statystyki

Kulesza: Poemat dla uczonych

autor: Kamil Kulesza15.07.2016, 07:37; Aktualizacja: 15.07.2016, 08:45
nauka-technologie-laboratorium

Zinstytucjonalizowana Nauka Polska funkcjonuje dzięki nakazowo-rozdzielczemu dzieleniu budżetowych środków według profesorskiej „kolejności dziobania”.źródło: ShutterStock

Pod koniec kwietnia DGP (73/2016) opublikował wywiad ze mną pt. „Polska nauka na krześle elektrycznym”, w którym opowiedziałem o ciemnej stronie akademickiego świata – byłem zaskoczony skalą pozytywnego odzewu, który wywołał, zaś redakcja zaczęła planować debatę na temat sytuacji w polskiej nauce. Równolegle nadsyłane były do mnie opisy różnych patologii oraz historie ciężkiej doli tych, którzy z różnych powodów nie znaleźli się w gronie pupilków starszych kolegów dzielących etaty i pieniądze. Cóż, jak mawiają złośliwi: Nauka polska doskonale radzi sobie z zadaniem przerabiania diamentów na węgiel.

System ten tkwi mentalnie i organizacyjnie w czasach minionej gospodarki nakazowo-rozdzielczej, więc pisząc więcej na ten temat, postanowiłem posłużyć się pewnymi odniesieniami „z epoki”, i to poczynając od tytułu artykułu.

Jeden dzień Iwana Denisowicza

Po pobycie podoktorskim w Cambridge (Department of Applied Mathematics and Theoretical Physics) zdecydowałem się wrócić do Polski i zbudować, wraz ze współpracownikami, interdyscyplinarne centrum badawcze, którym do dziś kieruję. Od samego początku jednostka ta jest finansowana przede wszystkim ze środków pozyskiwanych od firm i instytucji. Zaczerpnięty z Oxbridge (Oxford i Cambridge) mechanizm jest prosty: my rozwiązujemy ich problemy badawcze, używając matematycznego sposobu myślenia, oni nam płacą. To, co robimy, łączy w sobie zarówno badania podstawowe, jak i stosowane.

Stymulację intelektualną i możliwość zajmowania się ciekawymi zagadnieniami dostajemy niejako w prezencie razem ze środkami na badania. Nie są to łatwe do zdobycia pieniądze, a to, co wytworzymy, musi być dostarczone w terminie i praktycznie stosowalne. To nie jest grant, który – jak mawiają doświadczeni polscy uczeni – „zawsze da się jakoś sprawozdać”.

Udało się nam doprowadzić do sytuacji, kiedy to działamy bez korzystania z publicznych środków (krajowych czy unijnych) przeznaczonych na finansowanie nauki. Podobnie jak bohater opowiadania Aleksandra Sołżenicyna, cieszę się z każdego dnia, który udało się w polskim środowisku akademickim przeżyć. Bo dajemy konstruktywny przykład, będąc w opozycji do powszechnego w polskiej nauce „niedasiowania” i podejścia „daj mi, daj mi”.

Po co jest ten miś?


Pozostało jeszcze 77% treści

2 dostępy do wydania cyfrowego DGP w cenie
9,80 zł Za pierwszy miesiąc.
Oferta autoodnawialna
PRENUMERATA 2020
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (2)

  • obserwator(2016-07-21 07:34) Zgłoś naruszenie 10

    Ciekawe dlaczego taki artykuł został napisany a raczej powtórzony. Mam podejrzenie że jest pisany na zamówienie rządzących w tym kraju. Minister Gowin już wydał trochę pieniędzy na inne cele niż szkolnictwo wyższe a pewnie planowane jest dalsze przesunięciem srodko

    Odpowiedz
  • Karpmax(2017-10-29 18:08) Zgłoś naruszenie 01

    Oj Kamilku niech Ci tylko żyłka nie pęknie...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane