Związki azotanów zanieczyszczają wodę w Wiśle, to są poważne zagrożenia – powiedział na antenie TVP w czwartek po zakończeniu obrad sztabu kryzysowego minister środowiska Henryk Kowalczyk.

Sztab kryzysowy w KPRM zwołał na czwartkowy wieczór premier Mateusz Morawiecki. Udział w posiedzeniu sztabu brali m.in.: minister środowiska Henryk Kowalczyk, minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, minister zdrowia Łukasz Szumowski i główny inspektor sanitarny Jarosław Pinkas. Obrady sztabu zwołano w związku awarią w Warszawie kolektorów oczyszczalni ścieków Czajka i zanieczyszczeniem Wisły ściekami z lewobrzeżnej części stolicy.

"Podczas posiedzenia sztabu kryzysowego omawialiśmy zagrożenia związane ze szkodami ekologicznymi, ale też zdrowotnymi. Ja relacjonowałem, jaka jest skala zanieczyszczenia wody. I tak związki azotanów przed zrzutem to jest 1mg na litr, a po zrzucie, w wodzie już zmieszanej, to jest 30 mg na litr. To jest 30-krotnie więcej, to są poważne zagrożenia. Azotany powodują +wyławianie+ tlenu z wody, stąd m.in śnięte ryby" – powiedział minister.

Zwrócił też uwagę, że "niski stan wody w Wiśle i wysoka temperatura stwarzają poważne zagrożenie".

Powiedział, że Inspekcja Ochrony Środowiska bada zanieczyszczenie wód związkami chemicznymi i zanieczyszczenie bakteriologiczne, ale to wymaga czasu, bo próbki trzeba poddać hodowli.

Wskazał, że "najbardziej niepokojące jest to, że nie ma końca tego zrzutu ścieków", a "naprawienie awarii może potrwać kilka tygodni czy nawet miesięcy".

Powiedział, że "ważne jest, żeby zahamować wypływ ścieków. Rząd oferuje pomoc. Trzeba zbudować by-pass, tymczasowy rurociąg przy pomocy wojska, to można zrobić w kilka dni".

"My apelujemy, żeby do współpracy doszło (z prezydentem Warszawy Rafałem Trzaskowskim – PAP), aby uniknąć najgorszych skutków. Istnieje, bowiem zagrożenie epidemiologiczne. Trwa namnażanie niebezpiecznych bakterii, zarazków. Szczególnie niebezpieczne może być nagromadzenie osadów ściekowych we Włocławku, gdzie woda prawie nie płynie" – powiedział.

Dodał, że Wisła może zacząć sama się oczyszczać, ale dopiero wtedy, gdy ścieki przestaną do niej wpływać.

Do awarii jednego z kolektorów, przesyłającego ścieki z części lewobrzeżnej Warszawy do oczyszczalni Czajka doszło we wtorek rano. Nieczystości skierowano wówczas do drugiego kolektora, który jednak w środę także przestał funkcjonować. Wskutek awarii zarząd Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji podjął decyzję o zrzucie nieczystości do Wisły. Do rzeki trafia 3 tys. litrów nieczystości na sekundę.