Nowelizacja przepisów o zielonej energii i zakup 100 MW farmy wiatrowej przez Tauron to pierwsze kroki do odkręcania negatywnych skutków walki z energetyką wiatrową
W planie energetyczno-klimatycznym przesłanym do Brukseli polska strona przyznała oficjalnie – nie spełnimy unijnego celu udziału odnawialnych źródeł energii (OZE) w naszej strukturze wytwarzania paliw na 2020 r. Z wymaganych 15 proc. osiągniemy może 14 proc. To efekt zmian w przepisach z 2016 r., które zablokowały energetykę wiatrową na lądzie. W konsekwencji w ubiegłym roku przybyło nam jedynie 15,7 MW mocy wiatrowych, w 2017 r. – 41,3 MW, podczas gdy w 2016 r., przed zmianą przepisów, aż 1225,4 MW – to więcej niż ma największy w Europie blok węglowy w należącej do Enei elektrowni Kozienice (1075 MW).
– Rząd ma świadomość, że walcząc z wiatrakami, popełnił błąd. Wie też, że plan budowy morskich farm wiatrowych na Bałtyku będzie działaniem niewystarczającym dla „zazielenienia” miksu energetycznego – mówią nasze źródła w rządzie. – Tyle że jest rok wyborczy. Jaki polityk zakomunikuje to wprost, skoro wcześniej przekonywano, że likwidacja wiatraków na lądzie to spełnienie obietnic wyborczych PiS – dodaje. Właśnie polityką Krzysztof Tchórzewski, minister energii, uzasadniał eliminację wiatraków do 2036 r., jaką przewidywał zarys Polityki energetycznej Polski do 2040 r. (PEP2040).
Ale przeprosiny z wiatrakami już się zaczęły. Jak ustalił DGP, Tauron finalizuje zakup farm wiatrowych na północy kraju. Wiadomo, że w październiku 2018 r. firma dostała ofertę nabycia pięciu farm o łącznej mocy około 200 MW. – Odpowiedzieliśmy pozytywnie i jesteśmy na etapie negocjowania warunków transakcji. Nie komentujemy jej przebiegu – mówi Daniel Iwan, rzecznik spółki.
Reklama
– Musimy iść w stronę OZE, bo coraz więcej instytucji finansowych nie chce finansować „czarnej”, czyli węglowej energetyki. Z bardziej zielonym miksem będzie łatwiej z nimi rozmawiać – przyznają nasi rozmówcy w Tauronie.
Pozytywnych sygnałów jest więcej. Na stronie KPRM pojawiła się informacja o projekcie ustawy o zmianie ustawy o OZE oraz niektórych innych ustaw. Jego celem jest m.in. przeprowadzenie aukcji na zakup energii elektrycznej z OZE w 2019 r. „Zmiany zaproponowane przez Ministerstwo Energii wychodzą naprzeciw oczekiwaniom społecznym oraz oczekiwaniom przedsiębiorców w związku ze wzrostem cen energii elektrycznej” – czytamy na stronie kancelarii.
Rząd ma przyjąć dokument do końca I kwartału. Oprócz aukcji (na których państwo po określonej cenie kupuje od producenta określoną ilość energii, co stanowi system wsparcia) kluczowe zapisy dotyczą przedłużenia obowiązywania umów przyłączeniowych dla istniejących projektów OZE. Dla zamrożonych projektów wiatrowych to dobra wiadomość – na realizację czeka ok. 3000–4000 MW mocy. Wielu projektom ważność umów przyłączeniowych mogłaby się skończyć.
Ponadto w planie energetyczno-klimatycznym przesłanym do Brukseli podejście do wiatraków na lądzie nie jest już tak negatywne jak w PEP2040. Nie ma już mowy o wyzerowaniu tych mocy w 2036 r. Potwierdzał to wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski. Zapewniał, że skoro intencją resortu jest budowa „drugiej nogi wiatrowej” (instalacji na morzu), to na pewno „nie chce on amputować pierwszej” (na lądzie).
– Energetyka wiatrowa na lądzie jest dziś najtańszą technologią wytwarzania energii, co widać po cenach w aukcji z listopada 2018 r., które nie przekraczały 200 zł za 1 MWh. Przedstawiciele rządu już wiedzą, że nie jest możliwe przeciwdziałanie wzrostowi cen energii bez większej domieszki prądu z odnawialnych źródeł energii w miksie – mówi Aneta Wieczerzak-Krusińska, rzeczniczka Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. – Tendencje na rynku widzą też duzi gracze, w tym spółki kontrolowane przez Skarb Państwa – dodaje. Argumentuje, że kupno farm wiatrowych przez Tauron czy ubiegłoroczny udział PGE w aukcji dla OZE i zdobycie wsparcia dla projektów wiatraków na lądzie świadczy o tym, że firmy energetyczne też widzą modyfikację rządowych przekonań wobec tej technologii.
Z prognoz operatora systemu przesyłowego, Polskich Sieci Elektroenergetycznych nie wynika, by rozwój energetyki wiatrowej na morzu i lądzie się wykluczał. Ograniczeniem mogą być tylko zdolności przesyłowe sieci.
– PSE są obowiązane rozwijać sieć przesyłową w celu usuwania ograniczeń w wyprowadzeniu mocy zarówno z istniejących farm lądowych, jak i nowo przyłączanych farm morskich. Dlatego pracują nad nowym planem rozwoju sieci przesyłowej, którego celem jest poprawa rozpływów energii na linii Północ – Południe – mówi Beata Jarosz-Dziekanowska, rzeczniczka PSE.
– W każdym scenariuszu prognozujemy intensywny rozwój generacji w OZE, w szczególności w miarę wzrostu cen uprawnień do emisji CO2 – dodaje.
Resort energii na nasze pytania dotyczące przyszłości lądowej energetyki wiatrowej nie odpowiedział.