– Głównym źródłem problemów uczelni jest zły system finansowania. W dużej mierze dotacja dla nich zależy od liczby studentów. Dlatego opłaca im się przyjmować jak najwięcej kandydatów. W sytuacji niżu demograficznego uczelnie gonią za studentami. To prowadzi do obniżania wymagań i jakości kształcenia – uważa Jarosław Gowin, wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego. I zapowiada, że już w tym tygodniu resort nauki zaproponuje nowy algorytm finansowania uczelni.

Jakość, nie ilość

– Będzie on skonstruowany tak, aby szkołom wyższym opłacało się przyjmować mniej studentów, ale za to lepszych. Chcemy też, aby opłacało im się zatrudniać jak najlepszą kadrę naukową – zapowiada Gowin.

Budżet na naukę i szkolnictwo wyższe

Budżet na naukę i szkolnictwo wyższe

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Wyjaśnia, że obecnie szkoły wyższe dostają za zatrudnienie profesora, który od 10 lat nie wykazuje się żadną aktywnością naukową, tyle samo, co za takiego, który publikuje w prestiżowych czasopismach i jest np. pretendentem do Nagrody Nobla. – Chcemy to zmienić. Dlatego nowy algorytm finansowy przewiduje zwiększenie środków na kadrę naukową w zależności od jej jakości – dodaje.

Nowe zasady dotowania szkół wyższych miałyby zostać wprowadzone już w przyszłym roku. Uczelnie mają jednak mieszane uczucia w związku z tą propozycją. – Sam kierunek zmian wydaje się słuszny. Diabeł jednak jak zwykle tkwi w szczegółach – ocenia prof. Mirosław Szreder, członek Uniwersyteckiej Komisji Finansowej, Uniwersytet Gdański. – O ile nie ma przeszkód w tym, aby od 1 stycznia 2017 r. wprowadzić inne zasady dotowania szkół za kadrę, to zmiana sposobu naliczania dotacji za studentów powinna być odroczona w czasie – stwierdza.

Dodaje, że do tej pory uczelnie były jawnie zachęcane do przyjmowania większej liczby osób na studia. Rekrutowały więc kandydatów nawet z bardzo słabymi wynikami. – Proponowany przez ministra algorytm wywoła odwrotny skutek. Uczelnie muszą się do niego przystosować, powinny mieć przynajmniej jedną rekrutację na zmianę taktyki – uważa.

W jego ocenie propozycja resortu nauki może spowodować, że uczelnie obetną liczbę miejsc na studiach. Obecnie trend jest odwrotny, mimo niżu demograficznego liczba osób przyjętych na studia stacjonarne w państwowych szkołach wyższych rośnie. Spada za to liczba tych, którzy za naukę płacą.

– Może się okazać, że zmiany w dotowaniu uczelni publicznych przysłużą się niepublicznym szkołom wyższym. Jeżeli dla kandydatów nie będzie bezpłatnych miejsc na państwowych uniwersytetach, będą wybierać przeciętne prywatne placówki – mówi prof. Mirosław Szreder.

Cięcia i zwolnienia

Z kolei Piotr Pokorny z Instytutu Rozwoju Szkolnictwa Wyższego obawia się, że propozycja resortu tylko nasili niepożądane zjawiska. – Już obecnie największe uczelnie przyciągają najlepszych maturzystów. One na zmianie zyskają, za to szkoły niemające renomy będą starały się wyrównać straty związane z nowym algorytmem, przyjmując jeszcze więcej studentów – przestrzega Piotr Pokorny.

Dodaje, że jeżeli faktycznie okaże się, że mniejsza liczba studentów będzie zapewniała uczelni wyższą dotację, to rektorzy mogą zacząć zwalniać nauczycieli, którym nie będą mogli zapewnić wystarczającej do zrealizowania pensum liczby godzin dydaktycznych. Podobnie uważa prof. Mirosław Szreder.

– Z drugiej strony naukowcy, którzy nie będą tak obciążeni dydaktyką, będą mieli więcej czasu na badania naukowe. A to oznacza, że po pieniądze na nie zacznie sięgać więcej osób. Tymczasem już teraz środków na naukę jest za mało. Potrzebny byłby wzrost nakładów z budżetu państwa – dodaje Szreder.

Ten postulat wpisuje się w kolejny pomysł ministra Gowina. Wicepremier zapowiada, że będzie zabiegał o zwiększenie środków budżetowych przeznaczonych na naukę.

– W mojej ocenie pula pieniędzy na naukę, która została zaproponowana w projekcie budżetu państwa na 2017 r., jest niewystarczająca. Będę zabiegał o to, aby wzrosła ona o 0,5 mld zł – zapowiada wicepremier.

PKB na naukę zgodnie z zapowiedzią rządu ma wzrosnąć do 2 proc. w 2020 r. (1 proc. z budżetu, 1 proc. z gospodarki). W tym roku z budżetu planowane jest 0,44 proc. PKB.