Unia Europejska chce dojść do całkowitej neutralności klimatycznej w 2050 r., choć odpowiada za zaledwie 10 proc. globalnej emisji. Wierzymy, że tylko radykalny program ochrony planety przyniesie rezultaty - mówi Jerzy Buzek, europoseł i członek komisji PE ds. energii, były premier i szef PE
Czy po niedawnej decyzji Europejskiego Banku Inwestycyjnego o zaprzestaniu wspierania inwestycji gazowych, a w perspektywie możliwej decyzji Komisji Europejskiej w tej sprawie, Polska ma jeszcze szanse na wyjątkowe traktowanie w sprawach energetycznych?
Nic się nie zmieniło w ostatnim czasie, jeśli chodzi o specjalne warunki dla Polski i innych krajów znajdujących się w podobnej jak my sytuacji, z wyjątkiem tej jednej decyzji: Europejski Bank Inwestycyjny chce odejść od kredytów w infrastrukturę gazową. Pozostałe sprawy, a więc np. system handlu emisjami, w tym Fundusz Modernizacyjny, wszystkie derogacje, bezpłatne uprawnienia pozostają w mocy, co przekłada się na miliardy euro wspierające naszą energetykę i ciepłownictwo. Również system wsparcia OZE czy energetyki prosumenckiej – to wszystko jest aktualne. A przecież energetyka prosumencka, czyli obywatelska, o której wsparcie przez nasze rządy od lat zabiegam, to świetne rozwiązanie dla Polski, zwłaszcza dla terenów wiejskich. To najważniejszy temat na corocznej krajowej konferencji w Grodnie na wyspie Wolin, na którą zapraszam komisarzy ds. energii czy rolnictwa.
Reklama
Czy w sprawie EBI można jeszcze coś zrobić?
Starać się o specjalne warunki kredytowe na infrastrukturę gazową dla krajów zagrożonych bardzo wysokimi kosztami transformacji jak Polska, Rumunia, Bułgaria, a nawet Niemcy.

Reklama
Ale przecież Niemcy zasiadają w radzie dyrektorów EBI.
Podobnie jak Polacy. Niemcy najpierw sprzeciwiali się decyzji EBI, ale w końcu zrezygnowali z oporu.
Pana ich argumenty nie przekonują?
Ja uważam, że nam nie jest potrzebny „Bank Klimatu”, którym chce być EBI, ale potrzebna jest optymalna kosztowo transformacja energetyczna i neutralność klimatyczna do 2050 r. Powinniśmy więc na następne 15–20 lat zainwestować właśnie w gaz i w tym sensie decyzja EBI jest kontrproduktywna. Ale też czy takie inwestycje są bezwzględnie konieczne, może wyjaśnić jedynie polski rząd, kiedy wreszcie przedstawi wiarygodną strategię energetyczną kraju do połowy wieku.
Także wstępna propozycja Komisji Europejskiej dotycząca funduszy unijnych była taka, żeby powoli odchodzić od wspierania inwestycji gazowych.
Fundusze unijne to jedna sprawa, a kredyty z EBI to druga. W sprawie EBI wskazanie Dyrektoriatu Energii w Komisji Europejskiej było jednoznaczne: w okresie transformacji energetycznej musimy inwestować w infrastrukturę gazową.
Czyli Komisja nie chciała, żeby EBI podjął tak kategoryczną decyzję?
Komisja Junckera tego nie chciała. Jak będzie wyglądała sytuacja w nowej Komisji? Zobaczymy.
Czyli należy się spodziewać, że jeśli chodzi o finansowanie inwestycji w infrastrukturę gazową z funduszy unijnych, to Komisja Ursuli von der Leyen jeszcze raz się przyjrzy tej propozycji?
Z pewnością tak, bo to decyzja przede wszystkim polityczna.
Czy ostateczne stanowisko Niemiec w Radzie Dyrektorów EBI to nie jest zły znak, jeśli chodzi o wykorzystanie funduszy unijnych na inwestycje gazowe?
To oczywiście zmienia równowagę sił, i to w kierunku ograniczenia inwestycji gazowych. Mam nadzieję, że podobnej decyzji nie podejmą banki w Polsce. Ale nasz problem jest bardziej złożony i od lat polega na braku kontynuacji dobrych projektów. Dwadzieścia lat temu ja i rząd, którym kierowałem, byliśmy przekonani o kluczowym znaczeniu energetyki dla gospodarki i ratowania zdemolowanego w czasach realnego socjalizmu środowiska. Początek transformacji dała więc głęboka reforma górnictwa węgla kamiennego w 1998 r. Przewidywaliśmy kontynuację, ale nasi następcy zaniechali tego. W 2001 r. z kolei wynegocjowaliśmy dostawy gazu z Norwegii do Polski, ale tu także następny rząd już w 2002 r. bez istotnych powodów odstąpił od kontraktu. Wielka szkoda. A ponadto dzięki tej rurze już przez całą ostatnią dekadę moglibyśmy zastępować węgiel gazem, przede wszystkim w ciepłownictwie, z pożytkiem dla środowiska i naszego zdrowia.
Czy zastąpienie węgla gazem – a więc też paliwem kopalnym – ma sens?
Amerykanie przeszli na gaz (z łupków) właśnie około 10 lat temu i w zakresie emisji CO2 uzyskali znacznie większe redukcje niż Europa! A pozytywne efekty przejścia z węgla na gaz w ogrzewaniu mieszkań rozumie chyba każdy. Problemem może być cena gazu, ale właśnie uruchomienie nowych możliwości dostaw, np. ostatnio z Gazoportu, stwarza i tutaj korzystną sytuację.
W Polsce rozgorzała na nowo dyskusja o atomie i padają już bardziej konkretne zapowiedzi. Czy energetyka atomowa jest dla Polski wyjściem w momencie, gdy gaz jest w jakiś sposób naznaczany?
Jeśli gaz jest naznaczany – jak dobrze to pani ujęła – to skłania nas to ku podjęciu pozytywnej decyzji w sprawie energetyki nuklearnej. Ale i tu jesteśmy mocno spóźnieni. Byłem zwolennikiem energetyki nuklearnej dekadę temu, były nawet wtedy niezłe pieniądze na przygotowanie inwestycji, był też pełnomocnik rządu i spółka zarządzająca. Dziś kończylibyśmy budowę, uruchamiali bloki i wyłączali niesprawne elektrownie węglowe. Tymczasem minęło sporo lat, atom jest w odwrocie, wiele bloków na świecie będzie wycofywanych, a my startujemy znowu od początku. Pozostaje jednak możliwość budowy małych reaktorów atomowych, które już dzisiaj wchodzą do użytku. Natomiast budowa dużych bloków energetycznych na paliwo nuklearne wydaje mi się dzisiaj dość ryzykowna.
Pierwszy blok atomowy w Polsce miałby powstać w 2033 r.
Tylko Polski rząd, nikt więcej, jest w stanie wyliczyć, czy atom nam się opłaca i czy to ma sens. Tylko rząd ma dostęp do wszystkich danych, może przedstawić rachunek kosztów, wskazać wiarygodne źródła finansowania i określić optymalne scenariusze; ale polski rząd nie przedstawił nawet strategii energetycznej kraju, która jest podstawą określenia takich scenariuszy. Tylko taka strategia energetyczna daje szanse na odpowiedź: jak modernizować i inwestować w polską energetykę, jak wybrać wariant najniższych kosztów i jakie technologie będą dla nas najlepsze.
Co się w technologiach zmieniło w ciągu ostatniej dekady?
Dzisiaj najbardziej opłacalne jest inwestowanie w duże morskie farmy wiatrowe, a już nie jak kiedyś w węgiel, gaz czy atom. Mam w tych sukcesach OZE swój skromny udział: jako sprawozdawca unijnego programu na rzecz badań zaproponowałem w 2006 r. przeznaczenie ponad połowy wszystkich środków w tym programie na energetykę na same tylko badania nowych technologii OZE. W 2008 r. jako sprawozdawca programu SET-Plan zaproponowałem przeznaczenie 10 mld euro na wykorzystanie słońca, wiatru, biomasy i inteligentnych sieci w energetyce.
Czego powinniśmy spodziewać się po zbliżającym się szczycie unijnym 12–13 grudnia, jeśli chodzi o neutralność klimatyczną?
Spodziewam się, że państwa członkowskie podtrzymają wolę realizacji porozumienia paryskiego w tej skali, do której już zdołaliśmy się przyzwyczaić, to znaczy – osiągnięcie neutralności klimatycznej w 2050 r. Kwestia ta wymaga ponownego przedyskutowania i akceptacji przez kraje członkowskie. Drugą ważną rzeczą jest stwierdzenie, że się bardzo w Unii różnimy, jeśli chodzi o sytuację poszczególnych krajów i ich miks energetyczny. Niektórzy będą mieli łatwiej, a inni bardzo trudno. I to właśnie było podstawą propozycji nowego dodatkowego Funduszu Sprawiedliwej Transformacji dla regionów węglowych, którą rok temu wprowadziłem do wieloletniego budżetu Unii. Poparła tę poprawkę komisja parlamentarna, którą kierowałem, a następnie zgromadzenie plenarne PE.
Jak pan wyobraża sobie ustalenia, które będą nas obowiązywać przez następne lata?
Zgodnie ze wspomnianymi różnicami w dojściu do neutralności klimatycznej powinniśmy mieć dla każdego kraju indywidualne programy, uzgodnione z Komisją Europejską. Musimy zaplanować odchodzenie od paliw kopalnych, rozwój OZE i użycie gazu ziemnego oraz ewentualne wykorzystanie energetyki nuklearnej.
Czyli takie indywidualne „green deals”?
Tak powinno być. Sam „green deal” natomiast nie będzie dotyczyć wyłącznie energetyki, ale też gospodarki w obiegu zamkniętym, rekultywacji i użytkowania gruntów, czystości powietrza i wody, ochrony lasów. Konsekwencje neutralności klimatycznej będą też bardzo poważne dla przemysłu, rolnictwa i transportu. Szczegóły poznamy 11 grudnia, a więc już wkrótce.
Czy i ile nowych funduszy na sprawiedliwą transformację energetyczną mogłaby dostać Polska?
Jesteśmy niewątpliwie pierwsi w kolejce, ze względu na niekorzystny miks energetyczny: niemal 80 proc. produkcji energii z węgla. Ale trudno dziś mówić o szczegółach. W Parlamencie Europejskim wypracowaliśmy korzystniejszą dla Polski propozycję wieloletniego budżetu niż wcześniejsza propozycja Komisji Europejskiej. Teraz potrzebna jest decyzja w tej sprawie państw członkowskich – Rady Europejskiej.
Nowy wieloletni budżet Unii to także odpowiedź na Europejski Zielony Ład?
Nie ma już odwrotu od ambicji klimatycznych Unii. Najlepiej wyrażają dla nich poparcie nasi młodzi obywatele, którzy upominają się u przywódców o zdecydowane działania chroniące naszą planetę. Ich lidera Michała Kiwerskiego zaprosiłem jeszcze we wrześniu na EFNI w Sopocie.
Oczywiście – sądzę, że nasza młodzież się zgodzi, iż powinniśmy jak najlepiej rozwijać gospodarkę, tworzyć nowe miejsca pracy i atrakcyjne zawody, przyjazne warunki do życia. Dlatego musimy postępować rozważnie, z umiarem.
Da się to pogodzić?
Chcemy dać przykład całemu światu, że tak radykalny program ochrony planety ma szanse i przyniesie sukces. Przecież jako Europa odpowiadamy jedynie za 10 proc. emisji planety. Uratować ją możemy tylko wszyscy razem – 7 miliardów ludzi…
Ci młodzi ludzie z „piątkowych” demonstracji proklimatycznych są więc zbyt radykalni?
Przed nami przywódcami wszystkich państw ogromne wyzwanie i obowiązek: sprostać oczekiwaniom młodego pokolenia dotyczącym czystej planety, ale też zapewnić ludzkości godne warunki życia i przekonać nieprzekonanych, że wszelkie zmiany wprowadzamy dla nich, a nie przeciwko nim. Młodzi mają świadomość, że nie zmienimy rzeczywistości z dnia na dzień, ale oczekują konkretnych, zdecydowanych działań, a nie najbardziej błyskotliwych, wręcz populistycznie proklimatycznych rezolucji i oświadczeń; zwłaszcza z udziałem tych, którzy dotąd lekceważyli te problemy, a teraz chcieliby być bardziej papiescy niż sam papież Franciszek. ©℗