Zintegrowany System Kwalifikacji ma pomóc pracownikom i firmom wchodzić na europejski rynek. Długotrwałe prace nad ustawą do dziś nie zostały zakończone.
Reklama
To dla Polski duży problem – jeśli nie przyjmiemy jej do końca roku, nie tylko będziemy musieli zwracać 68 mln zł już wydane na program, ale też prawdopodobnie zostaną nam zablokowane środki w kolejnej unijnej perspektywie budżetowej. Posłowie PiS złożyli więc w Sejmie projekt ustawy o ZSK, jednak sama minister edukacji, której resort zajmuje się sprawą, przyznaje, że ustawa może nie być najlepszej jakości.
– Ustawa była w opracowaniu przez pięć lat. Mieliśmy dwa tygodnie, żeby wyłapać najpoważniejsze błędy. Taki tryb, z pokorą przyznaję, może powodować niedociągnięcia – mówiła Anna Zalewska w czasie pierwszego czytania dokumentu w sejmowej komisji edukacji i młodzieży. Poprosiła jednak posłów, by regulację przyjęli. Zaproponowała, by dopracować ją później, ale już na spokojnie, bez unijnego topora nad głową.

Reklama
Dzięki zintegrowanemu systemowi kwalifikacji dyplomy i certyfikaty uzyskiwane w różnych branżach będą porównywalne, określona też zostanie jakość kursów i szkoleń – w każdym przypadku będzie jasne, jaki poziom umiejętności, wiedzy i kompetencji uzyskał absolwent. Aby wejść na dany poziom, organizator będzie musiał spełnić takie same wymagania, niezależnie od kraju, w którym prowadzi działalność. Dzięki temu nie tylko u nas, ale w każdym kraju Unii, który przyjął już podobne rozwiązania, będzie czytelne, czego można wymagać od pracownika z certyfikatem umiejętności, np. na poziomie 7. W założeniu wagę będzie miał już nie tyle dyplom z renomowanej szkoły czy firmy szkoleniowej, ile to, co za nim stoi. To z kolei ułatwi rekrutację pracowników, ich przepływ, a nawet organizowanie przetargów – w procedurę będzie można wpisać to, jakich specjalistów będzie musiała przyjąć realizująca zadanie firma. Rozwiązania, które wprowadza zintegrowany system kwalifikacji, to odpowiedź na zmiany zachodzące na rynku pracy i w gospodarce.
Prace trwają dłużej niż pięć lat. Już w 2008 r. Katarzyna Hall, ówczesna szefowa MEN, powołała grupę roboczą do spraw ZSK. Z prac zespołu powstał wstępny projekt wdrożenia ram kwalifikacji. W lutym 2010 r. premier powołał międzyresortowy zespół, który przygotował i przyjął założenia dla systemu oraz wstępną koncepcję raportu referencyjnego. W maju 2013 r. raport przekazano Komisji Europejskiej. Choć cały czas trwały konsultacje, nie przekładały się one na rozwiązania ustawowe. W styczniu tego roku Tadeusz Sławecki, dziś już były wiceminister edukacji, ostrzegał w piśmie do Ministerstwa Finansów, że jeśli prace nie przyspieszą, Polska straci nie tylko pieniądze już wydane na ZSK, ale także dostęp do środków z kolejnej perspektywy. Przyjęcie ustawy jest warunkiem korzystania z pieniędzy Europejskiego Funduszu Społecznego. Sławecki pisał wtedy o 412 mln zł.
Rząd założenia do ustawy przyjął w marcu tego roku. Łącznie w spotkaniach konsultacyjnych uczestniczyło około 200 osób reprezentujących 101 instytucji. Do dziś nie udało się jednak przeprowadzić procesu legislacyjnego. Ustawa została w spadku dla nowego Sejmu. Teraz zostały jeszcze dwa posiedzenia, by ją przyjąć.
Wątpliwości posłów budzi między innymi art. 23, który przewiduje, że na decyzję MEN o tym, czy dopisać jakąś kwalifikację do tworzonego przez ustawę rejestru, nie przysługuje skarga do sądu administracyjnego. Zastrzeżenia do tego artykułu ma Paweł Skutecki z komitetu Kukiz’15. Jego zdaniem taki zapis daje w sferze kwalifikacji w praktyce nieograniczoną władzę ministrowi edukacji. – Jeżeli z kalkulacji będzie wynikało, że ta ustawa przyniesie więcej szkód niż pożytku, to może warto oddać te 68 mln zł – ocenił poseł.
– Ustawa jest także niespójna z ustawą o szkolnictwie wyższym – dodaje przewodniczący komisji edukacji Rafał Grupiński (PO). Zapowiada, że w drugim czytaniu posłowie będą badać te nieścisłości wraz z przedstawicielami ministra nauki.
Samo wprowadzenie przepisów to jednak nie koniec naszych zobowiązań. Chodzi bowiem nie tylko o podstawę prawną. – Ten system ma zadziałać do końca 2016 r. Zobowiązania te zostały wpisane również do programu POWER – tłumaczy poseł Krystyna Wróblewska z PiS. To Program Operacyjny Wiedza Edukacja Rozwój, który ma zastąpić prowadzony dotychczas program Kapitał Ludzki. Pochodzące z niego środki mają być wykorzystane między innymi na rzecz wspierania powrotów kobiet na rynek pracy, finansowanie szkół wyższych i ich współpracę międzynarodową.
Prace nad ustawą zaczęły się jeszcze w 2008 roku. I nie skończyły do dziś