Tylko 14 dni na przedstawienie wniosków dowodowych – m.in. do tego zobowiązują Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA sądy „pod rygorem negatywnych skutków procesowych”.
Reklama
Są pierwsze wyroki, które odwołując się bezpośrednio do uchwały Sądu Najwyższego z 16 września, zmieniają decyzję Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA (ZER) o obniżeniu świadczeń byłych funkcjonariuszy objętych tzw. ustawą dezubekizacyjną. Tak stało się m.in. przed Sądem Okręgowym w Katowicach czy Bielsku-Białej. W kolejnych przypadkach sądy okręgowe, np. w Warszawie, zobowiązują ZER do dostarczenia w ciągu 14 dni „wszelkich wniosków dowodowych na okoliczność wykazania faktu służby strony odwołującej się na rzecz państwa totalitarnego oraz na okoliczność faktu dopuszczenia się przez ww. czynów związanych z naruszeniem podstawowych praw i wolności człowieka, pod rygorem negatywnych skutków procesowych”. Podobnie zadziało się też w sądach w Łodzi, Piotrkowie Trybunalskim i Kielcach.
To bezpośredni skutek uchwały, według której kryterium „służby na rzecz totalitarnego państwa” określone w art. 13b ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy powinno być oceniane na podstawie wszystkich okoliczności sprawy, w tym także na podstawie indywidualnych czynów i ich weryfikacji”.
Tzw. ustawa dezubekizacyjna z 2016 r. nie zawiera definicji państwa totalitarnego i służby na jego rzecz. Tu odniesieniem może być preambuła ustawy lustracyjnej z 2006 r., która definiuje tę służbę, jako działania polegające na zwalczaniu opozycji demokratycznej, związków zawodowych, stowarzyszeń, kościołów i związków wyznaniowych, łamaniu prawa do wolności słowa i zgromadzeń, gwałceniu prawa do życia, wolności, własności i bezpieczeństwa obywateli.
Do tej pory na wniosek ZER Instytut Pamięci Narodowej sporządzał na podstawie posiadanych akt osobowych informację o przebiegu służby danej osoby. Jeśli wynikało z niej, że funkcjonariusz pracował w formacjach wymienionych w art. 13b ustawy, to ZER obniżał mu świadczenie. – Państwo jest uprawnione do rozliczeń z reżimem. Przed sądem stoi jednak zawsze konkretny człowiek. Bez oceny konkretnej sprawy sąd straciłby ważną kompetencję – tłumaczył w połowie września swoją uchwałę SN.
Prezes IPN Jarosław Szarek nie pozostawił wówczas wątpliwości, że jego zdaniem to haniebny wyrok, który jest przegraną w niepodległej Polsce.
Dla ZER, a w konsekwencji dla IPN, ta uchwała i wynikające z niej decyzje sądów mogą mieć duże znaczenie, bo oznaczają ponowną weryfikację akt osobowych oraz kart ewidencyjnych. Dziś w Polsce przed sądami toczy się ponad 24 tys. spraw byłych funkcjonariuszy odwołujących się od decyzji obniżających im świadczenia.
– Sędziowie występują także do IPN o te akta i robią to masowo – ocenia mec. Jarosław Kaczyński, który nie ma wątpliwości, że to bezpośredni skutek uchwały.
Zdaniem mec. Aleksandry Karnickiej takie postawienie sprawy jak w Warszawie pokazuje, że dla sądu ciężar dowodu spoczywa na organie. – 14 dni dla ZER to bardzo krótki termin nie tyle na samo pozyskanie akt, ile ich analizę pod kątem zawartych danych – mówi. Tym bardziej, że do tej pory ZER nie zajmował się tym. – Wiele razy na sali sądowej słyszałam od przedstawiciela zakładu, że jest związany zaświadczeniem z IPN jako dokumentem urzędowym.
Osobną kwestią jest, co w aktach danego funkcjonariusza się znajduje. Gdy ustawa wchodziła w życie, w 2017 r. na łamach DGP Marzena Kruk, dyrektor Archiwum IPN mówiła, że teczka zawiera wszystkie niezbędne informacje do ustalenia przebiegu służby. „Pierwszym dokumentem znajdującym się w teczce jest odręcznie napisane podanie o przyjęcie do służby. Następnie znajduje się życiorys i odręcznie wypełniana ankieta personalna, w której przyszły funkcjonariusz przedstawiał informacje na swój temat. Teczka zawiera także dokładny wynik sprawdzenia nie tylko samego kandydata do służby, lecz także jego bliższej i dalszej rodziny. Organy bezpieczeństwa przyjmowały w swoje szeregi wyłącznie osoby, które mogły obdarzyć zaufaniem, a więc takie, które utożsamiały się z linią partii rządzącej, a przynajmniej tak deklarowały. Teczka zawiera szczegółowe informacje o przebiegu służby, awansach, nagrodach, stopniach oraz charakterystyki takiej osoby” – zapewniała Kruk.
– Tak jest, jeśli teczka była prowadzona rzetelnie, ale w rzeczywistości często to tylko kilka kartek – mówi mec. Karnicka. – Jak na tej podstawie przedstawić dowody, że ktoś łamał prawa człowieka?
Arkadiusz Czartoryski (PiS) nie ma takich wątpliwości. – Każdemu człowiekowi, który choć trochę poznał historię naszego kraju, wystarczy 14 sekund, nie dni, na dostarczenie mocnych dowodów – podkreśla. – Formacje wymienione w ustawie z 2016 r. działały przeciwko wolności człowieka, demokracji. Działały też na szkodę polskich bohaterów.
Czartoryski przypomina, że ustawa nie karze, w związku z tym wyrok sądu nie jest tu niezbędny. – Ustawa uznała, że nie można wyróżniać w sposób szczególny ludzi, którzy i tak przez lata cieszyli się przywilejami. Mieli specjalne sklepy, wyższe uposażenie niż na cywilnych posadach, szybciej przechodzili na emerytury – wylicza poseł. – Nie ma powodów, by po latach wyróżniać ich wyższymi emeryturami w wolnej Polsce.
– A duch wymiaru sprawiedliwości jest taki, że sądy nie są automatami do wydawania wyroków – mówi nam sędzia sądu okręgowego orzekający w tych sprawach.
– Wspomniany wyrok w Katowicach dotyczył osoby, która nie wykonywała żadnych czynności naruszających prawa człowieka i obywatela. Sąd oparł się na analizie akt IPN – dodaje mec. Kaczyński.



ShutterStock