Ostatnie miesiące to ożywiona dyskusja na temat reformy systemu emerytalnego w Polsce. Ot, debatujemy nad tym, jak podzielić dostępne pieniądze, by je cudownie pomnożyć i wypłacić emerytom. I jakkolwiek większość propozycji pasuje do filmów z gatunku science fiction, to tego typu dyskurs jest potrzebny. Między innymi brak rozmów, ścierania się poglądów leżał u podstaw reformy emerytalnej z 1999 r., którą coraz więcej Polaków postrzega w kategoriach katastrofy.
Można jednak odnieść wrażenie, że dyskusja ta zaczyna podążać w niebezpiecznym kierunku. Otóż remedium na bolączki Polaków ma stać się trzeci filar emerytalny, w tym przede wszystkim pracownicze programy emerytalne (PPE). Eksperci prześcigają się w pomysłach na to, jak zachęcić Polaków do odkładania środków właśnie w ramach PPE. Doszło nawet do tego, że na naszych łamach propozycje zmian zmierzających do rozwoju tego typu programów – czyli bądź co bądź systemu kapitałowego – raptem przed dwoma tygodniami zgłaszał wiceprezes ZUS. Czyli przedstawiciel instytucji, która zapewnia od lat Polaków, że konstrukcja systemu repartycyjnego zapewnia jego wydolność.
Rzeczywiście PPE w Polsce są mało popularne. Biorąc pod uwagę, że pierwszy program został stworzony w 2000 r., a teraz uczestnikami wszystkich jest niespełna 400 tys. osób – o sukcesie nie może być mowy. Tym bardziej że nie jest wielką tajemnicą, iż w trzecim filarze środki na emeryturę gromadzą wcale nie ci, którzy będą ich najbardziej potrzebowali za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, lecz ci znajdujący się obecnie w relatywnie dobrej sytuacji.
Reklama
Wiceprezes ZUS, dr Marcin Wojewódka, twierdzi, że „żeby PPE stały się faktycznym źródłem oszczędności z przeznaczeniem na cele emerytalne, niezbędna jest szeroka edukacja i zmiana świadomości Polaków”. Z całym szacunkiem, ale to nieprawda. Polacy naprawdę są świadomi, że ich przyszłe świadczenia będą bardzo niskie. Wiedzą też, że dodatkowe odkładanie na emeryturę w wieku 30 czy 40 lat spowoduje, iż otrzymają ją wyższą w wieku 70 lat. Mogą nie znać konkretnych przepisów oraz nie odróżniać PPE od IKE, IKZE czy dopiero co zaproponowanego EKO (niebawem będziemy mieli więcej skrótów różnych programów wchodzących w skład trzeciego filara niż ich uczestników), ale wiedzą, że czym więcej pieniędzy zaoszczędzą dzisiaj, tym więcej będą ich mieli jutro.
Problem jest inny. Otóż moim skromnym zdaniem, żeby Polacy zaczęli gromadzić środki z przeznaczeniem na cele emerytalne – także w ramach PPE – niezbędne jest to, by więcej zarabiali. Oczywiście wskazanie tej przyczyny jako powodu, dla którego nie gromadzimy środków w trzecim filarze, jest znacznie gorsze z punktu widzenia dyskusji o reformowaniu systemu – bo łatwiej jest wyobrazić sobie kampanię informacyjną o PPE niż masowe polepszenie bytu milionów Polaków. Rzecz w tym, że znacznie bliżej jej do prawdy. Sprzątaczki, ochroniarze i urzędnicy niskiego szczebla nie odkładają środków na emeryturę, bo ich na to nie stać. Bo trzeba wymienić lodówkę, kupić dzieciom buty na zimę etc.

Reklama
Trzeci filar nie uzdrowi niewydolnego systemu emerytalnego. Najwyżej złagodzi jego patologie
Ale wyobraźmy sobie, że miliony Polaków znajdują w swoich portfelach pewne środki i mogą zacząć regularnie odkładać choćby po 100 zł miesięcznie na starość. Należy w tym miejscu jednak zadać pytanie, czy rzeczywiście PPE to najlepsza i najbezpieczniejsza forma oszczędzania.
W ostatnich miesiącach najpowszechniejsza narracja głosi, że tak i że rozwój właśnie trzeciego filara może być rozwiązaniem problemu emerytalnego w Polsce. To nieprawda z kilku powodów. A szeroki rozwój PPE zakończyłby się za kilkanaście lat podobną katastrofą, jaką kończy się w Polsce życie drugiego filara, czyli OFE.
Eksperci lobbujący za PPE jakby zapominali wspominać, że ten system wcale nie polega na odkładaniu co miesiąc kilku banknotów do skarbonki, którą za pewien czas będzie można rozbić. Trzeciofilarowe programy emerytalne opierają się na funduszach inwestycyjnych, kupowaniu akcji, inwestowaniu w obligacje czy wreszcie zawieraniu grupowego ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym (popularne „uefki”, potocznie – i błędnie – nazywane polisolokatami). Najwyższy czas więc powiedzieć: pracodawca z pracownikiem mogą wspólnie starać się zapewnić mu godny byt na starość (co oczywiście wiąże się z niższą wypłatą dzisiaj), a tuż przed rozbiciem skarbonki może nadejść krach, który ją opróżni, zanim zrobi to emeryt. Oczywiście to wariant pesymistyczny. Ale przecież możliwy. Uczciwość nakazywałaby przedstawianie go obywatelom, by mogli podjąć świadomą decyzję. Może po zapoznaniu się z tego typu informacją część Polaków wybierze bezpieczniejszy wariant oszczędzania na starość, np. sprawi sobie lokatę bankową? Z punktu widzenia systemu emerytalnego to przecież bez różnicy.
Tak samo uczciwość nakazywałaby, aby przedstawiając, jak fantastycznie instytucje podobne do PPE funkcjonują w wielu krajach, wspominać także, jak funkcjonują w USA. A jeśli dobrze pamiętam, amerykańska agencja PBGC, odpowiedzialna między innymi za zwrot obywatelom środków w razie niewypłacalności programów emerytalnych, w 2014 r. wskazała, że może niebawem dojść do sytuacji, gdy stanie się niewypłacalna. Powód: nadchodząca fala bankructw programów analogicznych do naszych PPE.
Wreszcie warto wyraźnie wskazać, że dyskusja o rozwoju trzeciego filara ma się nijak do debaty na temat reformy systemu emerytalnego. Celem tej drugiej – jak mniemam – jest znalezienie możliwie najlepszego rozwiązania, które z jednej strony zapewni godne świadczenia emerytom, a z drugiej ekonomiczną wydolność państwa będącego gwarantem wypłat. Problemem w tym przypadku nie jest więc sytuacja dobrze zarabiających Polaków, którzy otrzymają po trzy tysiące złotych emerytury miesięcznie, lecz tych, którzy teraz zarabiają mało, co przełoży się na niskie świadczenia w przyszłości. Ci ostatni zaś nie są uczestnikami trzeciofilarowych programów ani dzisiaj, ani nie będą nimi jutro (chyba że zostaną do tego zmuszeni jakąś ustawą – bądź co bądź przecież duże pieniądze zgromadzone w trzecim filarze byłyby łakomym kąskiem dla rządu). Dyskusja o PPE, jakkolwiek więc interesująca, nie ma nic wspólnego z poszukiwaniem remedium na niewydolność całego systemu.