Viktor Orbán wytyka Polsce, że niechętnie godzi się na działania związane z Europejskim Zielonym Ładem.
Zielona energia i ochrona klimatu to hasła, które zyskują na Węgrzech coraz większą popularność. Dzięki nim Budapeszt stara się znaleźć w centrum UE, a aktywność na polu Europejskiego Zielonego Ładu ma przykryć krytykowane przez Brukselę zmiany polityczne.
Viktor Orbán wykorzystuje też polski sceptycyzm do inicjatywy osiągnięcia neutralności klimatycznej. W czasie konferencji 9 stycznia mówił o znaczeniu ochrony klimatu dla Węgier. Podkreślił radość, że wreszcie udało się zinstytucjonalizować działania w tej kwestii. I przypomniał, że jedynym państwem, które zapewniło sobie dodatkowy czas potrzebny na przyjęcie Europejskiego Zielonego Ładu (EZP), była Polska.
Za kwartał unijni politycy mają powrócić do rozmów. Z Brukseli dobiegają głosy zapowiadające ograniczenie funduszy spójności, na czym Węgry poważnie by ucierpiały. Jedyną możliwością na zmianę tej sytuacji jest ubieganie się o środki w ramach nowej składowej budżetu, związanej z realizacją EZP. Nowy fundusz realizuje postulat Budapesztu, by biedniejsze kraje nie płaciły za transformację energetyczną. Premier stawiał jeszcze jeden warunek, od którego uzależnił zaangażowanie w politykę klimatyczną – nierezygnowanie z atomu, który odpowiada za ok. 50 proc. produkcji energii na Węgrzech.
Reklama
Propozycje Węgier nie pozostają tylko na papierze, udział źródeł odnawialnych w miksie energetycznym od trzech lat jest zgodny z wytycznymi Komisji Europejskiej. Miesiąc temu premier zadeklarował przygotowanie strategii na rzecz ochrony klimatu i środowiska naturalnego. Obecne podejście do klimatu Orbán określa mianem mody, za którą idą puste słowa. Fundament odpowiedzialności Węgier za klimat ma stanowić zapis w konstytucji. Istnieje tam też instytucja rzecznika przyszłych pokoleń, który ma się troszczyć o to, by miały one gdzie żyć. Niewiele jest konstytucji, które wprost odwołują się do ochrony środowiska.
W niedzielę Orbán zaprezentował mapę drogową na rzecz ochrony klimatu. Możemy w niej znaleźć sześć punktów. Rząd chce wprowadzić zielone obligacje skarbowe, z których będą realizowane inicjatywy na rzecz ochrony klimatu. Brakuje konkretów, te być może pojawią się w najbliższych miesiącach. Jak wskazał Orbán, do 2030 r. 90 proc. energii ma pochodzić ze źródeł innych niż węgiel. 1 lipca rozpocznie się proces usuwania nielegalnych składowisk odpadów, a zanieczyszczający środowisko będą surowo karani. Budapeszt zakaże stosowania jednorazowych produktów z tworzyw sztucznych.
Budapeszt ma wymóc na międzynarodowych firmach działających na Węgrzech, by te korzystały z technologii przyjaznych środowisku. Węgry wesprą kwotą 32 mld forintów (407 mln zł) małe i średnie przedsiębiorstwa produkujące energię odnawialną. Naciskanie na zagraniczny kapitał może być trudne, bo to międzynarodowe konsorcja są największymi pracodawcami na Węgrzech, choćby w sektorze motoryzacyjnym. Państwo ma za to wspierać i promować korzystanie z tanich aut elektrycznych (tu także brak konkretów), a od 2022 r. miasta będą mogły kupować na potrzeby transportu publicznego jedynie pojazdy elektryczne.
Najciekawszy pomysł dotyczy zwiększenia zalesienia, które do 2030 r. ma wzrosnąć do 27 proc. powierzchni kraju. Rocznie ma to być nawet 1 mln nowych drzew. W ciągu najbliższych lat zwiększy się wykorzystanie energii słonecznej. Mapa drogowa sprzyja dalszym negocjacjom budżetu UE na lata 2021–2027. Jutro odbędzie się szczyt poświęcony tej tematyce. Węgrzy będą mieli asa w rękawie.
Koszty transformacji energetycznej na Węgrzech nie będą tak wysokie jak w Polsce. Także przyłączenie do Europejskiego Zielonego Ładu nie stoi w sprzeczności ze strategią energetyczną, która prowadzi do uzależnienia od Rosji. Za rozbudowę elektrowni atomowej w Paks odpowiadają Rosjanie, którzy zaopatrzą ją także w paliwo. Węgrzy uczestniczą też w rosyjskich inwestycjach gazowych, które także są niskoemisyjne. Budapeszt, wpisując się w unijny rdzeń, jednocześnie umacnia relacje z Moskwą, co politycznie mu się opłaca.
Autor jest analitykiem Instytutu Europy Środkowej, redaktorem serwisu Kropka.hu