- Oczywiście bardzo bym chciał, aby nasz apel został wysłuchany. Decyzje dotyczące finansowania nauki i szkół wyższych nie mogą zapadać ponad naszymi głowami, przecież koniec końców to studenci będą borykać się z ich skutkami. Dwa lata temu podobny problem mieliśmy z MNiSW, które nie dostrzegało w nas partnera do rozmów - uważa Mateusz Mrozek przewodniczący Parlamentu Studentów Rzeczypospolitej Polskiej.
Kolejny raz zabrakło państwa przy stole, przy którym toczy się rozmowa na temat przyszłości szkolnictwa wyższego i nauki.
Tak. Kilka miesięcy temu na debacie zorganizowanej przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zabrakło dla nas miejsca przy stole. Z kolei w ubiegłym tygodniu premier Ewa Kopacz nie zaprosiła nas do rozmów o budżecie na 2016 r., o którym dyskutowała z innymi przedstawicielami środowiska akademickiego. Dziwi nas to, ponieważ jesteśmy najliczniejszą jego częścią. Jest nas ponad 1,5 mln. Nie przypisuję złej woli, ale nie może być tak, że studenci są na szarym końcu.
A czy mają państwo cokolwiek do zaproponowania?
Reklama
Popieramy innych przedstawicieli środowiska akademickiego, którzy walczą o zwiększanie PKB na naukę i szkolnictwo wyższe. Chcemy ich wesprzeć oraz usłyszeć, jakie ustalenia zostaną poczynione. Ponadto realizacja naszych propozycji, ważnych dla studentów, również zależy od środków z budżetu państwa. Przykładowo w ostatnich tygodniach przesłaliśmy pismo z prośbą o zajęcie się kwestią ubezpieczenia zdrowotnego wygasającego w sytuacji podjęcia przez studenta pracy zarobkowej. Sprzeciwiamy się także konstrukcji podatku od osób fizycznych, która nakłada zobowiązania podatkowe na studentów, jeśli byli oni zwolnieni z czesnego lub sfinansowano ich udział w konferencji z budżetu uczelni. Jest to wówczas traktowane jako dochód, który nie jest zwolniony od obowiązku podatkowego. Rozważenia wymagają także takie pomysły, jak możliwość uzyskiwania stypendiów rektora i stypendium dla osób niepełnosprawnych także na drugim kierunku studiów. Dyskusja musi również obejmować temat reformy kredytów studenckich.
Następne spotkanie przedstawicieli nauki z premierem ma się odbyć w tym tygodniu. Czy liczy pan, że tym razem będzie tam miejsce dla studentów?
Oczywiście bardzo bym chciał, aby nasz apel został wysłuchany. Decyzje dotyczące finansowania nauki i szkół wyższych nie mogą zapadać ponad naszymi głowami, przecież koniec końców to studenci będą borykać się z ich skutkami. Dwa lata temu podobny problem mieliśmy z MNiSW, które nie dostrzegało w nas partnera do rozmów. Obecnie resort konsultuje z nami proponowane zmiany i nie lekceważy głosu studentów. Teraz musimy zawalczyć o to samo w przypadku rządzących na wyższym szczeblu – chodzi o panią premier czy o prezydenta. Przecież nie można podejmować decyzji o przyszłości młodych ludzi bez ich udziału. To my wiemy, jakie są obecnie największe problemy tego środowiska.