– Bardzo prawdopodobne, że w nowym projekcie ustawy o odnawialnych źródłach energii wsparcie dla współspalania zostanie zwiększone, choć miało być ustalone na poziomie minimalnym – mówi DGP Robert Cyglicki, dyrektor programowy polskiego Greenpeace.

Jak zapowiedział w piątek wiceminister Mieczysław Kasprzak, projekt będzie przedstawiony w połowie maja. Od nowej ustawy będzie zależała wielkość wsparcia dla elektrowni, które do produkcji energii wykorzystują technologię tzw. współspalania, czyli mieszają węgiel z 10-proc. domieszką biomasy. To wystarczy, aby zostać producentem zielonej energii i otrzymać z tego tytułu finansowe wsparcie państwa.

W 2011 r. dzięki współspalaniu wyprodukowano w Polsce 55 proc. zielonej energii. Reszta pochodziła z farm wiatrowych, elektrowni wodnych, biomasy i biogazu.

Ekolodzy twierdzą, że spalanie węgla wymieszanego z biomasą to żadna czysta energia, tylko ukryta forma subwencji dla elektrowni węglowych. Na dotacje dla producentów zielonej energii w 2011 r. wydano 4,5 mld zł. Ponad połowa tych pieniędzy trafiła do elektrowni węglowych.

Zdaniem Cyglickiego w ostatnich tygodniach widać dużą aktywność lobbystyczną francuskich koncernów, które wykorzystują współspalanie, czyli EDF oraz GDF Suez. Greenpeace uważa, że może to doprowadzić do ostudzenia planów resortu gospodarki i powrotu do nagradzania każdej wyprodukowanej 1 MWh jednym certyfikatem. Z naszych informacji wynika, że w najnowszym projekcie ustawy, który nie ujrzał jeszcze światła dziennego, taki zapis faktycznie już się znalazł. To pozwoliłoby co najmniej utrzymać obecny poziom wsparcia.

– Za pośrednictwem stowarzyszeń i organizacji staramy się przekonać ustawodawcę, iż spalanie w kogeneracji jest najbardziej efektywnym sposobem wykorzystania energii z paliwa – mówi Katarzyna Majchrzak, rzeczniczka EDF Polska. – Uważamy, że współspalanie biomasy w kogeneracji powinno być wspierane – dodaje.

Swoich interesów bronią nie tylko zachodnie koncerny działające w Polsce. Utrzymania wysokiego poziomu wsparcia dla współspalania zainteresowane są także PGE oraz Tauron. Resort chce całkowicie zrezygnować ze wsparcia dla tej formy produkcji energii do 2020 r.

Grzegorz Górski, prezes GDF Suez Energia Polska

Projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii zakładał niemal całkowite zniesienie wsparcia dla współspalania mieszanki węgla i biomasy. GDF Suez jest jednym z największych producentów energii z wykorzystaniem tej metody. Czy spółka bierze pod uwagę zaskarżenie nowej ustawy?

Jeśli chodzi o zmianę zasad funkcjonowania wszystkich zrealizowanych przez nas inwestycji, również elektrowni wiatrowych, to nie wykluczam żadnej z opcji. W przypadku obiektów wybudowanych mówimy o prawach nabytych, decyzjach inwestycyjnych podjętych w oparciu o obowiązujące regulacje. Jeśli dojdzie zatem do zmiany zasad gry w trakcie rozgrywki, będziemy rozważać wszelkie opcje prawne. Wycofanie lub ograniczenie wsparcia dla funkcjonujących instalacji z pewnością będzie oznaczało procesy ze strony wielu inwestorów.

Z ministerialnych przecieków wynika, że istniejące instalacje współspalania mają jednak szansę otrzymywać jeden zielony certyfikat za każdą megawatogodzinę wyprodukowanej energii do 2020 r.

Z niecierpliwością czekamy na publikację projektu 2.0 ustawy. Gdyby faktycznie do 2020 r. produkcja 1 MWh dawała jeden certyfikat, pozwoliłoby to na zwrot środków zainwestowanych przez elektrownie w instalacje współspalania.

A czy zamiast spalać biomasę, nie moglibyście budować wiatraków?

Tylko czy ktoś policzył, ile to będzie kosztować? Zastąpienie energii wytwarzanej dziś ze współspalania energią produkowaną przez wiatraki wymaga zainwestowania ok. 17,5 mld zł. Na fotowoltaikę (wykorzystywanie energii słonecznej – red.) potrzeba by przynajmniej dwa razy więcej. Energia z wody nawet bez wsparcia nie zniknie z krajowego bilansu. Natomiast biomasa przestanie być opłacalna, bo 1 GJ zawartej w niej energii kosztuje trzy razy więcej niż 1 GJ zawarty w węglu. Bez wsparcia biomasa zostanie zastąpiona węglem. Politycy nie są chyba świadomi, że bez współspalania nie będzie możliwe osiągnięcie 15 proc. udziału zielonej energii w 2020 r., a emisja CO2 znów wzrośnie.

Padają zarzuty, że palicie drewno, z którego można produkować meble.

Spalamy drewno niespełniające norm dla przemysłu papierniczego i przeznaczone do wykorzystania energetycznego. Choć nie jest to drewno wysokogatunkowe, to i tak jest naszym najdroższym paliwem. Tego surowca zużywamy ok. 100 tys. metrów sześciennych rocznie. To zaledwie ok. 10 proc. naszego zużycia biomasy. Wykorzystywanie drewna wysokogatunkowego byłoby dla nas nieopłacalne. Piramidalną bzdurą jest także teza, jakoby pełnowartościowe drewno trafiało do Połańca przez pośredników. Według jednej z teorii taki pośrednik kupowałby pełnowartościowe drewno za co najmniej 300 zł za metr sześcienny, przerabiał je na zrębki i potem nam je odsprzedawał. Problem w tym, że my nie zapłacimy więcej niż połowę tej ceny. Ale o to już nikt nie pyta.

Ile GDF Suez wydał na inwestycje związane z dostosowaniem instalacji do współspalania biomasy?

Ponad 400 mln zł.

To niewiele w porównaniu z wyliczeniami Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, które podaje, że od 2006 r. wsparcie dla współspalania wyniosło już 4,5 mld zł.

Pojawia się mnóstwo absurdalnych liczb. Jeśli ktoś podaje, że wsparciem jest wartość certyfikatów, to mija się z prawdą. Bo przecież certyfikat nie jest czystym zyskiem dla elektrowni. Powtórzę, że wytworzenie tej samej ilości energii z węgla jest dużo tańsze. Wsparciem jest finalna marża brutto.

Ile ona wynosi?

To mniej niż połowa wartości certyfikatów, a trzeba z niej jeszcze pokryć zwiększone z powodu spalania biomasy koszty remontów. Tak więc ostateczne zyski są znacznie niższe.