W Wałbrzychu święto. Rada miasta przyjęła uchwałę, która na terenie całej miejscowości wprowadza zakaz posiadania, używania, udostępniania oraz sprzedaży produktów jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych. Bo – cytując oficjalny miejski komunikat – plastik to trucizna naszych czasów.
Jakkolwiek radni mają rację, że o środowisko trzeba walczyć, to warto to robić mądrze. W Wałbrzychu zaś robi się to głupio. I to z kilku powodów.
Po pierwsze, jednostki samorządu terytorialnego mają swoje kompetencje. Uchwalanie zakazu trzymania pod łóżkiem foliowej torebki obudowanego sankcją w postaci grzywny zdecydowanie poza nie wykracza.
Reklama
Po drugie, trzeba czynić racjonalnie. Nie znajduję jakichkolwiek podstaw, by zakazywać ludziom posiadania plastikowych torebek. Jeśli chce się walczyć o nasze wspólne dobro – środowisko – należy tę batalię toczyć na poziomie dystrybucji, a nie odbiorcy końcowego.
Po trzecie, gdy się już wypowiada wojnę Kowalskiemu lubiącemu foliowe torebki, trzeba ciosy wymierzać precyzyjnie. Tymczasem par. 3 ust. 3 pkt 3 miejskiej uchwały stanowi, że zakazu posiadania nie stosuje się do produktów nabytych do dnia wejścia w życie tejże uchwały. Oznacza to, że można posiadać na terenie Wałbrzycha foliówkę lub zestaw plastikowych sztućców na grilla, ale pod warunkiem, że do zakupu doszło wcześniej. Konia z rzędem temu, kto nosi ze sobą rachunki na 25 groszy. Oczyma wyobraźni widzę wałbrzyskich strażników miejskich, którzy analizują zużycie foliówki, by ocenić, czy jest stara, czy też nówka-sztuka.
Po czwarte wreszcie, choć cel być może i szczytny, to zabrakło prawnika, który by go właściwie przelał na papier. Kluczowa definicja w całej uchwale, czyli co jest zakazanym jednorazowym produktem, jest niejasna. Przyjąć chyba należy, że między innymi opakowania, w które pakowane jest jedzenie sprzedawane w ramach diety pudełkowej. Złośliwi pytają już, ile razy będzie trzeba użyć tę samą prezerwatywę, by nie była jednorazowa.
Nie mam jakichkolwiek wątpliwości, że warto zwracać uwagę na potrzebę ochrony planety. Niekiedy ważny jest symbol, gest, jak choćby korzystanie na sesjach rady miasta z dzbanków na wodę, a nie wody w małych plastikowych butelkach. Wiemy, że to nie zbawi świata, ale pokazujemy, że zaczynamy od siebie. Róbmy to jednak rozumnie. W przeciwnym razie zamiast jakichkolwiek korzyści, jedynie ośmieszymy ideę. Wałbrzychowi niestety się udało.