Wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 15 grudnia daje polskiemu rządowi jasną wskazówkę, czego nie może zrobić przy reformie systemu emerytalnego. Zakazane jest odmienne traktowanie ubezpieczonych w zależności od tego, gdzie dorabiają do emerytury.
Rząd bierze pod uwagę ograniczenie możliwości łączenia emerytur z dalszym świadczeniem pracy. Zapowiedział to Henryk Kowalczyk, szef Stałego Komitetu Rady Ministrów, choć zaznaczył, że na szczegóły zbyt wcześnie. Koncepcji jest kilka, ale już wiadomo, że jednego rozwiązania zastosować nie będzie można.
W tym tygodniu Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPC) orzekł, że różnicowanie sytuacji poszczególnych uprawnionych do świadczeń według kryterium tego, gdzie pracują, jest formą dyskryminacji. Sprawa dotyczyła Węgier. Zgodnie z obowiązującymi tam przepisami emeryt może pobierać świadczenie i łączyć je z pracą w sektorze prywatnym. Jeśli jednak pracodawca jest z sektora publicznego, emerytura nie była wypłacana. Uznawano, że państwa nie stać na to, aby jednej osobie płacić z dwóch źródeł. ETPC stwierdził, że narusza to art. 1 protokołu nr 1 do europejskiej konwencji (prawo własności) i art. 14 konwencji (zakaz dyskryminacji).