Strażnik i architekt – to rola, którą wyznacza sobie państwowy operator systemu przesyłowego w przedstawionej 16 grudnia Strategii do roku 2040. Najważniejszym celem spółki ma być przygotowanie się – już w perspektywie 2035 roku – do zarządzania siecią w realiach bezemisyjnego miksu energetycznego. Operator potwierdza i sankcjonuje jednocześnie swoje ambicje do odgrywania roli planisty i organizatora procesu transformacji energetycznej.
– Jestem przekonany, że ta strategia będzie strategią przyszłości i bezpieczeństwa. Strategią, która będzie w sobie łączyła odporność i elastyczność; która będzie strategią gwarantującą odpowiednią integrację tanich źródeł z mocami dyspozycyjnymi potrzebnymi naszemu systemowi na naszej szerokości geograficznej – komentował Miłosz Motyka, minister energii, podczas prezentacji strategii.
Elektryfikacja i decentralizacja – rdzeń przyszłej energetyki
W centrum tych przemian ma być elektryfikacja nowych sektorów i dziedzin życia oraz decentralizacja systemu energetycznego.
- Przyszłość należy do energii elektrycznej. To elektrony, a nie molekuły paliw kopalnych, będą zasilać gospodarkę ludziom, będą ogrzewać nasze domy, będą napędzać nasze samochody – mówił podczas prezentacji strategii Grzegorz Onichimowski, prezes PSE. Podkreślił, że „przemysłem energochłonnych jutra” będą centra danych, superkomputery czy serwery. – Cena energii będzie więc wyznaczać cenę informacji – stwierdził Onichimowski.
W dokumencie czytamy także o energetyce rozproszonej, która „nie jest wizją przyszłości – ona już tu jest i w dużej mierze decyduje o warunkach pracy systemu”. To z kolei wpływa na rolę PSE, ponieważ mniejsza część źródeł będzie przyłączana do sieci najwyższych napięć. Ekspansja odnawialnych źródeł energii i rosnące koszty eksploatacji elektrowni konwencjonalnych sprawiają zaś, że coraz częściej to OZE będą zaspokajać większość zapotrzebowania, a źródła konwencjonalne będą pracować „coraz krócej” w skali roku. Dlatego – podkreślono – „PSE muszą być gotowe na zapewnienie bezpiecznej pracy systemu” w tych warunkach. Spółka szacuje, że do 2040 zbuduje 7 tys. km nowych linii najwyższych napięć, 28 stacji elektroenergetycznych i rozbuduje ponad 100 dodatkowych. Koszt? Ponad 75 mld zł na budowę i modernizację infrastruktury przesyłowej. – Po co ta sieć? Po to, żeby przyłączyć nowe źródła, które będą zasilały naszą gospodarkę. Chcemy przyłączyć 70 GW mocy z OZE. Przyłączymy 24 GW magazynów energii oraz 33 GW źródeł dyspozycyjnych, wliczając w to elektrownię jądrową i SMR-y. System musimy rozwijać w taki sposób, aby zapewnić długoterminowe potrzeby gospodarki – mówił Włodzimierz Mucha, wiceprezes PSE.
– Realia, w których operator zarządza systemem za pośrednictwem dyspozytorów w największych elektrowniach, którzy na nasze wezwanie „przesuwają suwak” w górę lub w dół, de facto już nie istnieją – ocenia w rozmowie z DGP Grzegorz Onichimowski, prezes spółki. Zaznacza jednocześnie, że w pierwszym rzędzie rolą operatora pozostaje pilnowanie, by mocy w energetyce nie zabrakło. – Fakt, że chcemy być gotowi do zarządzania bezemisyjnym miksem w roku 2035, nie oznacza, że źródeł emisyjnych ma nie być wtedy w systemie – dodaje.
Jak wynika ze Strategii, ich główną rolą ma być jednak bilansowanie sezonowe systemu, a w szczególności wspieranie go w okresach „jednoczesnego bardzo niskiego nasłonecznienia i wietrzności”. Onichimowski mówi wprost: ich eksploatacja powinna być ograniczona do niezbędnego minimum.
Nowa rola węgla, gazu i źródeł rozproszonych w systemie energetycznym
Rola rezerwy to wszystko, na co mogą liczyć w perspektywie 2040 roku jednostki opalane węglem – wynika z wizji PSE. Istotniejszą rolę mają odgrywać jednostki gazowe, które na tle „węglówek” wyróżniają się niższymi emisjami CO2, niższymi kosztami stałymi i większą elastycznością (w zamian zwiększając jednak zależność od importu – spoza Polski pochodzi ponad 80 proc. zużywanego w naszym kraju surowca). Główny rdzeń przyszłego systemu tworzyć mają źródła rozproszone, zaś nową rolą PSE stanie się w tym kontekście tworzenie warunków, by zużycie energii mogło następować jak najbliżej miejsca jej wytworzenia.
Wyzwaniem, które wynika z malejącego udziału węgla i gazu w miksie, będzie konieczność zastąpienia wirujących generatorów elektrowni konwencjonalnych w roli stabilizatorów sieci. Obecnie ich ruch jest kluczowym czynnikiem wspierającym odporność systemu na zakłócenia, które w skrajnych przypadkach mogą grozić kaskadowymi awariami (wiosną doświadczył tego scenariusza Półwysep Iberyjski). Aby zabezpieczyć się przed blackoutami w najbliższych latach, konieczne będzie według PSE „zachowanie właściwej proporcji między źródłami synchronicznymi i niesynchronicznymi” (do tych pierwszych zaliczać się będą w przyszłości m.in. elektrownie jądrowe, których praca wspierać ma – jak głosi strategia – stabilność i bezpieczeństwo systemu) oraz wprowadzanie do użytku „urządzeń lub usług” zastępujących w tej roli źródła konwencjonalne (np. kompensatorów synchronicznych).
PSE przywołuje szacunki URE, zgodnie z którymi jeden dzień blackoutu w Polsce kosztowałby gospodarkę ok. 40 mld zł. – W Krajowym Systemie Elektroenergetycznym w związku z tak dużą ilością źródeł odnawialnych jest coraz mniej mas wirujących, które do tej pory decydowały o głównych parametrach energii elektrycznej – tłumaczył Onichimowski. Wskazał, że prawa fizyki wpływają nie tylko na elektryfikację (ponieważ silnik elektryczny jest bardziej efektywny niż spalinowy, a pompa ciepła – bardziej efektywna od pieca gazowego), ale także powodują nowe wyzwania, a ich zignorowanie może doprowadzić do podobnych sytuacji do tej, z którą mieliśmy do czynienia na Półwyspie Iberyjskim 28 kwietnia. - Zlekceważenie praw fizyki spowodowało awarię zupełnie nowego typu. Był to pierwszy blackout, który nie był skutkiem np. jakiegoś zdarzenia pogodowego czy awarii jednego elementu sieci. Był to skutek bardzo wielu, skomplikowanych przyczyn – mówił Onichimowski. W związku z tym według niego operator systemu przesyłowego powinien móc obserwować cały system.
PSE po raz kolejny domaga się zwiększenia kontroli operatorskiej nad pracą OZE, w tym energetyki prosumenckiej. Chce także wziąć na siebie szerszy zakres kompetencji związanych z planowaniem systemu. „Obecnie proces ten jest reaktywny – operatorzy budują sieć tam, gdzie inwestorzy chcą postawić źródło wytwórcze lub magazyny, nie uwzględniając przy tym dużej niepewności realizacji części projektów. (...) Dlatego chcemy wdrożyć proaktywne podejście w planowaniu infrastruktury, polegające na wskazywaniu lokalizacji w sieci przesyłowej, które zapewnią możliwość przyłączenia i odbioru energii” – czytamy w strategii.