Budowa Nord Stream 2, drugiej nitki gazociągu na dnie Bałtyku, łączącego Rosję z Niemcami, staje się coraz bardziej prawdopodobna. Jak wynika z naszych nieoficjalnych informacji, w Komisji Europejskiej jest już większość popierająca budowę. Wcześniej zdania były podzielone. Gazociąg zgodnie z planem ma powstać do końca 2019 r. Brukselę miało przekonać m.in. zobowiązanie do przestrzegania unijnego prawa antymonopolowego.

Oficjalnie według Komisji Europejskiej jej stanowisko w sprawie inwestycji nie uległo zmianie od czasu spotkania ministrów odpowiedzialnych za kwestie energetyczne w państwach członkowskich pod koniec lutego. – Nie widzimy potrzeby nowych projektów infrastrukturalnych na skalę Nord Stream 2 – powiedział wtedy na konferencji prasowej kończącej spotkanie komisarz ds. klimatu i energii Miguel Arias Canete.

O tym, że inwestycja wkrótce ruszy, mogą świadczyć również posunięcia Gazpromu. Na początku marca rosyjski koncern zarezerwował sobie dostęp do gazociągów w Niemczech, Czechach i na Słowacji, którymi w przyszłości może płynąć surowiec z Nord Stream 2. Zarezerwował moce od października 2019 do 2039 r.

Jak podają rosyjskie media, główna część gazu z Nord Stream 2 będzie płynąć przez gazociąg Eugal (niemiecka, lądowa odnoga Nord Stream 2) biegnący równolegle do gazociągu Opal, do Czech i później na Słowację. Istniejącą na Słowacji infrastrukturę Gazprom może wykorzystać do dostaw surowca do Austrii, a stamtąd na północ Włoch i na Węgry.

W minionym tygodniu prezydent Rosji Władimir Putin mówił na spotkaniu z dziennikarzami, że Nord Stream 2 nie jest wymierzony przeciwko żadnemu krajowi.

Ekspertów nie dziwi dążenie strony rosyjskiej i niemieckiej do budowy gazociągu.

– Niemcy chcą mieć pewność dostaw gazu, a Nord Stream 2 może im to zapewnić – mówi Piotr Dzięciołowski, analityk DM Citi Handlowy. Jak zaznacza, dla strony niemieckiej i rosyjskiej byłoby to tańsze rozwiązanie niż korzystanie z dostaw gazu płynącego np. przez Polskę. – To powoduje większe uniezależnienie od krajów, przez które surowiec już przepływa – dodaje nasz rozmówca.

Analitycy zwracają uwagę, że Rosjanie od lat próbują opleść Europę siecią swoich gazociągów, zarówno od północy, jak i od południa. Jak podkreśla Tomasz Kasowicz, analityk rynku akcji w DM PKO BP, budując Nord Stream 2, Rosja chce zapewnić sobie infrastrukturę do tego, by w przyszłości zwiększyć dostawy gazu do Europy.

Potencjalna pozytywna decyzja o budowie Nord Stream 2 to problem dla strony polskiej. PGNiG obawia się, że druga nitka gazociągu bałtyckiego spowoduje umocnienie pozycji Gazpromu na europejskim rynku. Może też spowodować, że Gazprom zakręci kurek z dostawami surowca w Gazociągu Jamalskim.

Dziś PGNiG jest uzależniony od importu surowca przez Jamał. Ale ponieważ gazociąg służy też do tranzytu ropy, nie ma mowy o zaprzestaniu dostaw. Kontrakt jamalski kończy się w 2022 r.

Jak mówił DGP w połowie marca Piotr Woźniak, prezes PGNiG, negocjacje w sprawie przedłużenia umowy muszą się rozpocząć już w 2019 r. Jeśli powstanie druga odnoga gazociągu bałtyckiego, to negocjacje z Rosjanami dotyczące wolumenu importowanego gazu i jego ceny mogą okazać się trudniejsze.

W swojej strategii do roku 2022 r. PGNiG zakłada dywersyfikację dostaw i uniezależnienie się od importu rosyjskiego gazu. Obecnie stanowi on ponad 80 proc. dostarczanego do Polski surowca. Oprócz gazu, który sprowadzamy z Kataru, odpowiedzią na rozluźnienie relacji z Rosją ma być polsko-duński gazociąg Baltic Pipe, który będzie połączony z Norwegią. Pomógłby on również w rozmowach z Rosjanami. Jak zaznacza Tomasz Kasowicz z DM PKO BP, Gazprom, negocjując kontrakty, patrzy na infrastrukturę przesyłową danego kraju i na to, czy i w jaki sposób jest połączony z innymi państwami.

Po naszej stronie głównym wykonawcą Baltic Pipe jest spółka Gaz-System. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, negocjacje z Duńczykami mogą się wkrótce zakończyć. Najprawdopodobniej pod koniec marca odbędzie się open season – aukcja, podczas której firmy będą mogły rezerwować moce przesyłowe mającego powstać gazociągu. Piotr Naimski, rządowy pełnomocnik ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, zapowiadał, że kontrakty przesyłowe mogą zostać podpisane jesienią. 

Decyzje w sprawie Baltic Pipe powinny wkrótce zapaść