Związkowcy zapowiadają protesty, jeśli właściciel nie podejmie decyzji o włączeniu wielkiego pieca w krakowskim zakładzie.
Uczestniczący w spotkaniu zorganizowanym z inicjatywy prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego przedstawiciele rządu – wicepremier Jarosław Gowin i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz – oraz związkowcy nie zdołali przekonać ArcelorMittal Poland (AMP) do włączenia wielkiego pieca. Choć władze spółki twierdzą, że to jedynie tymczasowe wyłączenie, wciąż nie wiadomo, kiedy sytuacja ulegnie zmianie.
Podczas spotkania nie padły żadne konkretne deklaracje ze strony AMP. Wiceprezes Czesław Sikorski zapewniał, że firma monitoruje sytuację na rynku, a ta obecnie nie pozwala na ponowne uruchomienie infrastruktury. – Niestety IV kwartał był najgorszym kwartałem ubiegłego roku. W ujęciu rocznym produkcja stali w UE w listopadzie spadła o 10,7 proc. Szacuje się, że spadek w grudniu również był dwucyfrowy – mówił podczas spotkania.
Reklama

Reklama
Światłem w tunelu może okazać się lekkie odbicie na początku 2020 r. Choć branża je dostrzega, jak twierdzi prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej Stefan Dzienniak, trudno mówić o stałym trendzie. – Firmy na początku roku odbudowują zapasy, które zużytkowały wcześniej. Naszym zdaniem to chwilowe, nie spodziewałbym się w I kwartale znaczących wzrostów sprzedaży, co praktycznie wyklucza szansę na uruchomienie krakowskiego pieca w tym okresie – mówi.
– Ewentualna zmiana może nastąpić dopiero w kolejnych trzech miesiącach. W tym kontekście bardzo istotna jest też sytuacja gospodarcza w Niemczech, których spowolnienie znacznie obniżyło zapotrzebowanie na polską stal – dodaje. Zdaniem Dzienniaka, tylko stały i zauważalny pozytywny trend może zmienić decyzję AMP. – Wielkiego pieca, w przeciwieństwie do elektrycznych, nie włącza się doraźnie. By było to opłacalne, firma musi mieć perspektywę stałego zapotrzebowania na swoje wyroby – ocenił prezes HIPH.
Związkowcy liczą jednak, że pozytywna decyzja zapadnie już w lutym, co pozwoli na włączenie pieca w ciągu kolejnych dwóch miesięcy, po przeprowadzeniu koniecznych napraw. – Moim zdaniem są szanse na to, żeby od kwietnia przywrócić do pracy piec i stalownię – mówi Krzysztof Wójcik, przewodniczący NSZZ Pracowników w AMP. Jego zdaniem taką decyzję uzasadniają m.in. liczne zamówienia na produkty tamtejszej walcowni.
Gdyby nie udało się przywrócić pracy pieca w oczekiwanym terminie, przedstawiciele pracowników nie wykluczają protestów. – Daliśmy sobie czas na przywrócenie normalności. Jeśli do lutego nie będzie oznak poprawy, to powrócimy do rozwiązań strajkowych, choć mamy nadzieję, że nie będzie to konieczne – deklaruje Wójcik. Władze spółki podkreślają, że pomimo wygaszenia pieca, nie doszło do redukcji zatrudnienia. Jak stwierdziła Monika Roznerska z AMP, 100 osób przebywa na urlopie postojowym, a 300 kolejnych dojeżdża do pracy w Dąbrowie Górniczej.
Z drugiej strony, jak wskazują związki, na wyłączeniu pieca ucierpiały firmy pracujące przy hucie. – Spodziewamy się licznych zwolnień, bo zasoby finansowe tych podmiotów szybko się kurczą. Według naszych szacunków w bliskim otoczeniu huty pracuje ok. 10 tys. pracowników. Nawet jeśli utrata pracy grozi 1/3 z nich, to skala jest naprawdę duża – ocenia Wójcik. Dlatego już teraz planowane są spotkania spółek hutniczych z urzędem pracy na temat szkoleń czy ofert zatrudnienia dla osób objętych redukcją.
Sytuacja w Krakowie może negatywnie wpłynąć na całą polską branżę hutniczą. W obliczu wygaszenia pieca w hucie Sendzimira, wsad niezbędny do pracy krakowskiej walcowni jest uzyskiwany z oddziału w Dąbrowie Górniczej (Huta Katowice), która wcześniej dostarczała go także podmiotom zewnętrznym. Na ten rok jest planowany remont jednego z dwóch tamtejszych pieców, co jednocześnie zwiększy szansę uruchomienia pieca w Krakowie, ale jeśli tak się nie stanie, uzyskanie wsadu z Dąbrowy Górniczej przez inne firmy będzie jeszcze trudniejsze.
– Podczas problemów ze wsadem na rynku największy kłopot mają zakłady, które nie produkują płynnej stali. Obecnie coraz trudniej kupić półwyrób, a jego sprzedaż nie zawsze się opłaca ze względu na niskie marże – mówi Dzienniak. W takiej sytuacji obecnie znajdują się huty Łabędy i Pokój czy Walcownia Blach Batory. Przedstawiciele rządu zapowiedzieli, że pomogą w przywróceniu normalnej pracy w hucie. Możliwe, że jej sytuacja będzie tematem rozmów premiera Mateusza Morawieckiego z Lakshmim Mittalem, właścicielem grupy ArcelorMittal, podczas forum w szwajcarskim Davos w tym tygodniu.
Rząd deklaruje też zamiar obniżenia kosztów pracy polskiego hutnictwa. Eksperci wskazują, że takimi czynnikami mogą być rekompensaty dla przemysłu energochłonnego czy ustawa mocowa. Koszty zredukowałoby też potraktowanie materiałów wykorzystywanych przez huty (np. złomu) nie jako odpadu, lecz surowca, co obniżyłoby koszty wynikające z konieczności odpowiedniego zabezpieczenia terenu, którą mogą wprowadzić nowe regulacje dotyczące zarządzania odpadami.
Nadzieją dla Krakowa może być też to, że ArcelorMittal reaguje na zmiany rynkowe i wznawia prace swoich pieców. Przykładem może być niedawne wznowienie pracy wielkiego pieca w hiszpańskim Gijón czy niemieckiej Bremie. Dodatkowym atutem jest to, że AMP już wcześniej sporo zainwestowało w krakowski piec. W 2016 r. przeszedł on gruntowny remont, kosztujący 175 mln zł.
Produkcja stali w UE w listopadzie spadła rok do roku o 10,7 proc.