Firmy będą napędzać popyt na zielone technologie, o czym najlepiej świadczą podjęte przez nie zobowiązania dotyczące ograniczenia emisji – wskazuje Judith Wallenstein, managing director & senior partner Boston Consulting Group

Raport „Winning in Green Markets: Scaling Products for a Net Zero World”, przygotowany przez Światowe Forum Ekonomiczne we współpracy z Boston Consulting Group, odebrałem jako ostrzeżenie, ale jednocześnie jako optymistyczny. Czy podziela pani tę opinię?

Judith Wallenstein, managing director & senior partner Boston Consulting Group / Fot. materiały prasowe

Myślę, że jest wiele powodów do optymizmu. Co prawda z jednej strony 50 proc. zielonych technologii, szczególnie w zastosowaniach przemysłowych, nadal wymaga ogromnej premii ekologicznej, to może się zmniejszyć tylko dzięki skali produkcji. Z drugiej strony widzieliśmy, że niektóre rynki mogą zmienić się naprawdę bardzo szybko. Poza tym istnieje realna szansa na stworzenie nowych. Niektóre firmy mają przewagę pierwszego ruchu przy inwestycjach w zielone technologie, co pozwala uniknąć problemu niedoboru.

W naszym raporcie przyjrzeliśmy się wszystkim kategoriom produktów ekologicznych. Również temu, jaki jest obecny wybór paliw kopalnych, jaka może być alternatywa dla produktów ekologicznych. Nie powinniśmy zapominać, że w przypadku niektórych technologii, takich jak morska energetyka wiatrowa czy energia słoneczna, pokonaliśmy już barierę kosztową. Ale jeśli na przykład spojrzymy na zielony amoniak, to potrzebna jest premia cenowa na poziomie 125 proc. Więc tak, są duże problemy technologiczne do pokonania.

Jaka jest geneza wzrostu zielonego popytu?

Konsumenci podejmują coraz bardziej świadome decyzje, będą szukać bardziej zrównoważonych produktów. Ale jedynie 10 proc. wybierze teraz produkt tylko z tego powodu. Odsetek ten szybko rośnie, gdy produkt ma również dodatkowe atuty, związane ze zdrowiem, z lepszą jakością i inne. Natomiast co do popytu, kiedy weźmiemy pod uwagę skalę, którą chcemy osiągnąć, na wolumeny, które nadejdą, to trzeba spojrzeć na firmy, które będą go napędzać, po prostu dlatego, że podjęły duże zobowiązania w swoich zakresach 1, 2 i 3 (scope 1, 2, 3 określające zakresy emisji – red.). Będą więc nabywcami wielu z tych zielonych technologii.

Co w takim razie z zaopatrzeniem w niezbędne materiały i surowce – raport mówi tu o problemie?

Jeśli spojrzymy na obecny problem niedoboru zasobów, sprawa jest jasna. Na przykład, czy istnieje obecnie źródło zielonego wodoru na dużą skalę? Nie ma. Ale jeśli spojrzymy na amerykańską ustawę o redukcji inflacji (Inflation Reduction Act), to ulga podatkowa wytworzyła największy na świecie potencjał dla rynku zielonego wodoru. To również pokazuje, jak pożądana i wymagana jest interwencja regulacyjna, która tworzy ogromne zachęty dla firm do inwestowania i zaspokojenia przewidywanego przez nas popytu. Trzeba patrzeć na podjęte przez firmy zerowe zobowiązania netto i to oddaje obraz rynku oraz jego perspektyw.

Czy możemy wrócić do konsumentów, jaki jest ich stosunek do zrównoważonych produktów?

Konsumenci wiedzą, że społecznie pożądaną odpowiedzią jest preferowanie produktu ekologicznego, ale wybory jeszcze za tymi oczekiwaniami nie nadążają. Poza tym badania pokazują, że niektóre produkty wcale zrównoważone nie są. Niemniej jednak trzeba zrobić o wiele więcej niż do tej pory, aby te rzeczywiście zrównoważone były naprawdę atrakcyjne, także pod względem opakowania czy pozycjonowania w sklepie. Niezależnie od tego, o czym wspominałam, że liczą się dodatkowe wartości.

Jakie działania muszą podjąć firmy, aby skomercjalizować zrównoważony rozwój?

Myślę, że firmy, które zaczynają inwestować w zielone technologie, naprawdę muszą przyjąć bardzo klasyczne podejście, wiele produktów jest wciąż w fazie pilotażowej. Trzeba więc zbudować portfel różnych zakładów, ponieważ nie wszystkie będą się opłacać. Brałam udział w jednej z dyskusji w Davos, gdzie CEO jednej z firm powiedział: zamierzamy wyprodukować w przyszłym roku 500 t zielonego wodoru dla europejskiego odbiorcy. Przyspieszymy nasze działania, bo to nam daje lepszą pozycję.

Możemy zachęcać firmy do zajmowania pozycji liderów?

Poszczególne firmy nie będą liderami we wszystkich dziedzinach. Ale myślę, że należy myśleć o tym, jakie są zielone technologie, w których chcemy być pionierami, gdzie chcemy inwestować i z kim zamierzamy to robić. Wiemy bowiem, że będzie to wymagało działań w całym łańcuchu dostaw. Trzeba również przemyśleć granice konkurencji. Spójrzmy na przykład na ochronę zdrowia. Mam w pamięci radę, w której pracę jestem zaangażowana w ramach Sustainable markets initiative. Kilka dużych firm farmaceutycznych zebrało się razem i ogłosiło podczas COP 27 w Sharm el Sheikh, że będą współpracować przy wielu sprawach, przy których wcześniej nie współdziałali. Chodzi na przykład o wspólne pozyskiwanie energii odnawialnej dla swoich zakładów produkcyjnych.

Jeśli mówimy o niedoborach, to chodzi nie tylko o technologie lub surowce, lecz także, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę konieczność spełnienia zobowiązań dotyczących zera netto – specjalistów.

Zielone talenty są dla mnie osobiście pasjonującym tematem. Mówi o tym również wielu klientów, słyszymy o poszukiwaniach data scientists zajmujących się klimatem czy ekspertów z głęboką wiedzą na temat łańcuchów dostaw i ich dekarbonizacji. Szkoły biznesu odkryły już to zapotrzebowanie, które otwiera przed nimi nowe możliwości. Kiedy zaczęliśmy nasz własny program edukacyjny, BCG, dotyczący klimatu i zrównoważonego rozwoju, we współpracy z wieloma wiodącymi uniwersytetami, wzbudził on duże zainteresowanie. Ale okazało się, że w 2022 r. nie każda uczelnia była w stanie do niego dołączyć.

Jak pani ocenia, czy regulacje w Unii Europejskiej sprzyjają zielonym rynkom?

Europa wyraźnie przoduje w myśleniu o zielonej polityce, od dłuższego czasu. Ale widzieliśmy również, że proces tworzenia polityki w Unii Europejskiej jest złożony. Jeśli spojrzeć na ustawę o redukcji inflacji po drugiej stronie Atlantyku, widać, jak szybko naród dysponujący tak potężnymi zasobami może budować konkurencyjną pozycję. Tak więc myślę, że absolutnie nie możemy tracić czasu, musimy się śpieszyć.

Jacek Pochłopień

Premia dla pionierów

Raport „Winning in Green Markets: Scaling Products for a Net Zero World”, który miał premierę podczas tegorocznego Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, wskazuje, że jeszcze w tej dekadzie zielone rynki ze zrównoważonymi produktami rozwiną się na taką skalę, która na razie jest niedoszacowana. Przyczyni się do tego kryzys energetyczny, który przyspiesza zieloną transformację, konsumenci – choć najlepiej, jeśli zrównoważony produkt jest powiązany z dodatkowymi korzyściami, takimi jak zdrowie czy bezpieczeństwo – czy wreszcie przedsiębiorcy oraz rządy walczące z globalnym ociepleniem. Głównymi wyzwaniami są relatywnie duże koszty zielonych technologii – choć przykład odnawialnych źródeł energii czy pojazdów elektrycznych pokazał, że nie musi to być przeszkoda w efektywnym rozwoju biznesu – oraz niewystarczające ilości niezbędnych materiałów i surowców. Autorzy raportu zdecydowanie zachęcają przedsiębiorców do wchodzenia na zielone rynki już teraz, pomimo wyzwań, aby zająć na nich dobre pozycje. Kluczem do sukcesu jest znalezienie sposobu na zrekompensowanie dodatkowych zielonych kosztów i uzyskiwanie dodatkowych zielonych przychodów. Raport wymienia przykłady firm, którym się to udało, na przykład w energetyce (Ørsted), motoryzacji (Tesla) i produkcji żywności (Beyound Meet).
Niekiedy firmy absorbują koszty, aby jak najszybciej uzyskać dostęp do obiecującego, szybko rozwijającego się rynku, inne przenoszą je na szybko adaptujących się konsumentów, skłonnych zapłacić zieloną premię.

______________________________________________________

Z polskiej perspektywy

Mamy ogromną szansę

Paweł Godek, Partner & Head of Corporate Banking dla Polski, Boston Consulting Group / Fot. materiały prasowe

Jedną z kluczowych obserwacji w raporcie, mających duży wpływ na globalną gospodarkę, jest to, że dostawcy dóbr końcowych mają dużo więcej zobowiązań związanych z neutralnością klimatyczną niż producenci materiałów i surowców. To efekt większej presji konsumentów indywidualnych. Jednak ci, którzy takie materiały i surowce będą dostarczać (co nie będzie łatwe – przykładem może być dekarbonizacja cementu), mogą liczyć na wysokie marże; ich odbiorcy będą musieli je zaakceptować.

W Polsce przez lata obowiązywał paradygmat przewagi kosztowej, teraz to się może się skończyć. Nasza gospodarka należy do emisyjnych, co wynika z takiego, a nie innego miksu energetycznego. To jest zagrożenie.

Ale jest i szansa. Geopolityka powoduje, że do Europy będzie przenoszona produkcja z Azji, głównie z Chin. Mamy na przykład rozwinięty sektor chemiczny, produkcję plastiku. Polscy przedsiębiorcy są elastyczni. Mamy przykłady wytwarzania na szeroką skalę produktów z recyklingu czy z odzyskiwanego aluminium. A co może najważniejsze – przedsiębiorcy, orientując się w sytuacji dotyczącej miksu energetycznego, instalują własne źródła energii. Mamy przykłady spółdzielni energetycznych.

Naszą dumą może być InPost, który w przypadku usługi teoretycznie wysokoemisyjnej znalazł sposób, technologię, model biznesowy, który charakteryzuje się mniejszym śladem węglowym i w efekcie może tym wygrywać z konkurentami poza Polską. Jeśli idzie o wrażliwość konsumencką na zrównoważone produkty, pozostajemy w tyle za krajami zachodnimi. Ale to na pewno będzie się mocno zmieniać, sprzyja temu zmiana pokoleniowa. W 2022 r. pytaliśmy polskich studentów uczących się w kraju i za granicą o ich stosunek do zrównoważonego rozwoju i okazało się m.in., że nawet są gotowi zarabiać 500–700 zł mniej miesięcznie, jeśli pracodawca będzie zaangażowany w zrównoważony rozwój. Jeśli faktycznie będziemy dekarbonizować gospodarkę i przedsiębiorcy zaczną sami działać, to przed Polską stoi ogromna szansa.Jest jeszcze jeden ważny aspekt: kwestie raportowo-regulacyjne, dające przewagę krajowi z Unii Europejskiej wobec konkurentów z wielu innych regionów świata.