Tysiące ton tworzyw sztucznych, opon i chemikaliów poszło z dymem na skutek plagi pożarów składowisk, która przetacza się przez Polskę. Zdaniem ekspertów śmieci wcale nie płoną z przypadku. Tak jest po prostu taniej.
Ponad 100 strażaków walczyło z żywiołem w ostatnią sobotę w Gorlicach, w woj. małopolskim. Płomienie zajęły ok. 3,6 tys. mkw zakładu przetwarzającego odpady, na których hałdy śmieci sięgały 5 m i ważyły 600–700 ton.
To niejedyny taki przypadek z ostatnich dni. Tylko od marca ogień rozgorzał w kilkunastu gminach w całej Polsce. W niektórych można wręcz mówić o niechlubnej tradycji pożarów rok w rok. Na przykład w Siemianowicach Śląskich pożar z 18 kwietnia to już trzeci taki wypadek od 2014 r. Podobnie w Dąbrówce Wielkopolskiej, gdzie ostatni pożar z 7 kwietnia to trzeci w ostatnich latach.
Reklama
Ekonomia zarzewiem problemu
– Kiedy zabezpieczenia przeciwpożarowe w magazynach lub na składowiskach zawodzą najczęściej? Dziwnym trafem są to weekendy lub dni wolne od pracy – zwraca uwagę Jerzy Ziaja, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarki Recyklingu.

Reklama
I podkreśla, że scenariusz takich incydentów jest zazwyczaj bardzo podobny. Ogień wybucha późnym wieczorem lub nad ranem, a płomienie pojawiają się tam, gdzie przechowywana jest frakcja wysokokaloryczna, tj. opony czy tworzywa sztuczne.
Dlaczego akurat te odpady miałyby być na celowniku podpalaczy? Ano dlatego, że ich recykling staje się coraz mniej opłacalny. Wynika to m.in. z embarga Chin na odpady z UE, które od 2016 r. zamiast być wywożone do Azji, zostają w Europie, przez co zakłady recyklingu nie są w stanie ich wszystkich przerobić.
W efekcie firmy, które jeszcze w poprzednich latach kalkulowały, że uda im się sprzedać odzyskany surowiec i dzięki temu zrównoważyć sobie część kosztów, przeliczyły się.
– Do powstawania pożarów przyczynia się z pewnością brak zbytu dla paliw alternatywnych z odpadów i selektywnie zebranych odpadów (tj. tworzywa sztuczne, czy makulatura) i związane z tym ich nadmierne magazynowanie – mówi Dariusz Matlak, prezes Polskiej Izby Gospodarki Odpadami.
Winne też przepisy
Maciej Kiełbus, prawnik i partner w Kancelarii Prawnej Dr Krystian Ziemski & Partners wskazuje też, że do nasilenia się zjawiska mogły przyczynić się zmiany w prawodawstwie związane z zakazem składowania frakcji energetycznej oraz zbyt małe moce przerobowe instalacji pozwalających na ich zagospodarowanie zgodnie z obowiązującymi przepisami. Mowa o spalarniach, których jest tylko sześć na całą Polskę.
Przypomnijmy, że na mocy rozporządzenia ministra gospodarki w sprawie dopuszczania odpadów do składowania na składowiskach (Dz.U. z 2015 r. poz. 1277) od 2016 r. frakcja wysokokaloryczna nie może być po prostu wyrzucona na wysypisko. Trzeba ją utylizować, czyli przerabiać m.in. na paliwo alternatywne, lub magazynować.
Rzecz w tym, że ten pierwszy sposób staje się coraz mniej opłacalny. Drugi z kolei działa na krótką metę, bo zgodnie z art. 25 ust. 4 ustawy o odpadach (Dz.U. z 2018 r. poz. 650.) odpady można magazynować tylko przez trzy lata.
I jak zwraca uwagę Jerzy Ziaja, zazwyczaj to właśnie pod koniec tego okresu, kiedy już wiadomo, że koniunktura nie służy, a ceny za surowce wtórne nie odbiły się od dna, wybuchają pożary.
Gminy bezbronne...
Jak informuje Rafał Piech, prezydent Siemianowic Śląskich, po ostatnim pożarze gmina złożyła już zawiadomienie do prokuratury.
– To już trzeci pożar w tym samym przedsiębiorstwie na przestrzeni trzech lat i nikt, poza mieszkańcami i ich zdrowiem, nie ponosi z tego tytułu konsekwencji – mówi Piotr Kochanek, rzecznik prasowy UM w Siemianowicach Śląskich.
Czy takie działanie miasta może zapobiegać podobnemu wypadkowi w przyszłości? – Aby w ogóle mówić o sankcjach, należałoby w pierwszej kolejności wykazać, iż mamy do czynienia ze świadomym działaniem określonych osób. A to jest niezwykle trudne – zwraca uwagę Maciej Kiełbus.
Samorządowcy przekonują też, że brakuje im narzędzi, by skutecznie przeciwdziałać takim wypadkom. – Jako miasto mamy ograniczone pole manewru. A to dlatego, że główna instalacja, przyjmując odpady komunalne z województwa, działa na podstawie zgody wydanej w 2016 r. przez urząd marszałkowski, a nie gminny – wskazuje Piotr Kochanek.
Podobne uwagi mają przedstawiciele Śląskiej Partii Regionalnej. Henryk Mercik ze ŚPR przekonuje, że konieczne jest wprowadzenie ustawowego obowiązku prowadzenia uzgodnień na linii gminy – marszałkowie przed wydaniem zezwolenia na składowanie odpadów. – Konieczne jest, aby marszałek mógł odmówić firmie składowania odpadów w przypadku negatywnego uzgodnienia z gminą – twierdzi Mercik.
...czy też współwinne?
Dariusz Matlak, prezes PIGO uważa jednak, że gminy wcale nie są wobec pożarów bezbronne. Często brakuje im natomiast konsekwencji w eliminowaniu podmiotów funkcjonujących niezgodnie ze zezwoleniami, lub które nie wywiązują się ze swoich obowiązków. – Niejednokrotnie zdarza się, że w danej firmie pożar miał miejsce nieraz. Pomimo kilku tego typu zdarzeń zazwyczaj kończy się na pozorowanych działaniach, tj. upomnienia, które w żaden sposób nie ograniczają działalności tego typu podmiotów – mówi ekspert.
I dodaje, że obowiązujące przepisy – pod warunkiem że byłyby odpowiednio egzekwowane – już by wystarczyły, by zrobić porządek z nieuczciwymi firmami. Jego zdaniem wielokrotne pożary tej samej instalacji powinny być wystarczającym powodem do wykreślenia instalacji z wojewódzkiego planu gospodarki odpadami.