Zjawisko na razie dotyczy jedynie dwóch gmin województwa zachodniopomorskiego. Zdaniem ekspertów z Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa – Państwowego Instytutu Badawczego (IUNG-PIB) można w związku z tym spodziewać się obniżenia plonów zbóż jarych o co najmniej 20 proc. w porównaniu z sytuacją, w której warunki pogodowe byłyby optymalne.
Samo pojawienie się suszy w jednej kategorii roślin nie jest jeszcze powodem do dużych obaw. W ostatnich 60 latach nie odnotowywano jej wcale zaledwie cztery razy. Faktem jest jednak, że współcześnie warunki pogodowe wyjątkowo dają się we znaki: lata 2015, 2018 i 2019 to jedyne, w których suszę rolniczą odnotowano we wszystkich czternastu badanych przez IUNG-PIB kategoriach upraw, w dodatku na terenie całego kraju. To sprawia, że rolnicy muszą być szczególnie wyczuleni już przy pierwszych informacjach o niedoborach.
Meteorolodzy wskazują, że trzeba się liczyć z tym, że opadów również tego lata może nie być zbyt dużo. – Ten rok, porównując z ostatnimi latami, na razie jest hydrologicznie dobry – mieliśmy śnieżną zimę, a wcześniej dość deszczową jesień. Ostatnie dwa tygodnie od końcówki maja faktycznie wskazują jednak na to, że coś zaczyna się zmieniać. Jeśli dalej będzie tak jak obecnie, to o suszy hydrologicznej możemy mówić już za tydzień bądź dwa. Nasze prognozy wskazują, że tegoroczne lato może być dość suche przede wszystkim w województwach zachodniopomorskim, lubuskim, wielkopolskim czy dolnośląskim. Mało opadów może być też częściowo w Polsce Południowej np. w województwie lubelskim – mówi Paweł Staniszewski, synoptyk hydrolog z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej – Państwowego Instytutu Badawczego.
Reklama
– Nasilenie występowania suszy rolniczej w ostatnich latach jest faktem. Szczególnie w ostatnich latach, wiosną i wczesnym latem notowane jest występowanie bardzo dotkliwego deficytu wody dla roślin. Zbiega się to z okresem największego zapotrzebowania przez rośliny uprawne, zwłaszcza przez zboża – tłumaczy Andrzej Doroszewski, prof. IUNG-PIB, autor analizy.
Susza rolnicza najczęściej występuje w szerokim pasie środkowej, północno-zachodniej i środkowo-wschodniej części Polski. Można przypuszczać, że wraz z pogarszaniem się sytuacji to właśnie te regiony byłyby najbardziej dotknięte zmianami.
– Taki rozkład częstości występowania wynika z dwóch zasadniczych przyczyn: po pierwsze, w pasie Polski Środkowej notowane są najniższe opady atmosferyczne, a szczególnie na obszarach nizin: Szczecińskiej, Wielkopolskiej, Mazowieckiej oraz Podlaskiej. Po drugie na tym terenie parowanie gleb i roślin jest najwyższe – tłumaczy prof. Doroszewski. Dodaje, że najbardziej wrażliwe na deficyt wody są zboża jare, a w nieco mniejszym stopniu zboża ozime, truskawki oraz rzepak.
Na razie znaczna część kraju wciąż ma duże zasoby wodne. Jak podkreślono w raporcie IUNG-PIB, na południu i południowym zachodzie kraju występuje wręcz nadmiar wody na polach uprawnych, co również może być problemem.
Prawdopodobnie w Polsce nie będziemy wspominać roku 2021 jako czasu wyjątkowej suszy. Ale nie wszystkie kraje mają tyle szczęścia. Tajwan właśnie zakończył największy kryzys wodny od 56 lat. Po długo wyczekiwanych, obfitych opadach deszczu w niedzielę zniesiono tam najostrzejsze ograniczenia w dostępie do wody. Niedobory zagroziły pracy zakładów produkcyjnych, w tym dostarczających deficytowe obecnie chipy. Powód: problemy z chłodzeniem na poszczególnych etapach produkcji. Firmy zmuszone były sprowadzać wodę cysternami z innych części kraju. Za sprawą poboru przez urządzenia chłodzące zdarzały się też przerwy w dostawach prądu.
Największa od blisko 100 lat susza trwa w Brazylii. Władze nawołują do oszczędzania energii przez przemysł. Na braku wody ucierpiała bowiem energetyka w dużej mierze korzystająca z elektrowni wodnych, które mają obecnie znacznie obniżone moce. Już wiadomo, że niesprzyjająca aura wpłynie na światowy rynek kawy i pomarańczy – na skutek ograniczonej podaży ceny skoczyły nawet o blisko 25 proc. A z racji tego, że Brazylia jest największym na kontynencie producentem rolnym, mniejsze plony odbijają się na rosnących cenach w całym regionie.
Władze Kalifornii spodziewają się w tym roku kolejnej fali pożarów. W ponad 40 z 58 hrabstw ogłoszony jest stan zagrożenia suszą. Kłopoty z nawodnieniem w pierwszej kolejności przełożą się na sektor rolny – stan nazywany ogrodem Ameryki odpowiada za dwie trzecie całej produkcji owoców i orzechów uprawianych w Stanach Zjednoczonych. ©℗