W perspektywie 2040 r. offshore ma szansę stać się dominującym źródłem energii odnawialnej w miksie energetycznym Polski. W przypadku pełnego wykorzystania szacowanego potencjału do 2040 r. mógłby zaspokajać nawet 57 proc. całkowitego zapotrzebowania na energię w Polsce – wynika z raportu „Potencjał Morskiej Energetyki Wiatrowej na Bałtyku” autorstwa Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, który opisujemy jako pierwsi.
Obecnie polski sektor elektroenergetyczny opiera się w ponad 80 proc. na konwencjonalnych jednostkach, wytwarzających energię głównie z węgla. Tylko ok. 17 proc. naszej energii pochodzi z OZE. Co, jak zauważają autorzy raportu, jest jedną z najniższych wartości w UE. Zarazem URE prognozuje, że do 2034 r. nastąpi wycofanie z eksploatacji jednostek o łącznej mocy 18,8 GW opartych głównie na węglu kamiennym (12,8 MW) i brunatnym (5,3 MW).
Ich miejsce zajmą m.in. OZE, w tym wiatr na morzu. Polityka energetyczna Polski w perspektywie do 2040 r. wskazuje na potrzebę dynamicznego rozwoju sektora morskiej energetyki wiatrowej (MEW). W przyszłości ma on stać się jednym z filarów systemu energetycznego naszego kraju. Jednak, zgodnie z założeniami PEP 2040, moc zainstalowana w morskich farmach wiatrowych ma sięgnąć 11 GW do 2040 r. Tymczasem, według raportu PSEW, potencjał ten jest trzy razy większy – 33 GW.
Reklama
Jaki z tego wniosek? PEP musi być znowelizowana. Rząd już to zresztą zapowiedział na przyszły rok. Chodzi jednak o to, by nowa wersja dokumentu należycie oszacowała potencjał wiatru na morzu. Trzeba przy tym uwzględnić, że prognozy, przeprowadzone na potrzeby PEP2040, wskazują, że krajowe zużycie energii w latach 2015–2030 wzrośnie o 22 proc., a w latach 2015–2040 o 37 proc.
W raporcie wyliczono, że inwestycje o mocy 33 GW szacunkowo wygenerują ponad 100 tys. miejsc pracy oraz 178 mld zł wartości dodanej brutto w fazie rozwoju i 46 mld zł rocznie w fazie operacyjnej. Raport wskazuje też 20 nowych obszarów pod lokalizację morskiej energetyki wiatrowej w Polsce. Łączny obszar zabudowy nowych lokalizacji pod MEW to 2171,5 km kw. Potencjał tych obszarów wynosi 17,7 GW.

Reklama
Aby wykorzystać potencjał nowo wyznaczonych obszarów, jak rekomenduje raport, konieczne jest przeprowadzenie zmiany przyjętego w 2021 r. Planu zagospodarowania przestrzennego polskich obszarów morskich w skali 1 : 200 000. Zmienić należy również ustawę o obszarach morskich RP i administracji morskiej w zakresie umożliwiającym realizację projektów MEW na obszarach morza terytorialnego. A także ustawę offshore w kontekście dodatkowych wolumenów aukcyjnych.
Zdaniem Michała Kaczerowskiego, prezesa Ambiens, spółki doradzającej w obszarze OZE, kluczowe w raporcie jest potwierdzenie rozbieżności pomiędzy założeniami PEP a potencjałem obecnie rozwijanych projektów. – Konieczne jest urealnienie efektywności sektora i rewizja krajowych ambicji na poziomie strategicznym w horyzoncie 20 lat – przekonuje.
Druga sprawa to kwestia możliwości rozszerzenia obszarów przeznaczonych pod MEW w ramach planowania przestrzennego Bałtyku. – Cieszę się, że powstaje zarys mogący stanowić przedmiot dalszych merytorycznych dyskusji i uzgodnień. Szkicowane dodatkowe 2171,5 km kw. to wielka szansa, wymagająca na dalszym etapie udziału interesariuszy, uwzględnienia oddziaływań skumulowanych na środowisko czy konsultacji z nadmorskimi sąsiadami – wymienia.
Ekspert zwraca też uwagę na podkreśloną w raporcie konieczność dostosowania otoczenia regulacyjnego i uproszczenia procedur pozwoleniowych. – Ten obszar również definiujemy w Ambiens jako jedno z kluczowych wyzwań MEW, która ma szansę stać się głównym źródłem krajowego systemu – podkreśla.
Z kolei Michał Hetmański, prezes Fundacji Instrat, mówi nam, że jego organizacja szacowała potencjał offshore na 31 GW w długim terminie w swoim ubiegłoroczonym raporcie „Co po węglu? Potencjał OZE w Polsce”. – To niewiele mniej, niż wynika z nowego raportu PSEW, który, pogłębiając dotychczasowe analizy, ocenia go na 33 GW – zauważa. Zaznacza jednocześnie, że kluczowe jest to, jaką ścieżką będziemy do tego celu dochodzić. – Pilnie musimy zreformować obecny, nietransparentny mechanizm podziału lokalizacji w ramach I i II oraz wkrótce III fazy. W przeciwnym wypadku osiągnięcie tych ambitnych wartości nam się wydłuży, a nie możemy sobie na to pozwolić, biorąc pod uwagę przyspieszone tempo odchodzenia od węgla i zawodność nie tylko starych, ale nawet tych najnowszych bloków węglowych – zaznacza Hetmański.
Zdaniem szefa Instratu, jeśli rząd nie poprawi tego systemu, to już teraz realizację potencjalnych 6–7 GW w 2030 r. można ocenić jako zagrożoną, a te przedłużenia wpłyną negatywnie na osiągnięcie potencjału ponad 30 GW morskich farm wiatrowych w długim terminie.