CSR na początku wieku stał się forpocztą nowego prądu w myśleniu o wzroście gospodarczym. Miał za zadanie wprowadzić do świadomości zbiorowej, a szczególnie biznesu, nowe elementy, wcześniej pomijane lub traktowane marginesowo. Chodziło głównie o ochronę środowiska i efekty uboczne gospodarowania dla sfery społecznej.
Nowe zjawiska w gospodarce światowej powodowały potrzebę swoistej standaryzacji, co zwykle w takich procesach zaczyna się od nazwy, a potem obrasta w doktrynę, by nie powiedzieć ideologię. Etykieta „społeczna odpowiedzialność biznesu” okazała się wyjątkowo udana, chociaż trochę na wyrost. W warunkach narastającej krytyki „maksymalizacji wartości dla akcjonariuszy”, wzmocnionej odpowiedzialnością za kryzys finansowy lat 2007–2009, CSR okazał się świetnym lekarstwem, w dodatku bardzo tanim i łatwym do zastosowania. Przy tak pojemnej definicji firmy mogły poprawiać swoją reputację często pozornymi, bardzo płytkimi działaniami, nie naruszając swoich modeli biznesowych. W wielu przypadkach nie różniło się to wiele od działań public relations, przy lekkich korektach dotychczasowych akcentów i użyciu modnych haseł.
Przełom zaczyna się od 2015 r., gdy UNDP – Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju publikuje program „Cele zrównoważonego rozwoju”, który przedstawiany jest w postaci trzech strumieni: środowisko, sprawy społeczne, ład korporacyjny (environment, social, governance – ESG). Osią celów rozwojowych stało się ograniczenie negatywnych skutków zmian klimatycznych. Chociaż polityka klimatyczna nie w każdym aspekcie nawiązuje do ESG, konstytuuje nowy typ sterowania procesami globalnymi, kompleksowo obejmujący wiele sfer życia społecznego. Zakłada on integrację celów ekonomicznych ze społecznymi i ekologicznymi. Spektakularny charakter miała publiczna deklaracja największych firm amerykańskich o odejściu od dogmatu „wartości dla akcjonariuszy” jako głównej wytycznej w działaniu. Czyli odejście od paradygmatu, że najważniejszy jest zysk, i to w krótkim horyzoncie. Ważny jest już nie tylko zysk. Znaczenia nabrała też perspektywa czasowa. Bieżący zysk daje krótką radość z sukcesu, a może mieć negatywne skutki w długim horyzoncie czasowym.
Najbardziej kompleksowy i spójny model tej transformacji ma Unia Europejska. Składają się na to strategia i odpowiednie instrumentarium.
Zielony Ład dla Europy jest strategią na długą perspektywę – do 2050 r. Jest to zbiór celów z różnych obszarów funkcjonowania Unii, a także dla krajów członkowskich, w tej części, która jest wspólna. Instrumentarium jest skonstruowane tak, że jednoznacznie motywuje do zmiany modeli funkcjonowania gospodarki. W pierwszym okresie główny kierunek to transformacja energetyczna, ale to dostatecznie rozległy obszar, aby przenikać wszystkie dziedziny życia. Bo to nie tylko transformacja wytwarzania energii z przejściem od źródeł tradycyjnych do odnawialnych. To również optymalizacja przesyłu, obniżanie zużycia energii na jednostkę produktu czy jej konsumpcji w gospodarstwach domowych, a także nowe technologie budowlane i inteligentne budynki.
Instrumentarium, które ma wpływać na miliony decyzji inwestycyjnych i konsumenckich, musi być kompleksowe i jednoznaczne, a dzięki temu skuteczne w integrowaniu celów ekonomicznych i społecznych. Warto tu przywołać kilka obszarów.
Fundamentem dla regulacji stała się taksonomia, czyli – upraszczając – zespół definicji z zakresu Zielonego Ładu. To jest podstawa do stosowania konkretnych działań, szczególnie w zakresie pomiaru ryzyka i finansowania.
Pomiar ryzyka jest ważny szczególnie dla instytucji finansowych. Wpływa na chęć i skalę finansowania konkretnych projektów. Systemy oceny ryzyka w instytucjach finansowych są bardzo rozbudowane, dużo bardziej niż formalna macierz wag określona przez dyrektywę kapitałową CRD IV dla banków czy Solvency 2 dla firm ubezpieczeniowych. Banki oceniając trendy rozwojowe i informacje z rynku, będą z coraz większą wstrzemięźliwością finansować „brown assets”: brunatne (czasem określane jako brudne) aktywa. Taksonomia jest tu bardzo użytecznym narzędziem, dającym bazową informację o poszczególnych kategoriach aktywów. Jej powstanie to duża zmiana. Chodzi nie tylko o fakt, że takiego słownika wcześniej nie było, ale przede wszystkim o to, że jest tam zaszyte wartościowanie z punktu widzenia zgodności z celami zawartymi w Zielonym Ładzie. Najogólniej: to drogowskaz, jak budować nowy model biznesowy.
Równie ważny jest odbiór aktywności świata finansów w tym zakresie przez otoczenie: zarówno instytucje publiczne, jak i indywidualnych deponentów i inwestorów.
Te pierwsze jako dysponenci wydzielonych funduszy publicznych mają często statutowe obowiązki realizacji celów strategicznych państwa (jak banki rozwoju) lub Unii Europejskiej (Europejski Bank Inwestycyjny) bardzo często bezpośrednio skorelowane z programami i priorytetami rozwojowymi. Takie finansowanie oprócz zwiększania potencjału kredytowego czy projektowego konkretnego banku lub funduszu inwestycyjnego, pozwala zmniejszać ryzyko rynkowe, bo takie między innymi jest zadanie funduszy publicznych. Ale indywidualne zadanie prywatnej instytucji musi być zgodne z celem, który jest na agendzie strategicznej Unii lub państwa członkowskiego. Pojawia się więc silna motywacja do spełniania warunków dostępności do publicznego źródła finansowania, a to oznacza potrzebę głębszej transformacji dotychczasowego modelu działania konkretnego banku lub firmy.
Z kolei zachowania indywidualnych deponentów lub inwestorów pod wpływem rosnącej akceptacji dla celów ESG będą się przejawiać wyborem tych instytucji lub projektów, które realizują cele zrównoważonego rozwoju. A omijaniem tych, które niedostatecznie lub wcale nie są z nimi zgodne. Dla podmiotów finansujących się na rynku brak takiej zgodności może mieć negatywny wpływ na pozyskiwanie środków na podstawową działalność biznesową.
Wśród pośrednich instrumentów nakłaniających do zwiększania udziału zielonych aktywów w bilansach jest obowiązek ujawniania ryzyk niefinansowych w działalności biznesowej. Nie jest to nowe hasło, ale zmienia się jego zasięg, a przez to skuteczność. Początkowo, jeśli tylko firma chciała, to we właściwie dowolnej formie i dowolnym zakresie informowała o swoich niefinansowych ryzykach, głównie dotyczących tzw. efektów zewnętrznych. Z czasem te sprawy były dodefiniowywane, pojawiła się lista kilku czynników, które należało wycenić i ujawnić, ale była ona niepełna i nie miało to charakteru obligatoryjnego. Obecnie staje się to obowiązkowe i ma charakter pełniejszy. Listę doprecyzowują definicje zawarte w dyrektywie o taksonomii i ujawnieniach ryzyk niefinansowych.
Przecena brunatnych aktywów jest mocnym impulsem do transformacji nie tylko portfeli banków czy funduszy inwestycyjnych, ale też rezerw technicznych firm ubezpieczeniowych oraz indywidualnych portfeli inwestycyjnych. Ogólny, ale coraz bardziej doprecyzowany kierunek sterowania procesami rozwojowymi, powoduje antycypowanie zmian wartości poszczególnych kategorii aktywów. To nie są procesy natychmiastowe (choć zdarzają się wyjątki), ale mające charakter trendu, a więc przewidywalne. Potrzebę aktywności w restrukturyzacji dotychczasowych portfeli wzmacnia stosowana powszechnie w rachunkowości i przez audytorów metoda waluacji (zmiany wartości w czasie) pozycji bilansowych. Oznacza to, że do stosowanych modeli trzeba włożyć nowy zestaw parametrów i prognoz. Na przykład trzeba uwzględnić wzrost cen certyfikatów emisyjnych CO2, co odbija się na wzroście kosztów wytwórców i użytkowników energii wytwarzanej z tradycyjnych źródeł. Ten sygnał z rynku, i podobne, ale też zapowiedzi regulatorów mogą spowodować szybszą niż zamierzano transformację modeli biznesowych.
W pojedynczych przypadkach transformacja może się nie udać, może przynieść straty lub spowolnić tempo rozwoju, w skali powszechnej jednakże determinuje działania tysięcy podmiotów gospodarczych i milionów gospodarstw domowych. A powodzenie wdrożenia nowego mechanizmu gospodarczego jest warunkiem realizacji Zielonego Ładu dla Europy. Innymi słowy: długoterminowego zrównoważonego rozwoju.