580 na 1145 ocenionych uczelni i instytutów odwołało się od przyznanej kategorii naukowej - wynika z danych Ministerstwa Edukacji i Nauki, do których dotarł DGP.
- Oznacza to, że połowa zakwestionowała przyznaną kategorię, to bardzo dużo - komentuje prof. Piotr Stec z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Opolskiego. - Widocznie oceniani uważają, że przyznane im noty są niesprawiedliwe i mają poważne wątpliwości co do rzetelności całego procesu ewaluacji - dodaje.

Ewaluacja jakości działalności naukowej - (nie)słuszna ocena

Reklama
Ewaluacja jakości działalności naukowej objęła dorobek z lat 2017-2021. Od przyznanych kategorii zależą uprawnienia (np. do prowadzenia studiów, nadawania stopni naukowych, posiadania statusu uczelni akademickiej itd.) i wysokość finansowania z budżetu państwa przez kolejne lata. Mimo że większość uczelni i instytutów (prawie 85 proc.) otrzymała kategorię co najmniej B+, więc zachowała uprawnienia, to wiele z nich zdecydowało się złożyć odwołanie od przyznanej noty.
- W przypadku wyników ewaluacji nie zadziałała ogólna zasada, że uzasadnienie decyzji powinno być napisane tak, żeby instytucja po zapoznaniu się z jego treścią była przekonana, że oceniono ją słusznie - mówi prof. Stec. Dodaje, że w tej ewaluacji o ostatecznym wyniku mógł decydować przypadek - jeden duży grant zdobyty przypadkowo przez mały zespół mógł pomóc mu uzyskać lepszy wynik, niż ma duża uczelnia. - W ten sposób wysokie kategorie uzyskiwały ośrodki, które dotychczas nie były widoczne na naukowej mapie Polski. Zawiodły ministerialne algorytmy, które wyraźnie nie odcinały przy wyliczaniu progów na kategorie wartości skrajnych - uważa prof. Stec.

Reklama
Poza tym ze względu na pandemię i zmiany reguł gry ewaluacja odbyła się na wariackich papierach. - Wprowadzono taryfę ulgową, łagodzącą negatywne skutki ewaluacji, jednak zadziałała ona tylko w przypadku niektórych uczelni i instytutów. To też może być kwestionowane - uważa prof. Stec.
Niektórzy mają wątpliwości, czy recenzenci oceniający inne placówki naukowe byli obiektywni. - Mogli otrzymać od swoich uczelnianych władz polecenie, aby wyciąć konkurencję, oceniając gorzej innych. To jest oczywiście nie do udowodnienia, ale o tym się szepcze na uczelnianych korytarzach. Faktem jest natomiast, że walczyliśmy ze sobą, zamiast prezentować wspólny front. W grę wchodzą miliony do podziału, a więcej otrzymują ci, którzy zdobyli wyższą kategorię - mówi jeden z naukowców.

Wiele zastrzeżeń do oceniających placówki naukowe

Z danych MEiN wynika, że odwołania najczęściej dotyczą nieuwzględnienia przez Komisję Ewaluacji Nauki (KEN) konkretnego osiągnięcia (publikacji, patentu, projektu itp.) oraz punktacji przyznanej za przedstawione opisy wpływu działalności naukowej na funkcjonowanie społeczeństwa i gospodarki.
- W części wniosków podnoszone są zastrzeżenia do opinii ekspertów oceniających podmioty kandydujące do kategorii A+, ustalonych przez komisję progów procentowych w celu wyłonienia podmiotów, których działalność naukowa prowadzona w ramach poszczególnych dyscyplin zostanie zaliczona do kategorii A+, a także do sposobu ustalenia pozycji nauki polskiej w skali międzynarodowej w poszczególnych dyscyplinach - wyjaśnia Adrianna Całus-Polak, rzeczniczka prasowa MEiN.
Potwierdzają to również uczelnie. Odwołania złożył m.in. Uniwersytet Śląski (UŚ) w Katowicach. - W uczelni prowadzona jest działalność naukowa w 25 dyscyplinach naukowych i artystycznych. Do części przyznanych im ocen mamy zastrzeżenia - informuje Małgorzata Poszwa, rzeczniczka UŚ. Dotyczyły one przede wszystkim trzeciego kryterium ewaluacyjnego, czyli właśnie oceny wpływu działalności naukowej prowadzonej w danej dyscyplinie na funkcjonowanie społeczeństwa i gospodarki. - Wpływ ten podlegał ocenie eksperckiej, która nie zawsze, naszym zdaniem, w odpowiednim stopniu uwzględniała jego realny zasięg i znaczenie. Z innymi decyzjami - także tymi dotyczącymi skierowania sprawy na drogę sądową - Uniwersytet Śląski wstrzyma się do zakończenia procesu ewaluacji i uzyskania właściwych wyników - dodaje.
Podobne zastrzeżenia miała m.in. Akademia im. Jakuba Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim czy Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie (UMCS). Ten ostatni złożył sześć odwołań w dyscyplinach: filozofia, językoznawstwo, informatyka techniczna i telekomunikacja, nauki o polityce i administracji, nauki chemiczne oraz nauki o Ziemi i środowisku. - Odwołania w szczególności dotyczyły prośby o ponowną weryfikację dorobku naukowego, projektów czy opisów wpływu prowadzonej działalności. W zależności od wyników odwołania będziemy rozpatrywać możliwe ścieżki postępowania - zapowiada Aneta Adamska, rzeczniczka UMCS.

Co dalej? MEiN na razie sprawdza odwołania

MEiN na razie sprawdza odwołania pod względem formalnym. - Po tej analizie (np. terminu złożenia, podpisu osoby uprawnionej do występowania w imieniu podmiotu) wnioski są przekazywane do KEN. A ta, zgodnie z art. 269 ust. 5 ustawy z 20 lipca 2018 r. - Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 574 ze zm.), będzie miała dwa miesiące na zaopiniowanie wniosku. Pierwszych opinii komisji spodziewamy się w listopadzie br. - wyjaśnia Adrianna Całus-Polak.
Dodaje, że po otrzymaniu stanowiska KEN minister ponownie rozpatrzy sprawę, z uwzględnieniem argumentów oraz zarzutów, i podejmie stosowną decyzję. - Z uwagi na liczbę złożonych wniosków nie jest obecnie możliwe jednoznaczne wskazanie, kiedy proces zostanie zakończony, ale intencją ministerstwa jest jak najszybsze wydanie decyzji - deklaruje rzeczniczka. ©℗
Zasady ewaluacji uczelni i instytutów / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe