Reklama
Gminy otrzymają narzędzie kontroli mieszkańców i firm, którzy trują powietrze. Za niezłożenie deklaracji o źródle ogrzewania ma bowiem grozić grzywna. Ukarać za to mandatem będzie mogła policja (do kwoty 500 zł), straż gminna i wojewódzki inspektorat ochrony środowiska (WIOŚ). Z kolei sprawę do sądu będzie mógł zgłosić wójt, burmistrz i prezydent miasta (jako oskarżyciel publiczny) – wówczas maksymalna grzywna, która będzie groziła właścicielowi nieruchomości, to 5 tys. zł.
Wiadomo, że smog jest problemem wielu miejscowości: normy powietrza są przekraczane, jednak winni nie ponoszą konsekwencji. Funkcjonujące obecnie rejestry są niepełne i ułomne, a dane zbierane przez gminy niejednolite – w dodatku nie można ich efektywnie ze sobą zestawiać i porównywać. Samorządowcy mają problem z gromadzeniem danych i ich aktualizacją, bo część właścicieli odmawia udzielania informacji o źródle ogrzewania, a gmina nie ma narzędzi prawnych, by ją uzyskać. Innymi słowy, wiadomo, że jest problem ze smogiem, ale nie wiadomo, kto konkretnie za niego odpowiada.
To się zmieni. CEEB będzie miał niebagatelne znaczenie przy realizacji programów ochrony powietrza, które zakazują (w zależności od województwa) używania kotłów niespełniających określonych norm. Ewidencja będzie także nieocenionym źródłem informacji przy realizacji programów „Stop smog” i „Czyste powietrze”.
Cel jest szczytny. Samorządy są jednak zaniepokojone obszernością obowiązków, które zostają na nie nałożone bez finansowania. W dodatku dane mają być aktualizowane i weryfikowane podczas kontroli. Będzie się ona odbywać na przykład podczas rutynowego sprawdzania przewodów kominowych.
Prawo do wprowadzania danych do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków mają mieć bowiem m.in. kominiarze, ale także strażnicy miejscy, inspektorzy ochrony środowiska i przedstawiciele instytucji, które ze środków publicznych dofinansowały wymianę źródła ciepła czy termomodernizację.