Reklama
Pandemia spowodowała w 2020 r. wiele nadmiarowych zgonów, a tym samym skrócenie oczekiwań co do średniego dalszego trwania życia. Wylicza je GUS, a to jest podstawą do obliczenia emerytury w nowym systemie. Zgodnie ze wzorem zebraną składkę osoby przechodzącej na emeryturę dzieli się przez średnią dalszego trwania życia. Pokazuje ona, ile osoba w danym wieku ma jeszcze ‒ statystycznie ‒ przed sobą. Jak wynika ze wzoru, im więcej miesięcy życia, tym świadczenie będzie niższe. Więc skoro potencjalnych emerytów jest mniej, to emerytura tych, co przeżyją, będzie wyższa. I to całkiem sporo, bo od 5 do nawet 9 proc., w zależności od wieku.
To powoduje, że osoby, które w tym roku przejdą na emeryturę, znajdą się w korzystnej sytuacji. Podobnie może być także za rok, kiedy także będziemy mieli nadwyżkę zgonów i średnie dalsze trwanie życia dalej może spadać. Ale w kolejnych latach sytuacja się zmieni. ‒ Teraz umierali ludzie starsi, w gorszym stanie zdrowia. Ale spodziewam się, że po zakończeniu pandemii przez kolejne pięć lat będziemy obserwowali nadzwyczajny skok w trwaniu życia. Tak więc ci, którzy przeszli na emeryturę w 2021 lub 2022 r., będą wygranymi. A ci, którzy zrobią to w latach 2023‒2024, dostaną po kieszeni ‒ mówi prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego.
To może rodzić poczucie niesprawiedliwości wśród seniorów. Dlatego należy rozważyć zmianę sposobu wyliczania emerytur. ‒ Już wcześniej mieliśmy do czynienia ze skróceniem średniego dalszego trwania życia i nie stało się to powodem do refleksji. A teraz procesy następują bardzo szybko, po pandemii prognozy co do długości życia znów zaczną rosnąć. Ale pewnie przez kolejne siedem‒osiem lat nikt nie zajmie się tym problemem ‒ podkreśla Szukalski. Jego zdaniem uzasadnione byłoby, aby emerytury wyliczyć według średniego dalszego trwania życia z poprzednich lat lub zacząć stosować metodę kohortową – tzn. wyliczać tablice osobno, dla poszczególnych roczników. ‒ Trzeba politycznej woli i chęci dostrzeżenia tego, że czym innym jest, gdy ktoś przechodzi na emeryturę w okresie kryzysu i dostaje bonus, a czym innym, gdy ktoś przechodzi później i ma świadczenie niższe ‒ podkreśla.
Te różnice dobrze widać na podstawie danych z tablic GUS z tego i zeszłego roku.

Reklama
Przykład pierwszy: potencjalna emerytka w wieku 60 lat, która uzbierała 651 tys. zł składki. W 2020 r. miałaby z tego wyliczone świadczenie w wysokości 2,5 tys. zł. W tym roku po zmianach byłoby to o 131 zł więcej ‒ świadczenie byłoby wyższe o 5 proc.
Przykład numer dwa: osoba w wieku 65 lat dziś. Zebrana składka wynosi tyle samo (651tys. zł), ale emerytura wyliczona w ubiegłym roku wyniosłoby 3 tys. zł, a w tym 3187 zł ‒ o 6 proc. więcej.
Przykład numer trzy: 70-latek, składka 618 tys. zł. Wyliczone świadczenie w zeszłym roku ‒ 3500 tys. zł, a w tym 3754 zł ‒ o 7,2 proc. więcej.
Idźmy dalej: senior 75 lat. Składka: 556 tys. zł. Świadczenie w 2020 r. to 4 tys. zł, a dziś 4326 zł. Różnica ‒ 8 proc.
Te różnice są efektem statystycznego oczekiwania co do skrócenia dalszego trwania życia. Dla 60-latków skraca się ono o 13 miesięcy, dla 65-latków o 12,8 miesiąca. Ale np. w przypadku seniorów w wieku 80 lat to już tylko osiem miesięcy. Jednak choć w liczbie miesięcy te różnice maleją dla starszych roczników, to jednocześnie im starsza osoba, tym większa zmiana procentowa, gdyż tym mniej przed nią miesięcy średniego dalszego trwania życia. I tak dla osób w wieku 60 lat zmiana to 5,2 proc. (i taka jest różnica w świadczeniach), ale już dla 80-latka to 9 proc. I to nie jest tylko teoria, gdyż – jak wynika z danych GUS – osób w wieku 80 lat i więcej, które dopiero przechodzą na emeryturę, jest sporo. A ich świadczenia są często rekordowo wysokie.

rozmowa

Obecna sytuacja jest raczej wyjątkowa
dr Tomasz Lasocki, Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego
GUS opublikował właśnie tablice średniego dalszego trwania życia kobiet i mężczyzn. Dlaczego są tak istotne?
Pokazują, ile miesięcy, zdaniem GUS, powinni jeszcze przeżyć kobiety i mężczyźni, którzy dzisiaj są między 30. a 90. rokiem życia. Jest to kluczowa sprawa dla systemu emerytalnego, gdyż świadczenie osób urodzonych od 1949 r. jest wynikiem podzielenia wartości zgromadzonych aktywów przez okres, w którym statystycznie będą pobierały emeryturę. Wzrost jakości życia sprawił, że z reguły żyjemy coraz dłużej. Jednak obecny wiek emerytalny ustalono w lipcu 1955 r. Od tego czasu średnia długość życia wzrosła o ponad 10 lat, zwiększając kosztochłonność systemu emerytalnego. W połączeniu z katastrofą demograficzną stało się to powodem reformy emerytalnej z 1999 r., której istotą było wprowadzenie opisanej konstrukcji. W ten sposób ryzyko długowieczności nie leży wyłącznie po stronie systemu emerytalnego, ale głównie po stronie jego uczestników. Prezes GUS co roku publikuje tablice, które są podstawą przyznania emerytur w oparciu o wnioski zgłoszone od 1 kwietnia roku opublikowania komunikatu do 31 marca następnego roku kalendarzowego. Mechanizm sprawia, że przy tej samej wartości zgromadzonych środków emerytura 65-latka z 1999 r. była wyższa aż o 18 proc. od emerytury jego rówieśnika z 2020 r.
Co wynika z najnowszej tabeli?
Do 2014 r. oczekiwane dalsze trwanie życia kobiet i mężczyzn regularnie rosło. Od 2015 r. widzimy stagnację tego parametru. A to, co obserwujemy w tym roku, można nazwać załamaniem. Cofnęliśmy się o ponad dekadę. Tablice pokazują, że bardzo obniżono prognozę średniej dalszej długości trwania życia. Dzisiaj 60-latka ma do przeżycia tyle lat, ile jej rówieśniczka w 2010 r.
To skutek epidemii?
Zdecydowanie, choć nie tylko. Dane, na podstawie których opracowywane są prognozy, obejmują wszystkie zgony.
Jakie to będzie miało przełożenie na świadczenia?
Jeżeli statystycznie będziemy żyli coraz krócej, to zwiększą się emerytury wypłacane przez ZUS.
Będzie to dotyczyć wszystkich emerytów?
Nie. Chodzi o osoby, które złożą wniosek o emeryturę od 1 kwietnia 2021 r. do 31 marca 2022 r. Można też zastosować stare tablice, z momentu osiągnięcia wieku emerytalnego, jeżeli jest to korzystniejsze dla ubezpieczonych.
O jakich kwotach podwyżek mówimy?
W 2020 r. aktualizacja tablic oznaczała spadek świadczenia przy tym samym kapitale emerytalnym o 0,27 proc., podczas gdy od kwietnia będzie oznaczała wzrost świadczenia aż o 5,7 proc.
Czy powyższe traktujemy jako krótkotrwały skutek epidemii, czy może powinno to skłonić ustawodawcę do zastanowienia się nad systemowymi zmianami?
Jakiekolwiek zmiany oznaczałyby przemodelowanie systemu na miarę tego, które zaszło w 1999 r. Raczej się tego nie spodziewam. Obecna sytuacja związana z długością życia jest raczej wyjątkowa. Szybciej ustawodawca może dojść do wniosku, że potrzebna jest inna zmiana: już od kilku lat konto w ZUS jest waloryzowane powyżej wskaźnika PKB. Jeżeli dane opublikowane w czerwcu potwierdzą ten trend, to zwłaszcza wobec planów rozszerzenia obowiązku ubezpieczenia (oskładkowanie wszystkich zleceń – red.), zmiany w waloryzacji kont mogą być rozważane.
Dzisiaj 60-latka ma do przeżycia tyle lat, ile jej rówieśniczka w 2010 r.
Rozmawiała Paulina Szewioła