klientom o słabszej pozycji rynkowej bądź takim, którzy nie mieli alternatywy. Odczuła to na swojej skórze m.in. Polska, a także Ukraina.
Decyzja o zwrocie nadpłaty to efekt wyroku sądu arbitrażowego w Sztokholmie, który pod koniec marca przyznał Polsce rację w 5-letnim sporze z rosyjskim dostawcą o zawyżone ceny gazu. Aneks to pewne zaskoczenie, biorąc pod uwagę, że jeszcze 2 czerwca PGNiG informował, że Gazprom wniósł skargę na wyrok. Polska spółka przygotowywała się do skomplikowanej egzekucji nadpłaty.
Na konferencji prasowej wicepremier Jacek Sasin i prezes PGNiG Jerzy Kwieciński podkreślali, że ruch Gazpromu to efekt determinacji polskiego rządu i negocjatorów, nie wspominali o nowych warunkach rynkowych, w jakich działa teraz Gazprom. Ewentualny spadek znaczenia gazu w Europie mógłby być niestety problematyczny też dla Polski, która postawiła na rozbudowę infrastruktury gazowej w oparciu o rosnący popyt.
Wicepremier podkreślał znaczenie wygranej w arbitrażu, dzięki której możliwy był aneks. – Ceny ustalone w kontrakcie jamalskim, zawartym w 1996 r., znacznie przewyższały ceny rynkowe. Były takie momenty, kiedy Polska była krajem, który płacił za gaz rosyjski najwięcej ze wszystkich krajów Unii Europejskiej – mówił. Zaznaczał, że m.in. dzięki gazoportowi w Świnoujściu udało się zmniejszyć uzależnienie Polski od dostaw z Rosji z blisko 90 proc. w 2016 r. do ok. 62 proc. obecnie.
– Mamy ceny rynkowe, powiązane z europejskim rynkiem gazu – zachwalał efekty wygranego arbitrażu szef PGNiG. Dodał, że dzięki wyrokowi także relacje z Gazpromem „normalnieją”: rozliczenie odbywa się według nowej formuły cenowej, a gaz płynie do Polski bez przeszkód. – Wyrazem tego jest również podpisanie aneksu nr 56. To aneks, który przekłada na język kontraktu jamalskiego wyrok sądu arbitrażowego z 30 marca. W tym aneksie również precyzujemy uzgodnioną datę przekazania nam nadpłaty przez Gazprom na 1 lipca tego roku – wyjaśniał Kwieciński.
Podkreślał, że nowe relacje z Gazpromem muszą opierać się o „porządek europejski”. Przypomniał zabiegi Gazpromu o wyłączenie gazociągu Nord Stream 2 z Rosji do Niemiec spod unijnej dyrektywy gazowej. Jego zdaniem niemiecki regulator przyjął polskie argumenty i dlatego nie zgodził się na wyjątkowe potraktowanie rury. Gazprom chciał uniknąć stosowania europejskich taryf i odstąpienia połowy przepustowości niemieckiej części Nord Streamu 2 konkurentom, czego wymaga tzw. unbundling, czyli przewidziana w dyrektywie gazowej unijna reguła dotycząca uniezależnienia operatorów gazociągów od dostawców.