Mają one niezmiernie ważny wymiar wojskowy, który będzie mieć wpływ na nasze bezpieczeństwo. 25 listopada 2018 r. Rosjanie przeprowadzili atak na ukraińskie jednostki na Morzu Czarnym. Miejsce nie było przypadkowe. Zaatakowano przez Cieśninę Kerczeńską, w pobliżu mostu wybudowanego nielegalnie przez Federację Rosyjską. W ten sposób Rosja wykorzystała zbudowaną przez siebie infrastrukturę do rozszerzenia swojej obecności wojskowej pod pozorem konieczności jej ochrony.

Negatywny stosunek Rosji do NATO jest znany. Poprzez straszenie zbliżaniem się infrastruktury wojskowej NATO do granic Rosji są prowadzone działania ograniczające zdolności Sojuszu na jego wschodniej flance. Zgodnie z podpisanymi przez prezydenta Władimira Putina w 2017 r. „Podstawami polityki państwowej Federacji Rosyjskiej w sferze działań wojskowo-morskich do 2030 r.”, rozmieszczenie przy jej granicach systemów obrony przeciwrakietowej, także na okrętach, jest traktowane jako zagrożenie dla dróg komunikacyjnych i obiektów morskiej infrastruktury energetycznej w regionie. Czyli dla rosyjskich podmorskich gazociągów i terminali do przeładunku węglowodorów znajdujących się w strefie przybrzeżnej Bałtyku.

Siergiej Karaganow, do niedawna główny doradca Kremla w zakresie polityki zagranicznej, w wywiadzie dla niemieckiego magazynu „Der Spiegel” powiedział wprost: „Uspokajacie takie kraje jak Polska, Litwa i Łotwa tym, że umieszczacie tam kompleksy rakietowe. W przypadku gdy rozpocznie się tam pełnowymiarowy kryzys, ta broń zostanie zniszczona przez nas w pierwszej kolejności”. Przeprowadzenie działań według algorytmu Karaganowa wymaga od Rosji odpowiednich baz wywiadowczych. Na Bałtyku są one od dawna tworzone i stale udoskonalane.

Oczywiście bałtycka strefa operacyjna nie jest porównywalna do oceanicznego teatru wojskowego. Jednak Bałtyk staje się coraz bardziej miejscem konfrontacji z NATO. W ocenie Rosji kontyngenty członków Sojuszu, które przybyły do państw bałtyckich i do Polski, są poważnym zagrożeniem. Elementy systemu obrony przeciwrakietowej budowane w Rędzikowie pod Słupskiem czy niszczyciele typu Arleigh Burke stacjonujące w bazie Rota w Hiszpanii i regularnie dyżurujące na Morzu Bałtyckim są w polu uwagi wywiadu Floty Bałtyckiej, lotnictwa i satelitów wywiadowczych. Na razie nie wiadomo, czy i gdzie powstanie Fort Trump, lecz w każdym wypadku ruch do bazy będzie częściowo przebiegać drogą morską przez Bałtyk z wykorzystaniem portów w Szczecinie i Gdańsku. Dlatego trasy do tych portów będą w strefie szczególnej uwagi wywiadowczych jednostek Floty Bałtyckiej.

Rosja już w 2000 r., po zaprojektowaniu Nord Stream 1, próbowała rozbudować potencjał wywiadu, wykorzystując możliwość maskowania tej działalności pod sprzęt cywilnej infrastruktury. Planowano wtedy zbudować platformę serwisową dla gazociągu w odległości 68 km od szwedzkiej Gotlandii. Jednak w 2006 r. Agencja Badań Obronnych i ministerstwo obrony Szwecji w porę oceniły możliwość podwójnego zastosowania takiej konstrukcji w centrum Bałtyku, w tym jako platformy dla lokalizacji systemu wywiadu Floty Bałtyckiej. Budowa została odrzucona przez stronę szwedzką, co zmusiło Rosję do skorygowania trasy gazociągu. Ale na pewno nie powstrzymało to prac nad wykorzystaniem infrastruktury energetycznej dla prowadzenia wywiadu.

Ponad 1200 km długości korytarza gazociągu, w którym mają być prowadzone cztery nitki NS1 i NS2, daje handicap Flocie Bałtyckiej. Korytarz gazociągowy jest obszarem, na którym Rosja może w sposób niejawny umieszczać dodatkowe mobilne urządzenia wywiadowcze do skanowania podwodnej i nadwodnej sytuacji wzdłuż całego wybrzeża NATO. Wokół korytarza gazociągowego można tworzyć strumienie jednolitego pola hydroakustycznego, służące śledzeniu ruchu wszystkich jednostek nawodnych i podwodnych. Ponadto logiczne jest założenie, że w przeddzień „godziny X”, w korytarzach gazociągów i w ich pobliżu mogą być ukryte nowoczesne środki rażenia celów podwodnych i nawodnych.

Na Bałtyku nie ma większej siły niż rosyjska Flota Bałtycka. Licząca sobie ponad 60 jednostek bojowych flota przewyższa potencjałem każde z państw graniczących z tym akwenem. Rosja przygotowuje się do zmiany Morza Bałtyckiego w kolejne rosyjskie jezioro. NS2 na Bałtyku i Turk Stream na Morzu Czarnym zostaną wykorzystane do uzasadnienia zwiększenia i zróżnicowania obecności wojskowej w akwenach obu mórz i na wybrzeżu. Powód? Konieczność ochrony strategicznie ważnej infrastruktury morskiej, wspólnych i wzajemnie korzystnych stosunków Rosji z Bułgarią, Niemcami i Turcją w handlu gazem, a także neutralizacji zagrożeń ze strony NATO, Stanów Zjednoczonych, Polski, Ukrainy i krajów bałtyckich.

Przy takim podejściu wzrasta ryzyko hybrydowej okupacji krajów bałtyckich i rozbudowy sił w obwodzie kaliningradzkim pod pretekstem ochrony głównej trasy handlu gazowego Rosja – UE i Rosja – Niemcy. Dlatego najlepszym rozwiązaniem dla Europy jest sprzeciw wobec NS2, a dla USA – blokada tego gazociągu wszystkimi możliwymi środkami.