Każda reakcja jest lepsza niż jej brak. Lepiej trzy razy zadziałać nadmiernie, niż raz się odwrócić od realnego zła – mówi Mikołaj Pawlak, rzecznik praw dziecka.

Czy szkoła jest dziś miejscem, które daje dziecku poczucie bezpieczeństwa?

Szkoła, jak dom, musi być miejscem bezpiecznym. Choć niestety zdarzają się nieprawidłowości, które bywają skutkiem niekompetencji, a czasami obojętności dorosłych. W szkołach to wychowawcy, nauczyciele powinni dbać o dzieci, w szczególności dostrzegać oznaki zagrożenia. I reagować! Podobnie w domu. Mamy rodziców, którzy są najlepszymi obrońcami dzieci. Są jednak i tacy, którzy stają się ich katami. Tak było w przypadku Kamila z Częstochowy.

Trwa dyskusja, na jakim etapie i czyjej reakcji zabrakło. Na drugim biegunie zdaje się dyrektor III LO w Tarnowie, który zyskawszy wiedzę, że jego uczennica może być ofiarą przemocy domowej, zaalarmował sąd rodzinny. Dziś ma postępowanie dyscyplinarne, a kurator małopolska sugeruje, że sprawa ma drugie dno. Jakie?

Mam dostęp do akt rodzinnych, karnych i dyscyplinarnych obu spraw. O Kamilu, jego rodzinie i rodzeństwie, wiedziało wiele instytucji od 2015 r. Nikt jednak chłopca nie wysłuchał. Dopiero ostatnia szkoła, do której uczęszczał, wszczęła alarm, zawiadomiła pomoc społeczną. Jednak zabrakło kogoś, kto połączyłby niepokojące sygnały w całość – i wyciągnął prawidłowe wnioski, by zareagować. A sprawa z Tarnowa? Każda reakcja jest lepsza niż jej brak. Dlatego apeluję, by nie bać się zawiadamiania służb. Nasza reakcja spowoduje, że instytucje będą ponosić odpowiedzialność za działania lub zaniechania. Gdy zawiadomienia nie ma, wszyscy rozkładają ręce: nie było sygnału, nie ma winnego. Lepiej trzy razy zadziałać nadmiernie, niż raz się odwrócić od zła. Bo ten jeden raz może mieć tragiczne konsekwencje.

Dopytam: czy dyrektor zadziałał prawidłowo?

Dyrektor zarządza dużą instytucją i czerpie wiedzę o uczniach od pracowników. Zaangażowany nauczyciel doskonale zna swoją klasę, potrafi rozpoznać, czy dzieje się coś złego. I tak było w przypadku uczennicy z tarnowskiego liceum. A że pani kurator poleciła wszcząć wobec dyrektora postępowanie? To sprawa złożona, postępowanie dyscyplinarne się toczy, a ja biorę w nim udział jako rzecznik praw dziecka (RPD), nie mogę się wypowiadać. Ale mogę powiedzieć jedno: rezultatem nie może być zniechęcenie do reagowania. Alarmujmy, nawet jeśli będziemy musieli się tłumaczyć przed jakimś gremium.

Widzi pan potrzebę wprowadzenia dodatkowych standardów bezpieczeństwa do szkół?

Pewne dobre rozwiązania istnieją już od lat. Chodzi m.in. o konieczność weryfikowania w rejestrze sprawców przestępstw na tle seksualnym osób zatrudnianych do pracy z dziećmi. Co ważne – szkoły mają taki obowiązek, który płynie z art. 21 ustawy o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym. Moje kontrole prowadzone od ponad roku w różnych instytucjach pokazują jednak, że z wypełnianiem go jest różnie.

O jakich kontrolach pan mówi? Szkół przyjaznych LGBTQ+?

Zacznę od 48 organizacji pozarządowych, które kontrolowałem rok temu. Gros z nich mówi dużo o poszanowaniu praw, równouprawnieniu, świadomości. Okazało się, że część nie ma nawet założonego konta w rejestrze, nie sprawdza swoich pracowników. Pojawia się więc wątpliwość, czy na pewno zapewniają bezpieczeństwo uczniom, skoro zaniedbują tak podstawowy obowiązek. Co do szkół – kontrole jeszcze trwają, ale pierwsze wyniki są zatrważające. Na kilkanaście sprawdzonych dotąd szkół publicznych, prowadzonych przez samorząd i nadzorowanych przez kuratoria, tylko połowa realizuje obowiązek prewencyjny. Niektóre w ogóle nie sprawdzają pracowników, nawet nie mają założonego konta w rejestrze pedofilów. A to po pierwsze ich obowiązek, a po drugie łatwa i szybka procedura – wystarczy podpis kwalifikowany dyrektora, kilka minut na wysłanie zapytania i odczytanie weryfikacji. Jest jeszcze trzecia grupa szkół: mają konto w rejestrze, ale od kilku lat z niego nie korzystały. Jak podniosły się głosy sprzeciwu wobec moich działań, że rzekomo dyskryminuję czy atakuję szkoły nazywane przyjaznymi LGBTQ+, placówki zaczęły hurtowo sprawdzać pracowników.

O czym to świadczy?

O tym, że te szkoły wybiórczo podchodzą do przepisów powszechnie obowiązujących. Można zadać pytanie: komu są przyjazne? I dlaczego akurat w nich nie wywiązano się z tak podstawowego obowiązku zwiększającego bezpieczeństwo dzieci? To pozostawiam jako pytanie retoryczne.

To raczej pytanie z mocną sugestią. Czy prowadził pan takie kontrole w innych szkołach?

Mam perspektywę ponad 100 kontroli rocznie. Pytanie o weryfikację w rejestrze pada zawsze, przy okazji różnych skarg, czy dotyczą szkoły baletowej, muzycznej czy grupy wyznaniowej. Tam takiego niedopatrzenia nie odnotowałem.

W przypadku organizacji złożył pan zawiadomienia na policję i do prokuratury. Czy wiadomo, ile ostatecznie spraw trafiło do sądów i jaki był tego efekt?

Postępowania trwają. Do końca roku będę to weryfikował, by ta informacja znalazła się w kolejnym rocznym sprawozdaniu z działalności. W przypadku wspomnianych szkół muszę zareagować identycznie, czyli złożę zawiadomienie do organów w sprawie złamania przepisów prawa, z kolei do kuratorium trafią zawiadomienia o tym, że dyrekcja placówki nie dopełniła spoczywających na niej obowiązków. Dodatkowo poinformuję Ministerstwo Edukacji i samorząd jako organ prowadzący.

Nie wystarczyłoby po wykryciu nieprawidłowości zobowiązać szkoły do nadrobienia zaległości? Jaki wpływ na intensywność pana działań ma to, że są to szkoły z listy przyjaznych LGBTQ+?

Nie ma żadnego – to standardowa procedura, do której zobowiązuje mnie prawo, choć pewnie zaraz usłyszę, że straszę szkoły prokuratorem. Co jednak by się stało, gdybym nie złożył zawiadomienia i gdyby przy takim hurtowym sprawdzeniu pracowników jakaś szkoła odkryła, że jej nauczyciel w tym rejestrze figuruje? Wówczas pojawiłby się zarzut, że to ja nie dopełniłem obowiązków.

Czy należy zmienić prawo, by poprawić bezpieczeństwo dzieci?

Oczekuję powszechnej strategii przeciwko przestępstwom seksualnym wobec dzieci oraz przeciwko przemocy wobec dzieci. Proszę pamiętać, że RPD jest konstytucyjną instytucją powołaną do ochrony praw dzieci. Dwa lata temu powołałem w biurze zespół ds. przestępczości wobec dzieci do badania najbardziej drastycznych spraw. Jest ich około tysiąca rocznie. Pierwsze wyniki z analizy trwającej w 2022 r. są w informacji rocznej RPD złożonej w parlamencie posłom i senatorom. Teraz opisuję szczegóły badanych spraw z ostatnich lat. To, czego mi brakuje, to obowiązku zawiadamiania mnie przez instytucje państwa, takie jak sąd, prokuratura, policja czy kuratorzy i asystenci, że jest przypadek, który dotyczy poważnego naruszenia bezpieczeństwa dziecka. Jako rzecznik mógłbym wtedy szybciej reagować i nie byłoby sytuacji, że o niektórych pokrzywdzonych małoletnich dowiaduję się z mediów.

W Sejmie jest projekt ustawy o ochronie małoletnich, który zawiera m.in. standardy ochrony dziecka, wprowadza kwestionariusz oceny jego sytuacji, reprezentanta prawnego, obowiązek wysłuchania, obligatoryjne szkolenia dla sędziów rodzinnych i analizę przypadków krzywdzenia dzieci. Czy powinien zostać teraz w trybie pilnym przeprocedowany?

Zawiera rozwiązania, które popieram. Jest też odpowiedzią na wiele moich wystąpień generalnych, w których alarmowałem o brakach w przepisach co do wysłuchania dziecka chociażby przy procedurze Niebieskiej karty czy w sprawach rodzinnych. Można dyskutować o szczegółach, np. czy to zadanie dla resortu jako władzy wykonawczej, czy dla RPD jako instytucji ochrony praw i kontroli. Jednak to jest kwestia wtórna. Mechanizmy pozwalające na lepsze zbadanie sytuacji dzieci, wysłuchanie ich, powinny być narzędziami jak najszybciej dostępnymi dla instytucji państwa.

Zaapeluje pan do marszałek Sejmu, by włączyła projekt do dziennego porządku najbliższego posiedzenia?

Wiem, że sprawy dzieci są jednymi z najważniejszych dla pani marszałek, z którą pozostaję w kontakcie. Apelować należy do polityków, by krzywdy dzieci nie wykorzystywali do celów politycznych. Ufam, że w tych sprawach możliwe będzie porozumienie w parlamencie. ©℗

Rozmawiała Paulina Nowosielska