Import antracytu z Doniecka można zablokować, dopisując go do listy minerałów konfliktowych albo powołując organ alarmujący, gdy sankcje są naruszane.
Reklama
Unia Europejska ma systemowy problem z pilnowaniem przestrzegania sankcji. Nie chodzi tylko o sprowadzanie antracytu od donbaskich separatystów, o czym piszemy w DGP od roku. Chodzi także o omijanie sankcji nałożonych na anektowany Krym czy ogarniętą wojną domową Syrię. Komisja Europejska wskazuje palcem na państwa członkowskie, a te oglądają się na Brukselę. Konkretnych działań nikt nie chce podejmować.
– Rozwiązaniem byłoby powołanie specjalnego ciała, które zajmowałoby się typowaniem sytuacji mogących naruszać politykę sankcyjną Wspólnoty – mówi DGP holenderska europosłanka Marietje Schaake, która lansuje pomysł utworzenia takiego organu. – To byłby najłatwiejszy sposób walki z tego typu procederami. Publikacje DGP na temat antracytu są ważne, bo pokazują kolejny powód, by na poważnie zacząć rozmawiać o jego powołaniu – dodaje.
Ciało proponowane przez Schaake nie byłoby sądem, bo aby mogło wydawać wiążące orzeczenia, potrzebna byłaby zmiana traktatów. Ale wskazanie przez nie, że w danym państwie istnieje zagrożenie naruszania sankcji, tworzyłoby motywację polityczną do zajęcia się problemem. Obecnie Komisja Europejska stoi na stanowisku, że od pilnowania przestrzegania sankcji są państwa członkowskie. Te zaś nie mają interesu w wykazywaniu, że zarejestrowane na ich terenie firmy naruszają restrykcje.
Taka sytuacja sprzyja liberalnej interpretacji unijnych przepisów. Najlepszym przykładem jest właśnie antracyt, a stanowisko w tej sprawie na prośbę DGP najdobitniej wyrazili Bułgarzy. „Zakazany jest import do UE dóbr wyprodukowanych na Krymie i w Sewastopolu. Nie istnieją analogiczne akty prawne, które zakazywałyby importu towarów z samozwańczych, nieuznawanych tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych” – napisali nam prasowcy bułgarskiej służby celnej.
Unijne przepisy zakazują podejmowania działań służących finansowaniu separatystów z DRL i ŁRL. Ale choć udowodniliśmy, że część handlarzy antracytu stanowią ich przedstawiciele albo wręcz osoby prawne powołane przez samozwańcze władze z Doniecka, Komisja Europejska nie odpowiedziała europosłowi Jarosławowi Wałęsie wprost na pytanie, czy taki proceder stanowi naruszenie sankcji. – Komisja boi się odpowiadać konkretniej, żeby nie musieć potem odpowiadać na kolejne pytania o podjęte w tej sprawie działania – słyszymy w europarlamencie. Wałęsa ma zamiar zadawać KE kolejne pytania w tej sprawie.
Komisja także nam odpowiada od roku w podobny sposób. „Sankcje ustalane są jednomyślnie w Radzie i wdrażane przez państwa członkowskie. Wdrażanie i egzekwowanie ich spoczywa na właściwych organach krajowych państw członkowskich UE. Pełniąc rolę strażnika traktatów, KE monitoruje wdrażanie prawa unijnego przez państwa członkowskie. Gdy Komisja ma wiedzę o możliwym naruszeniu, niezwłocznie informuje o tym właściwy organ danego państwa członkowskiego, zwracając się z prośbą o informacje na temat działań podjętych przez niego, w tym wniosków. W tym przypadku Komisja pozostaje w kontakcie z polskimi władzami” – czytamy w odpowiedziach na pytania DGP.
Podobnej spychologii nie widać po stronie amerykańskiej. USA nałożyły sankcje na niektóre opisywane przez nas firmy i osoby już pod koniec stycznia 2018 r. – Różnica w podejściu między Amerykanami i Europejczykami nie wynika ze złej woli Komisji. To problem systemowy wynikający z niedoskonałości regulacji unijnych. W Unii sankcje to sprawa polityczna. W Stanach Zjednoczonych – administracyjna – tłumaczy nam Marietje Schaake, która w Parlamencie Europejskim reprezentuje współrządzącą Holandią liberalną partię Demokraci 66.
W Unii nie brakuje przykładów analogicznych do donbaskiego antracytu. Także takich, które sprawiły, że opisywaną przez nas sprawą zainteresowała się właśnie eurodeputowana z Holandii. W maju tamtejsza prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie siedmiu miejscowych firm i ich dyrektorów oskarżanych o łamanie unijnych sankcji, polegające na udziale w budowie mostu łączącego Rosję z anektowanym Krymem. Przedsiębiorcy mieli dostarczać maszyny budowlane i części do nich poprzez zarejestrowanych w Rosji właściwej pośredników. Zgodnie z holenderskim prawem menedżerom grozi sześć lat więzienia i 82 tys. euro grzywny, a maksymalna kara dla firm może wynieść 820 tys. euro.
Nie chodzi wyłącznie o Rosję. W kwietniu belgijski magazyn „Knack” ujawnił i potwierdził w tamtejszej służbie celnej, że między 2014 a 2016 r. miejscowe firmy wyeksportowały do Syrii 96 ton izopropanolu, czyli środka mogącego posłużyć do produkcji sarinu. To silnie toksyczny gaz bojowy, który przynajmniej trzykrotnie został użyty podczas syryjskiej wojny domowej: w 2013 r. w Chan al-Asal i Ghucie oraz cztery lata później w Chan Szajchun. Śledztwo ONZ potwierdziło, że przynajmniej ten ostatni atak został dokonany przez siły wierne prezydentowi Baszarowi al-Asadowi. – Możliwe, że pochodzące z Unii chemikalia posłużyły do gazowania syryjskich dzieci – mówi Marietje Schaake.
W przypadku antracytu istnieje jeszcze jeden sposób systemowej walki z procederem. W 2021 r. wejdą w życie unijne przepisy, które zaostrzają reguły handlu minerałami konfliktowymi. Podobne regulacje obowiązują już w USA. Chodzi o surowce, których wydobycie i sprzedaż odbywają się z naruszeniem praw człowieka lub pomagają rebeliantom i rządom na świecie w finansowaniu wojen. Na ustalonej liście są cyna, niob, tantal, wolfram i złoto, wydobywane m.in. w ogarniętych konfliktami państwach afrykańskich w rodzaju Demokratycznej Republiki Konga.
– Musimy przerwać związek między handlem minerałami i finansowaniem konfliktów – dowodził szef komisji handlu międzynarodowego PE Bernd Lange. Przepisy zobowiążą unijnych importerów do badania i upubliczniania listy podmiotów, które pośredniczyły w dostawie surowca od wydobycia po przekroczenie granicy unijnej, zgodnie z wytycznymi OECD. Niestety, w spisie brakuje węgla.
– Poszerzenie listy byłoby możliwe, gdyby OECD opracowało zasady działania dla kolejnych surowców – mówi DGP Iuliu Winkler, rumuński europoseł, który był sprawo zdawcą regulacji o konfliktowych minerałach. Gdyby to się udało, importerzy nie mogliby się już więcej zasłaniać, że nie wiedzieli, iż antracyt pochodzi z kopalń nielegalnie przejętych przez separatystów.
Ukraińskie władze podejmowały pewne próby wpisania wywozu donbaskiego antracytu w światowy kontekst. – Nie widzę różnicy między kupowaniem ropy naftowej od Państwa Islamskiego i kupowaniem tego węgla – mówił nam minister energetyki Ukrainy Ihor Nasałyk. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, Kijów namawia też unijne stolice do podjęcia skoordynowanej akcji wymierzonej w handel antracytem.
W Unii sankcje to sprawa polityczna. W USA – administracyjna