Jastrzębska Spółka Węglowa może odkupić od Australijczyków koncesję na nieczynną kopalnię Dębieńsko. W tym tygodniu odbyły się rozmowy na ten temat – ustalił DGP.
Reklama
– W ostatnich dniach spotkaliśmy się z przedstawicielami spółki Prairie Mining. Dyskutowaliśmy na temat możliwych sposobów kooperacji – przyznaje Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzeczniczka JSW.
Jak już pisaliśmy w DGP, Jastrzębska chciałaby sięgnąć po węgiel koksowy (baza do produkcji stali) z nieczynnego Dębieńska najpierw od strony swojej kopalni Knurów-Szczygłowice (byłoby to możliwe nawet w pół roku), a potem budując nowy szyb. Spółka złożyła właśnie Grupie Famur ofertę na zakup Przedsiębiorstwa Budowy Szybów (według naszych szacunków jest warte ono ok. 260–280 mln zł).
Założenia strategii JSW / Dziennik Gazeta Prawna
Kopalnię Knurów-Szczygłowice JSW kupiła z kolei kilka lat temu od ówczesnej Kompanii Węglowej za 1,5 mld zł. Zarząd argumentował wówczas, że to szansa na sięgnięcie po węgiel z Dębieńska. Tyle że wtedy właścicielem 50-letniej koncesji na wydobycie surowca z tej nieczynnej dziś kopalni był koncern NWR, który kontrolował wtedy czeski miliarder Zdeněk Bakala. Gdy NWR zaczął mieć problemy finansowe, postanowił Dębieńsko sprzedać. Kupiła go australijska spółka Prairie Mining za 2 mln euro. Wtedy JSW w ogóle nie stanęła do wyścigu o Dębieńsko.
Czy dziś jej się uda? W piątek spółka ogłosi na GPW strategię do 2030 r., w której znalazł się zapis o zwiększeniu produkcji węgla w porównaniu do 2017 r. o 3,5 mln ton, przy czym węgla koksowego o 5,2 mln ton. Dziś jego udział w produkcji JSW to 72 proc., a ma przekroczyć 85 proc. Bez nowej kopalni jest to niemożliwe. A budowa lub reaktywacja dwóch kopalń węgla znalazła się też w rządowym programie dla Śląska.
Czy Australijczycy odpuszczą? Zdaniem naszych rozmówców Prairie Mining może się zdecydować na sprzedaż Dębieńska i skupić na swoim projekcie na Lubelszczyźnie, czyli budowie kopalni Jan Karski – także z węglem koksowym. Dziś tona tego surowca kosztuje na świecie ok. 200 dol.
– Dębieńsko jest najwyższej klasy złożem węgla koksującego typu 35, który został wpisany na listę surowców krytycznych UE i jest niezbędny dla przemysłu stalowego. Naszym priorytetem zawsze była budowa nowoczesnych i efektywnych kopalń w Polsce. Jesteśmy otwarci na współpracę – mówi DGP prezes Prairie Mining Benjamin Stoikovich.
Przy realizacji projektu Jan Karski Prairie ma jednak kłopoty. Tam o złoże wciąż walczy sąsiadująca z nim Bogdanka, a ostatnio koncepcja kopalni przestała się podobać mieszkańcom Cycowa. Do końca stycznia prowadzono tam konsultacje społeczne. 1061 z 1220 mieszkańców gminy (w sumie jest ich ponad 7000) biorących udział w ankiecie wypowiedziało się przeciwko powstaniu kopalni Jan Karski. – Projekt cieszy się poparciem mieszkańców gmin i województwa lubelskiego – przekonuje jednak Stoikovich.
– Wskazuje na to badanie przeprowadzone przez niezależną instytucję badawczą. Budowę popiera też większość lokalnych samorządowców. Dzięki niej do gmin trafią znaczące wpływy z podatków i opłat. Kopalnia jest szansą na rozwój całego regionu i większość mieszkańców to dostrzega – dodaje. Z nieoficjalnych informacji DGP wynika, że Cyców obraził się na Australijczyków, bo ci postanowili postawić naziemną infrastrukturę kopalni w sąsiedniej gminie Siedliszcze, co pozwoli jej na większe dochody z tytułu podatku od nieruchomości.
Na swoją szansę czekają też inni Australijczycy ze spółki Balamara. Ta chce budować kopalnię w Nowej Rudzie na Dolnym Śląsku oraz kopalnię Karolina na Lubelszczyźnie, niedaleko Bogdanki. Jak powiedział nam Andrzej Zibrow, jeden z głównych polskich menedżerów Balamary, choć wydanie decyzji środowiskowej na projekt w Rudzie Śląskiej zostało odsunięte o kolejne dwa miesiące, to firma jest przekonana, że w ciągu najbliższego kwartału będzie mogła wystąpić do resortu środowiska z wnioskiem o koncesję wydobywczą.
– Mamy ogromne poparcie społeczne dla tego projektu – przekonuje Zibrow i pokazuje pismo z ok. 70 podpisami: od samorządowców przez związkowców po proboszczów okolicznych parafii, a nawet biskupa. Dla tego rejonu byłaby to reaktywacja przemysłu górniczego, zamkniętego w latach 90. XX w. Zibrow podkreśla jednocześnie, że spółka nie rezygnuje z inwestycji na Lubelszczyźnie. Z nieoficjalnych informacji wynika, że Balamara mogłaby się zdecydować na debiut giełdowy na którymś z europejskich rynków. Do 2015 r. Balamara Resources była notowana na giełdzie w Sydney. Akcje były bardzo tanie, więc firma stwierdziła, że chce zaoszczędzić na kosztach obsługi giełdowej, na co przystał jej główny udziałowiec Ample Skill z Singapuru.