statystyki

Kulesza: Pracownicy nauki czy naukowcy

autor: Kamil Kulesza03.06.2015, 07:53; Aktualizacja: 03.06.2015, 10:10

W mediach larum grają – naukowcom źle się dzieje, a szczególnie źle jest z pieniędzmi. Na finansowanie nauki narzekają wszyscy – od młodych po szacownych profesorów. Jednak czy funkcją nauki powinno być głównie zapewnianie środków na utrzymanie uczonych i ich rodzin?

Debata toczy się od lat i wielu z przedstawianych obserwacji nie można odmówić słuszności. Zwłaszcza tym poczynionym przez młodych badaczy, a dotyczących patologii w tzw. Nauce Polskiej. Wydaje się jednak, że istnieje jeden pogląd łączący wszystkich zabierających głos w tej wieloletniej debacie: finansowanie budżetowe jest warunkiem koniecznym dla samego istnienia nauki.

Jak zwykł mówić jeden z moich mentorów w Cambridge, problemem współczesnej nauki jest rosnąca liczba pracowników nauki, a spadająca naukowców. W tym kontekście bycie naukowcem to przede wszystkim ciekawość poznawcza, kreatywność oraz realizowanie swoich pasji, poszukiwanie prawdy, a często i nonkonformizm. W przeszłości wielu spośród gigantów umysłu środki na swoje utrzymanie czerpało głównie z innych źródeł niż praca naukowa, i to niekoniecznie dlatego, że nie było jeszcze zinstytucjonalizowanego systemu finansowania nauki. Przykłady można byłoby mnożyć od antyku po dziś dzień. Choćby genialny twórca analizy funkcjonalnej Stefan Banach dorabiał do pensji (profesorskiej w II RP!), m.in. pisząc podręczniki do matematyki dla szkół, a wielki logik Alfred Tarski był nauczycielem w szkole średniej. Mimo tego to właśnie oni dokonali trwałego wkładu w rozwój myśli ludzkiej i z tego dorobku korzystamy do dziś. I to dzięki m.in. takim historycznym przykładom społeczeństwo płaci tym, którzy określają się jako naukowcy, za realizowanie ich pasji, oczekując jednak, że choć niektórzy coś w zamian wniosą.


Pozostało jeszcze 52% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • smutna prawda(2015-06-04 00:26) Zgłoś naruszenie 00

    cyt."Przykłady można byłoby mnożyć od antyku po dziś dzień. Choćby genialny twórca analizy funkcjonalnej Stefan Banach dorabiał do pensji (profesorskiej w II RP!), m.in. pisząc podręczniki do matematyki dla szkół, a wielki logik Alfred Tarski był nauczycielem w szkole średniej. Mimo tego to właśnie oni dokonali trwałego wkładu w rozwój myśli ludzkiej i z tego dorobku korzystamy do dziś."

    Ja wątpię w to, czy Banach i Tarski dokonaliby tych odkryć, których dokonali, gdyby tak kazano się im uczyć np. programowania sieciowego w Javie, czy bycia adminem sieci jakiejś firmy, a TAKA właśnie ściezka rozwoju czeka dzisiaj niemałą częśc ludzi z doktoratami z chemii, fiyzki, czy matemtayki. Proszę zauważyć, że Banach, jak sam Pan napisał, dorabiał pisząc podręczniki z MATEMATYKI, a Tarski uczył w szkole. Podobnie Infeld był kierownikiem szkoły w Koninie. Tyle, że poza tym, że w tamtych czasach nikt nie śnił chyba nawet o programowaniu sieciowym, to nie było też, głupawego systemu, który uzależniałby szansę na etat od cytowań prac danego naukowca, i to rzecz jasna, "koniecznie" opublikowanych w czasopismach "listy filadelfijskiej".

    ALE MAŁO TEGO. W Polsce funkcjonują bowiem, dwa beznadziejnie GŁUPIE systemy kształcenia.

    PIERWSZY z nich: system EDUKACJI I OŚWIATY, "produkował" i "produkuje" nadal, INTELEKTUALNYCH IMPOTENTÓW w zakresie dziedzin przyrodniczych i ścisłych, ci są zaś "zasysani" przez DRUGI system: NAUKI I SZKOLNICTWA WYŻSZEGO, wskutek czego, wielu z nich ląduje w pojemniku o nazwie "kierunki humanistyczne i społeczne", gdzie stanowią niemały odsetek studiujących te kierunki. Tak więc, prowadzącym tam zajęcia, tych zajęć nie brakuje. ZUPEŁNIE INACZEJ jest w przypadku ludzi, prowadzących zajęcia na kierunkach ścisłych (z wyjatkiem informatyki).

    MAŁO KTO zdaje sobie sprawę, JAK FATALNE ma to następstwa w odniesieniu do jakosci badań naukowych w naukach ścislych i przyrodniczych, prowadzonych na polskich uczelniach.

    Aby bowiem dostac etat naukowo-dydaktyczny na uczelni, należy spełnić zasadę wypełnienia pensum dydaktycznego:

    NIE MA DOPOWIEDNIEJ ILOŚCI ZAJĘĆ, KTÓRE MOGŁ(A)BY POPROWADZIĆ PAN(I) X. ZAINTERESOWANY ETATEM PRACOWNIKA NAUK.-DYDAKT. W DANEJ JEDNOSTCE NA UCZELNI => NIE MA DLA PANA(PANI) X., ETATU W TEJ JEDNOSTCE.

    Powoduje to, że najważniejszym i najbardziej uświęconym elementem życia naukowca pracujacego na uczelni, są ZAJĘCIA ze studentami i w sumie, mało istotne, JAKIE to zajęcia, najważniejsze jest to, że w ogóle... SĄ.

    Od razu z tego widać, JAKIE dyscypliiny jest NAJŁATWIEJ uprawiać w Polsce, jako dyscypliny nauki. O tym, JAKIE to dyscypliny, decydują... UPODOBANIA MATURZYSTÓW I STUDENTÓW co do wyboru kierunku studiów. TO WŁAŚNIE DLATEGO, np. fizycy muszą się przekwalifikowywać np. na programistów - a skoro niektórym z nich za 2100-2400 PLN, jakie dostawaliby na uczelni, jako adiunkci, bardzo trudno byłoby utrzymać rodzinę, więc wolą już zarabiać na początek 4000 PLN w firmie, zajmując się tylko programowaniem, czy administrowaniem sieci, bez konieczności uzyskiwania punktów z listy MNiSW i prowadzenia zajęć.

    No, ale przecież, CO TO moze obchodzić np. Panią Iksińską, czy Pana Iksińskiego, którzy się cieszą, ze ich córka dostała się na "wymarzone prawo" lub na filozofię ? Przecież REALNY ŚWIAT pracy naukowej i dydaktycznej, jest dla ogółu tym, czym dla przeciętnego Chińczyka, było ZAKAZANE MIASTO w dobie chińskich cesarzy.

    Dopóki tak będzie z polskim systemem edukacji i oświaty, to najczęściej, jeśli chodzi o przełomowe odkrycia, to będziemy się dowiadywać, że dokonano ich w Chinach, Francji, Japonii, USA, Wlk Brytanii itd. Proszę wreszcie przestać się łudzić.

    Miliony złotych wydanych na edukację i oświatę, kolejne miliony wydane na badania naukowe i szkolncitwo wyższe - to wszystko popłynęło i płynie szeroką rzeką. Pani MInister wymyśliła program o jakże obiecującej nazwie "Horyzont 2020", powstało Narodowe Centrum Nauki (NCN), Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR), proszę, Fundacja Nauki Polskiej daje nagrody, proszę, jak wspaniale !

    NO I CO ? No, nic... UJ i UW są nadal w trzeciej setce w rankingu światowym uczelni... trudno...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane