Ponad 220 tys. ton ważą wszystkie plastikowe butelki PET, które każdego roku trafiają na półki sklepowe w całej Polsce. Większość z nich prędzej czy później wyląduje w naszych zakupowych koszach, a później – po opróżnieniu z wody, soku czy gazowanego napoju – do kosza śmieci. I niestety, tylko część z nich trafi ostatecznie do recyklingu. A reszta? Przepadnie, zbyt zabrudzona i wymieszana z innymi odpadami, by można ją było przetworzyć na wartościowy produkt.

To systemowe marnotrawstwo można jednak łatwo ukrócić. Wystarczy wzorem 13 innych krajów UE wdrożyć system kaucyjny, który pozwoli każdemu konsumentowi zwrócić puste opakowanie bezpośrednio do specjalnego automatu przy sklepie lub oddać je sprzedawcy w zamian za kilkadziesiąt groszy pierwotnie zapłacone w momencie zakupu. To rozwiązanie, które pozwala osiągnąć spektakularne wyniki – w krajach gdzie system kaucyjny działa sprawnie, ponad 90 proc. opakowań objętych kaucją jest zbieranych i przekazywanych do recyklingu. Korzysta na tym też środowisko: obciążona drobną, ale odczuwalną dla portfela kwotą butelka nagle przestaje być odpadem, a staje się produktem o określonej wartości. A to skłania zdecydowaną większość konsumentów, by opróżnione opakowanie zabrać ze sobą i zwrócić, a nie wyrzucić gdzie wygodniej – niekiedy też w lesie, na plaży czy w parku.

Wszystkie te zalety systemu kaucyjnego dostrzegają też rządzący. Ministerstwo Klimatu i Środowiska przedstawiło już nawet założenia do projektu, który miałby takowy system wprowadzić i zrewolucjonizować gospodarkę odpadami. Sęk w tym, że prace nad konkretnymi regulacjami trwają, a szczegółów kto miałby systemem zarządzać, na jakich zasadach i jak wysoka byłaby kaucja – wciąż brakuje. A każdy miesiąc zwłoki to wymierne straty dla gospodarki i środowiska.

Jak zatem mógłby wyglądać system kaucyjny w polskich warunkach? Biorąc pod uwagę doświadczenia innych krajów, widać, że najlepiej sprawdzają się powszechne i proste systemy, którymi zarządza jeden operator działający w formule not-for-profit. Gwarantuje on, że wszyscy producenci i placówki handlowe grają według tych samych, przejrzystych i czytelnych reguł. Dzięki temu nikt nie może uchylić się od obowiązków (np. naliczania kaucji) lub organizować konkurencyjnego systemu tylko dla wybranych opakowań, co mogłoby wprowadzać konsumentów w błąd.

Eksperci podkreślają też, że kluczowe jest, by zadania operatora nie spoczywały tylko na producentach napojów w opakowaniach. Lepiej będzie, jeżeli będą oni współdzielić odpowiedzialność za kształt nowego systemu z placówkami handlowymi. Ostatecznie to one będą bowiem musiały przyjmować, rozliczać i raportować odebrane kaucje, a także przekazywać do dalszego przetworzenia wszystkie zebrane opakowania. – Trudno byłoby więc zaprojektować system, w którym głos kluczowych interesariuszy byłby pominięty – przekonują eksperci. I dodają, że same sklepy wiedzą najlepiej jak dużo produktów w opakowaniach znika z ich półek i jak często trzeba opróżniać stojące na ich terenie automaty. To one będą musiały też wyposażyć w nie swoje placówki, wybierając urządzenia spośród ofert wielu dostawców.

Dostosowanie się do nowych wymogów może nie być łatwe. Ale dobrą wiadomością jest to, że przy odpowiednio zaprojektowanym systemie, na pożądane rezultaty nie trzeba czekać latami. Dobrze widać to na przykładzie Litwy, gdzie od 2016 r. funkcjonuje najmłodszy stażem system kaucyjny. W ciągu zaledwie 5 lat osiągnął on wyniki porównywalne z kaucyjnymi weteranami (np. Finlandią, w której system uruchomiono 20 lat wcześniej), czyli ok. 92 proc. zwrotu opakowań po napojach, co przekłada się na ok. 670 mln sztuk opakowań każdego roku. Dlaczego Polska miałaby nie pochwalić się wkrótce podobnymi, lub nawet lepszymi wynikami?

Materiał przygotowany przez dziennikarza, eksperta gospodarki odpadami Jakuba Pawłowskiego, we współpracy z Fundacją Instytut Samorządowy

Jakub Pawłowski / foto: materiały prasowe