W ostatnich miesiącach decyzja o tym, czy będziemy mieć elektrownię atomową, zależała od tego, jaki mamy dzień tygodnia albo dla kogo akurat wypowiadają się przedstawiciele Ministerstwa Energii.
W ubiegłym tygodniu napisałam w DGP, że w resorcie zapadła decyzja o budowie pierwszej w Polsce siłowni jądrowej. Napisałam o dwóch potencjalnych lokalizacjach i motywach tej decyzji, podkreślając, że decyzję podjąć musi rząd. W dniu publikacji minister energii, Krzysztof Tchórzewski dla portalu Wnp.pl mówił tak: „W Ministerstwie Energii – ale jeszcze nie chodzi o cały rząd – jesteśmy przekonani, że ze względów emisyjnych powinniśmy umieścić w naszym miksie energetycznym elektrownię jądrową. Jednak trzeba pokazać między innymi to, że nas stać na takie przedsięwzięcie. Decyzja rządowa zapadnie dopiero wtedy, kiedy Rada Ministrów podejmie uchwałę”.
W maju z kolei mówił: „Osobiście jestem zwolennikiem budowy elektrowni jądrowej. I gdyby to tylko ode mnie zależało, tobym nie zwlekał, tylko możliwie szybko przygotowywał się do budowy”. Nie jest też tajemnicą, że zwolennikiem atomu są Piotr Naimski, minister w kancelarii premiera i pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, a także wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki. W piątek jednak resort energii wydał komunikat, w którym minister mówi: „Żadna decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła”. I powtórzył, że ministerstwo zdania co do budowy elektrowni nie zmienia .