Wysokość średniego wynagrodzenia nauczycieli określa Karta nauczyciela w art. 30 ust. 3, odnosząc zawarte tam wskaźniki do wysokości kwoty bazowej dla nauczycieli zawartej w ustawie budżetowej. W projekcie na rok 2023, dostępnym na stronach Ministerstwa Finansów, wysokość kwoty bazowej dla nauczycieli zawarta jest w art. 9 ust. 2. Począwszy od stycznia 2023 r. wynosi ona jednak (w projekcie ustawy) 3693,46 zł. Jest zatem wyższa od tej z zeszłego roku o 4,4 proc. Proponowana wartość kwoty bazowej odpowiada więc wynagrodzeniom po majowych podwyżkach oraz uwzględnia zmiany w wynagrodzeniach od września tego roku dla nauczycieli początkujących. Nie ma w wysokości kwoty bazowej żadnych podwyżek na rok przyszły.
Można założyć, że kwestia nauczycielskich podwyżek w przyszłym roku nie jest jeszcze zamknięta
Czy nauczyciele powinni się martwić? Projektowana przez rząd na rok przyszły rzeczywistość z punktu widzenia portfeli nauczycieli na szczęście wygląda o wiele lepiej, niż wynikałoby z analizy samej tylko kwoty bazowej. Możemy się o tym dowiedzieć, analizując wysokość środków finansowych w przyszłorocznej subwencji oświatowej oraz wysokość odpowiednich rezerw celowych budżetu państwa. Można po takiej analizie oszacować możliwości finansowe zawarte w projekcie budżetu. Część oświatowa subwencji ogólnej w projekcie została określona w kwocie 60,6 mld zł i wzrasta w stosunku do ustawy budżetowej na 2022 r. o 7,3 mld zł (16,7 proc.). Trzeba jednak pamiętać, że w 2022 r. zwiększano subwencję oświatową kilkukrotnie.
Reklama
Miało to związek z podwyżkami wynagrodzeń od maja, standaryzacją zatrudnienia nauczycieli specjalistów oraz zmianami w awansie zawodowym. Łączna kwota zwiększenia to ok. 2,6 mld zł. Oznacza to, że wzrost subwencji na 2023 r. to tak naprawdę 4,7 mld zł. Nawet gdyby nie było podwyżek w ogóle (co na pewno nie będzie prawdą), to w 2023 r. subwencja musiałaby rosnąć co najmniej o skutki przechodzące rozwiązań przyjętych w 2022 r. Można się pokusić co najwyżej o zgrubne oszacowanie tych efektów. Sądzę, że jest to poziom 2,6 mld zł, przy czym trzeba od razu zakładać tutaj pewien poziom błędu. Gdyby jednak się to potwierdziło, oznacza to, że pozostaje w subwencji oświatowej kwota rzędu 2,1 mld zł. W ramach tej kwoty pewna część to skutki podwyższenia wysokości dotacji na ucznia, skutki zmian w awansie zawodowym, zwiększenie się liczby dzieci z orzeczeniami o potrzebie kształcenia specjalnego oraz zmiany w liczbie etatów nauczycieli. Trudno jest, nie posiadając szczegółowych danych, efekty te wyliczyć. W mojej ocenie jest wątpliwe, aby wynosiły one aż 2,1 mld zł. Można zatem podejrzewać, że już w samej wysokości subwencji jest zawarta jakaś rezerwa na ewentualne podwyżki wynagrodzeń. Niezależnie jednak od wysokości subwencji, w rezerwach celowych budżetu państwa pojawiła się w pozycji 29 rezerwa pod nazwą „Środki na zwiększenie wynagrodzeń nauczycieli w szkołach prowadzonych przez jednostki samorządu terytorialnego”. Nazwa jednoznacznie wskazuje na cel. Wysokość tych środków to 2,6 mld zł. Wiedząc to wszystko, można pokusić się o odpowiedź na pytanie o ewentualną skalę podwyżek. Sama wysokość środków zawartych w rezerwie celowej nie wystarczy na pewno na podwyżki 9-proc. od stycznia 2023 r. Możemy mówić raczej o połowie tego wzrostu, czyli 4,5 proc. lub też 9 proc. od lipca. Zarazem wysokość subwencji wydaje się ustalona w wymiarze dość wysokim, gdyby nie było tam pewnych rezerw na podwyżki. W optymistycznym scenariuszu po połączeniu tych środków istniałaby możliwość sfinansowania podwyżek od stycznia, ale raczej w wysokości 7,8 proc. niż 9 proc.
Warto mieć na uwadze fakt, że obecny projekt budżetu, po konsultacjach z RDS, będzie jeszcze raz rozpatrywany przez Radę Ministrów i najpóźniej do 30 września przesłany do Sejmu. Należy zatem zakładać, że kwestia podwyżek dla nauczycieli i ich ostateczny wymiar jest jeszcze przed nami.