KE uważa, że nowelizacja ustawy prądowej nie usunęła jej wszystkich błędów. A to może oznaczać, że chaos nie zniknie wraz z publikacją rozporządzeń.
Ustawa, która powstawała w nocy pod koniec grudnia i miała sprawić, by ceny energii elektrycznej utrzymały w tym roku poziom z 2018 r., po zakwestionowaniu zapisów w Brukseli została już zmieniona. Jak jednak ustalił DGP w dwóch niezależnych źródłach, Komisja Europejska nadal ma do niej zastrzeżenia. Obecnie głównym problemem jest zapisana na sztywno cena z 30 czerwca 2018 r. Według naszych rozmówców zakres podmiotowy regulacji cen jest za szeroki. Zastrzeżenia budzi ustawowa cena dla wszystkich odbiorców, a nie tylko dla grup wrażliwych, co może by się jeszcze w Brukseli nawet dało wybronić. Minister energii Krzysztof Tchórzewski zapowiedział, że akty wykonawcze do ustawy będą wydane do końca marca, jednak to wcale nie znaczy, że nie czeka nas kolejna nowelizacja kontrowersyjnego dokumentu. To może oznaczać kolejne modyfikacje przepisów wykonawczych, na które rynek czeka, licząc, że zakończą one stan energetycznego chaosu.
Ten wciąż się pogłębia, na czym tracą najbardziej przedsiębiorcy i samorządy.
Reklama

Samorządowcy tracą cierpliwość

Jak mówi nam Ministerstwo Energii, znowelizowana ostatnio ustawa prądowa nakłada obowiązek dokonania korekt umów w terminie do 30 dni od dnia wejścia w życie rozporządzenia ustalającego sposób rozliczania się sprzedawców energii z Funduszem Wypłaty Różnicy Ceny, z którego rekompensowane będą różnice między droższą dziś faktycznie energią a narzuconym ustawą poziomem cen z połowy 2018 r. Ze skutkiem od 1 stycznia 2019 r.

Reklama
– Sytuacja powoli się klaruje. Zgodnie z zapisami noweli wracamy do cen energii z czerwca 2018 r. – mówi Tomasz Bońdos, koordynator zespołu ds. zarządzania energią w bydgoskim magistracie. Nie wszędzie jest jednak tak spokojnie.
– Łódzka Grupa Zakupowa od stycznia 2019 r. usiłuje rozpocząć negocjacje z PGE Obrót, ale umówione już spotkanie nie doszło do skutku, ponieważ przedstawiciele spółki się na nim nie pojawili. Nie podali powodu, nie wiemy dlaczego – mówi wiceprezydent Łodzi Tomasz Trela.
Narzeka też Andrzej Łazecki z urzędu miasta w Krakowie. – PGE Obrót wystawiła faktury z akcyzą na wyższym poziomie, co jest niezgodne z nową ustawą. Wystąpiliśmy o korektę i wyjaśnienia – mówi.
Wątpliwości mają też władze woj. pomorskiego. – Faktury rozliczające zużycie energii po 1 stycznia 2019 r., przysyłane przez Energa Obrót, zawierają ceny z poprzedniego przetargu z 2018 r. Cena opłaty przejściowej również została skorygowana do wskazanej w ustawie wysokości. Jedynym problemem jest niejasna sytuacja związana z rozliczeniem akcyzy – wskazuje Michał Piotrowski, rzecznik urzędu marszałkowskiego woj. pomorskiego. Cena energii elektrycznej została ustawowo obniżona z 20 do 5 zł/MWh. – Energa Obrót rozlicza akcyzę w tej właśnie wysokości, co znajduje odzwierciedlenie na fakturze, natomiast nie obniżyła z tego tytułu ceny energii. Stanowi to obecnie wątpliwość, którą chcemy rozstrzygnąć – dodaje Piotrowski i przyznaje, że pojawiają się sygnały o samorządach mających problem z organizowaniem nowych przetargów na energię. Powód? Brak ofert. A koniec umowy grozi koniecznością korzystania z usług droższego sprzedawcy rezerwowego.
– Przedstawiciele firm obrotu energią elektryczną należących do największych spółek państwowych potwierdzają, że mają zakaz składania ofert do czasu wyjaśnienia sytuacji na rynku – wskazuje Piotrowski. Energetycy powtarzają jak mantrę, że czekają na stosowne rozporządzenia.

Powalczą w sądzie?

Według naszych informacji niebawem wobec Skarbu Państwa mogą pojawić się pozwy od alternatywnych sprzedawców energii, którzy zostali poszkodowani w całym tym prawnym zamieszaniu.
– Docierają do nas sygnały z rynku, że niektóre prywatne spółki obrotu rozważają podjęcie kroków prawnych w tej sprawie. W segmencie obrotu energią elektryczną nastąpił duży chaos, który jest niebezpieczny dla działalności tych podmiotów. Sprzedawcy nie tylko nie wiedzą, co będzie w przyszłym miesiącu, lecz także nawet na jakich zasadach funkcjonują od stycznia 2019 r. Odbiorcy energii również nie wiedzą, ile kosztuje energia elektryczna, którą kupują w tym roku, i czy zawarte w ubiegłym roku kontrakty są ważne – wyjaśnia Joanna Maćkowiak-Pandera, szefowa Forum Energii.
Zdaniem innych naszych rozmówców wiodące firmy obrotu prawdopodobnie nie zdecydują się na tak daleko idące działania. W ich przypadku priorytetem zostanie utrzymanie poprawnych relacji z rządem, bo są pod kontrolą Skarbu Państwa. Jednak w przypadku mniejszych sprzedawców, dla których wygrana w takim sporze może być prawdziwym ”być albo nie być„, to być może jedyne wyjście.
Również odbiorcy przemysłowi energii sygnalizują, że mimo publicznych deklaracji polityków rachunki za prąd wzrosły od stycznia nawet o ponad połowę. Zgodnie z intencjami rządu ten wzrost ma zostać zrekompensowany. Jednak teraz podwyższone faktury trzeba płacić, by nie narazić się na odcięcie dostaw.
Jak by tego było mało, w ekspresowym tempie procedowany jest jeszcze inny projekt ustawy – o systemie rekompensat dla sektorów i podsektorów energochłonnych. Nie chodzi tu o hamowanie wzrostu cen, lecz o powszechnie stosowane w Europie, np. w Niemczech, bezpośrednie dotacje pieniężne dla odbiorców. Chodzi o ok. 300 firm, w przypadku których zdaniem Komisji Europejskiej istnieje duże ryzyko ”ucieczki emisji„, czyli przenoszenia działalności w te obszary świata, w których nie prowadzi się dotkliwej dla przemysłu polityki klimatycznej.
– Według obecnej wersji projektu wnioski o wypłatę rekompensat za poprzedni rok będzie trzeba złożyć w terminie dwóch miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy. Biorąc pod uwagę tempo prac legislacyjnych, może się okazać, że na zebranie bardzo szczegółowych informacji zainteresowane przedsiębiorstwa mają niespełna kwartał – wyjaśnia Grzegorz Pizoń z zespołu energetyki i zasobów naturalnych w firmie SSW Pragmatic Solutions.
Prawnicy są zgodni co do tego, że ze względu na mnogość nowych przepisów dla energetyki, jakie wchodzą w życie w tym roku, kancelarie będą miały pełne ręce roboty.

Batalia o Warszawę

Na początku roku stołeczni klienci Innogy zostali zaskoczeni podwyżkami rachunków o 12 proc. Efekt? Bardzo konkurencyjna oferta PGE. W akcji zorganizowanej przez popularnego blogera Michała Szafrańskiego we współpracy z Lumi (marka PGE dla stolicy) pod hasłem ”Prąd dla Finansowych Ninja„ pojawiła się cena 0,2900 zł za kWh wobec 0,3397 zł za kWh w Innogy. Oznacza to, że przy dwuletniej umowie, jaką proponowała PGE, można zaoszczędzić kilkaset złotych. – Oferty Lumi są atrakcyjne cenowo i bez haczyków. Klienci to doceniają, co potwierdzają liczby – w ciągu zaledwie dwóch miesięcy, od połowy grudnia do połowy lutego, Lumi podwoiło liczbę podpisanych umów na sprzedaż energii elektrycznej. W ostatnim czasie obserwujemy systematyczny wzrost dynamiki sprzedaży – mówi Maciej Szczepaniuk, rzecznik PGE.
Nasi rozmówcy z branży energetycznej zwracają uwagę, że w ofercie Lumi jest zapis o 300 zł kary za zerwanie umowy w czasie jej trwania (czego nie ma w Innogy) i opłacie handlowej za każdy niewykorzystany miesiąc. Jest też zastrzeżenie o możliwości zmiany ceny w trakcie trwania umowy w przypadku zmiany stawki VAT lub akcyzy. A większość uczestników rynku uważa, że w przyszłym roku akcyza może wzrosnąć, ponieważ jej obniżka uszczupla dochody budżetowe o ok. 2 mld zł w skali roku.
Aleksandra Smyczyńska, odpowiadająca za komunikację w Innogy, zapewnia nas, że większego odpływu klientów w związku z ofertą Lumi jej firma nie odnotowała. Obecnie rozsyła do klientów pisma, w których informuje o obniżeniu ceny za energię o 12 proc. oraz o niższej opłacie handlowej. Informuje, że to dostosowanie się do wymogów ustawy prądowej.